Valve zaprezentowało zmiany dotyczące nadchodzących turniejów RMR oraz Majorów. Zmiany wywołały głosy sprzeciwu wśród profesjonalnych graczy.

Rok 2020 był pierwszym od wielu lat, gdy fani Counter-Strike'a nie uświadczyli tzw. Majora. Najważniejszy turniej na scenie nie odbył się przez globalną pandemię, o czym zadecydowało samo Valve. Amerykańskie studio nie chciało narażać graczy na podróżowanie po całym świecie, mimo że w tym samym czasie Riot Games zorganizował Mistrzostwa Świata League of Legends w Chinach.

Jednak nim podjęto decyzję o całkowitym odwołaniu Majora, firma Gabe'a Newella utworzyła cykl turniejów Regional Major Rankings, który miał wyłonić uczestników ewentualnych mistrzostw. Najlepsze drużyny ze świata, przez cały rok 2020 rywalizowały ze sobą zdobywając kolejne punkty, walcząc o jak najwyższą pozycję. Cały ten dorobek został decyzją Valve… zresetowany. Najlepsze ekipy dostały małą rekompensatę, lecz muszą rozpocząć swoją drogę od początku: punkty RMR zostały zresetowane na 2021 roku, jednakże drużyny ze statusem legend z 2020 roku otrzymują 600 punktów, challengerzy 300, zaś rywale 100 punktów.

Później zaczyna się robić coraz ciekawiej. Kolejna decyzja Valve odnosi się do sześcioosobowych składów i zaczyna się bardzo niewinnie: zespoły mają prawo do wpisania gracza rezerwowego na listę (może to być każdy zawodnik nie grający dla żadnego innego zespołu i nie będący zmiennikiem żadnego innego zespołu) innego niż trenerW tym miejscu Valve powinno zakończyć, ale nie. Czytamy dalej: wystawienie rezerwowego gracza z meczu na mecz będzie kosztować drużynę 20% punktów, które zarobi na koniec turnieju. Ponowna wymiana na gracza z pierwotnej piątki, nie będzie karanaDecyzja ta wywołała niemały sprzeciw wśród profesjonalnych zawodników. Nowa zasada godzi bezpośrednio w zespoły takie jak Vitality, czy Natus Vincere, które aby odciążyć zawodników z podstawowej piątki, zdecydowały się zatrudnić pomoc. Szósty zawodnik miał być przede wszystkim odpowiedzią na wypalenie zawodowe profesjonalistów, o którym głośno zaczęło się mówić na początku ubiegłego roku.

Ostatnia oraz najbardziej absurdalna decyzja dotyczy trenerów, którzy zostali dosłownie wyrzuceni z serwerów przez Valve – podczas meczów online, wyłącznie gracze mogą przebywać w pokoju, w którym grają, oraz na serwerze. Zarówno trenerzy, jak i inne osoby z personelu organizacji nie mogą przebywać w tym samym pomieszczeniu co gracze, serwerze na którym grają oraz jakkolwiek komunikować się z zawodnikami. Ten zapis w połączeniu z wykluczeniem niektórych trenerów z Majorów dosłownie rozsierdził środowisko profesjonalistów oraz ekspertów. Valve przez lata zaniedbywało swoją grę nie zważając na coach-bug, wiedząc o jego istnieniu, a teraz ukarali nie tylko trenerów korzystających z tej luki, ale również… wszystkich innych szkoleniowców CS:GO na świecie. Amerykańskie studio przez swoje decyzje, które całkowicie są odklejone od realiów panujących na zawodowej scenie, może wywołać więcej złego niż dobrego.

Głos w sprawie tych zmian zabrało wielu profesjonalnych zawodników, a wśród wielu głosów należy wyróżnić opinię Nicolai „device'a” Reedtza – jednego z najlepszych graczy wszechczasów i członka zdecydowanie najwybitniejszej drużyny CS:GO. Duński gracz napisał – Valve od długiego czasu szukało pretekstu żeby ograniczyć kompetencje trenerów, co sprawi, że cała gra będzie wyglądała na bardziej amatorską.