Microsoft opatentował system, który ma wykrywać momenty w grze, w których można wcisnąć reklamę bez rozwalania rozgrywki. Nie chodzi więc o spot wyskakujący w środku walki. System miałby czekać na koniec starcia z bossem, ekran ładowania, zakończenie questa czy przerywnik filmowy.
Czyli zabijasz bossa, gra widzi, że napięcie właśnie opadło i uznaje: dobra, teraz można coś sprzedać.
W patencie pojawia się też ciekawszy mechanizm. Gracz mógłby dostawać określony czas rozgrywki bez reklam, a po jego wykorzystaniu obejrzeć materiał sponsorowany i odblokować kolejny taki okres. To właściwie model znany z mobilek, tylko przeniesiony na PC i konsole.
Sam pomysł nie musi być idiotyczny, jeśli mówimy o darmowej wersji gry finansowanej reklamami. Coś jak Spotify Free, tylko zamiast muzyki dostajesz grę AAA i od czasu do czasu spot reklamowy. Dla części graczy taki układ pewnie byłby do zaakceptowania.
Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś spróbuje dorzucić reklamy do produkcji, za którą już zapłaciłeś pełną cenę. Gra za 300 zł, battle pass, sklep ze skinami, a po walce z bossem jeszcze reklama samochodu? No bez przesady.
Najciekawsze w całym patencie jest jednak to, że system reklamowy miałby rozumieć strukturę gry. Wiedzieć, kiedy zakończyłeś misję, wszedłeś do menu albo dotarłeś do checkpointu. Nie tylko wyświetlać reklamę co 20 minut, ale wybierać moment, w którym najmniej wkurwi gracza.
Na razie to tylko patent i nie ma żadnej gwarancji, że Microsoft faktycznie wdroży taki system. Firmy technologiczne patentują mnóstwo rzeczy, które nigdy nie wychodzą poza dokumentację.
Ale jeśli reklamy mają kiedyś szerzej wejść do dużych gier, to pewnie właśnie tak: nie w środku akcji, tylko sekundę po tym, jak odłożysz pada z satysfakcją po boss fightcie.