Gdy Valve wprowadzało nowe zasady dotyczące drużyny i komunikacji z trenerem, można było się spodziewać, że prędzej czy później pojawią się pierwsze komplikacje. Te pojawiły się dzisiaj w nocy podczas meczu Evil Geniuses vs paiN.

Gdy pojawiły się pierwsze plotki o grze sześcioosobowych składów, przyznam szczerze, że liczyłem na rewolucję. Nie rozumiałem nigdy, dlaczego drużyny tak mocno wzbraniają się przed posiadaniem regularnego rezerwowego. Kogoś, kto znając drużynę, będzie mógł wskoczyć do niej, gdy „starter” zachoruje, będzie w gorszej formie, czy cokolwiek innego, losowego, się wydarzy. Funkcja rezerwowego istnieje przecież w sporcie tradycyjnym i ma ogromną rolę. Oczywiście, tam jest to bardziej naturalna pozycja, bowiem zawodnicy męczą się fizycznie i w trakcie spotkania dobrze jest wprowadzić „świeżą krew”. W tamtym roku mieliśmy jednak wysyp przerw spowodowanych wypaleniem. Przecież to nic innego, jak właśnie przemęczenie, tylko innego mięśnia – mózgu.

Inna kwestia, czyli wprowadzenie szóstego gracza daje większe pole do manewru taktycznego. Trener może zdecydować o zmianie, gdy wie, że dany zawodnik lepiej obstawi daną pozycję na konkretnej mapie. Rozgrywka jest wtedy ciekawsza i przede wszystkim stoi na wyższym poziomie. No i trener ma jeszcze większy wpływ na wygląd drużyny. Brzmi jak kolejny, naturalny krok w rozwoju esportu.

Valve, czego się nie dotkniesz, to popsujesz

Oczywiście, gdy światowa czołówka zaczęła myśleć podobnie i rozwijać się w stronę jeszcze większej profesjonalizacji, przyszło Valve i powywalało wszystkie zabawki. Znacie takiego starszego kuzyna, który robił wam na złość i niszczył zamek na piasku/igloo/budowlę z lego? To właśnie zrobiło Valve, które postanowiło zaznaczyć swoją obecność w najgorszy możliwy sposób, czyli tupnąć nóżką i pomachać palcem z niemym przekazem „ja tu rządzę”.

28 stycznia otrzymaliśmy nowe przepisy dotyczące turniejów RMR I Majorów. I chociaż w regulaminie pojawiła się opcja wpisania zawodnika rezerwowego, to deweloper dodał, że wystawienie takiego gracza będzie kosztować drużynę aż 20% punktów, które zarobi na koniec turnieju. Tak oto posypały się sześcioosobowe składy największych przedstawicieli idei – Vitality i Natus Vincere.

Dodatkowo Valve zrobiło krok dalej i zablokowało rozwój trenerki w CS:GO, nie pozwalając zawodnikom na kontakt ze swoimi opiekunami podczas spotkania. Po czasie możemy się domyślać, że jest to raczej łatanie dziury powstałej na skutek coach-bugu. Bo Valve, zamiast tak jak profesjonalna firma, czyli naprawić błąd, postanowiła ukryć bug pod dywanem, czyniąc szkody niewinnym trenerom, którzy wcale z niego nie skorzystali. Mimo to i oni muszą zapłacić karę i nie mogą kontaktować się z drużyną.

Evil Geniuses, grajcie w czwórkę!

Przejdźmy do sedna sprawy, czyli efektów ubocznych wszystkich zmian, które przedstawiłem wyżej. Do absurdalnej sytuacji mogło dojść dzisiaj w nocy w meczu Evil Geniuses i paiN. Amerykańsko-europejska formacja stanęła przed widmem gry… w czwórkę, po tym jak jeden z graczy miał problemy techniczne. EG wolało nie grać ze stand-inem, gdyż wówczas szansa na zwycięstwo i tak maleje, a zespół ponadto straci na koniec 20% wypracowanych punktów z turnieju.

Dochodzimy do momentu, gdy to już nie chodzi o sześcioosobowe składy, które miały za zadanie odciążyć psychicznie zawodników. Dobrze, to głupie, ale jednak dalej Valve może uznawać to jako w pewien sposób handicap drużyn, które mogą sobie na to pozwolić, jednocześnie uderzający w mniej zamożne zespoły. Przez pokrętne przepisy, które miały wyeliminować właśnie tą „nierówność” doszliśmy jednak do momentu patologii systemu, czyli zmuszeniu graczy do gry w czwórkę, w sytuacji, na którą nie mają do końca wpływu. Chodzi w końcu o problemy techniczne, które zdarzają się nawet samym organizatorom, a co dopiero pojedynczemu graczowi, nie posiadającemu za sobą takiego zaplecza techników.

Przynajmniej fair-play na najwyższym poziomie

Skoro pokraczny regulamin nie dojeżdża w takich kryzysowych momentach, na całe szczęście pojawia się po prostu ludzka, dobra wola. Taką wykazali się gracze paiN, których czyn fair-play zasługuje na ogromne uznanie. Brazylijczycy bowiem wiedząc, że przeciwnik może wkrótce być zmuszony grać we czwórkę, postanowili opóźnić start meczu. Po co? By grać na czas, by Evil Geniuses mieli dodatkowe minuty na pozbycie się problemów technicznych. Latynosi w tym celu wykorzystali pauzę, przydzieloną im na wypadek właśnie problemów technicznych, niejako podarowując ją przeciwnikowi. Naprawdę imponujące i cieszące serce, a jednocześnie smutne. Smutne, gdyż społeczność nadal musi robić wszystko na własną rękę, by naprawić patologie stworzone przez Valve.