Electronic Arts zostało przejęte za około 55 miliardów dolarów przez konsorcjum z udziałem saudyjskiego Public Investment Fund, Silver Lake oraz Affinity Partners. EA znika z giełdy i przechodzi w prywatne ręce, a Andrew Wilson pozostaje CEO.
Najważniejsze nie jest jednak samo to, kto kupił EA, tylko co PIF już posiada w branży. Saudyjski fundusz od lat ładuje ogromne pieniądze w gaming i esport. Przez Savvy Games Group kontroluje m.in. ESL FACEIT Group oraz Scopely, a teraz dorzuca do tego EA z markami takimi jak EA Sports FC, Battlefield, Apex Legends czy The Sims.
Dla esportu robi się więc naprawdę ciekawie. PIF ma już organizatora wielkich turniejów, rosnące zaplecze gamingowe, gigantyczne wydarzenia w Arabii Saudyjskiej, a teraz również wydawcę jednej z największych sportowych gier na świecie.
To daje dużo możliwości, szczególnie wokół EA Sports FC. Nie oznacza to oczywiście, że jutro wszystkie turnieje EA wylądują w Rijadzie. Trudno jednak nie zauważyć, że coraz większa część gamingowego biznesu zaczyna znajdować się pod jednym parasolem.
Jest też druga strona medalu. Przejęcie zostało częściowo sfinansowane ogromnym długiem. To oznacza, że nowi właściciele będą chcieli poprawiać wyniki i szukać oszczędności. W praktyce może to oznaczać jeszcze większe skupienie EA na największych i najbardziej przewidywalnych markach.
Battlefield, EA Sports FC czy The Sims mogą na tym skorzystać. Mniejsze projekty i mniej oczywiste IP już niekoniecznie.