Od momentu zapowiedzi The Blood of Dawnwalker ciągnie się za nim porównanie do Wiedźmina. Trudno się dziwić – Rebel Wolves założyli ludzie, którzy wcześniej pracowali przy serii CD Projekt RED, w tym przy Wiedźminie 3. Do tego dostaliśmy mroczne fantasy, otwarty świat, potwory, wybory i protagonistę z nadnaturalnymi zdolnościami.
Pierwsze recenzje pokazują jednak, że Dawnwalker nie musi być żadnym „Witcher killerem”, żeby odnieść sukces. W chwili publikacji materiału produkcja miała 83/100 na Metacritic, a obecnie OpenCritic pokazuje średnią 85/100 po 97 recenzjach. Jak na pierwszą grę nowego studia, mówimy o naprawdę mocnym wejściu.
Dziesiątki, dziewiątki, ale nie wszyscy są zachwyceni
Rozstrzał ocen jest całkiem spory. MonsterVine, Vice, ComicBook czy PlayStation Universe wystawiły maksymalne noty, a dziewiątki pojawiły się między innymi w IGN czy GamingBolt. Z drugiej strony znajdziemy również siódemki, a Game Rant zszedł nawet do 6/10.
I w sumie dobrze pokazuje to, czym jest The Blood of Dawnwalker. To ambitny RPG z bardzo mocnymi pomysłami, ale niekoniecznie równie mocnym wykonaniem każdego z nich.
Najczęściej chwalona jest historia, świat i sposób, w jaki decyzje gracza faktycznie wpływają na przebieg wydarzeń. Ważnym elementem jest też podział bohatera na dwie strony – za dnia Coen pozostaje człowiekiem, a nocą może korzystać ze swoich wampirzych możliwości. Do tego dochodzi system czasu: na uratowanie rodziny mamy 30 dni, więc nie wszystko da się zrobić podczas jednego podejścia.
To ostatnie jest szczególnie ciekawe, bo RPG od lat uwielbiają mówić graczowi, że „świat zaraz się skończy”, a potem pozwalają mu przez 40 godzin zbierać kwiatki i czyścić znaczniki na mapie. Dawnwalker przynajmniej próbuje coś z tym zrobić.
Największy problem? Gra momentami sama sobie przeszkadza
Recenzenci nie są już tak zgodni, kiedy zaczyna się rozmowa o walce i konstrukcji otwartego świata. Pojawiają się zarzuty dotyczące powtarzalnych aktywności, ograniczonej różnorodności przeciwników i problemów technicznych. Część krytyków zwraca też uwagę, że bardzo fajnie brzmiący na papierze system 30 dni nie zawsze wywołuje taką presję, jakiej można było oczekiwać.
I chyba właśnie tutaj najbardziej widać, że Rebel Wolves dopiero zaczyna. Wiedźmin 3 był trzecią odsłoną serii tworzonej przez studio, które zdążyło wcześniej dostać po mordzie przy produkcji dwóch poprzednich gier i wyciągnąć z tego masę doświadczenia. The Blood of Dawnwalker jest debiutem. Oczekiwanie, że od razu przeskoczy jednego z najważniejszych RPG poprzedniej dekady, było od początku trochę absurdalne. Znacznie ciekawsze jest to, że gra najwyraźniej ma własną tożsamość.
Rebel Wolves ma na czym budować
Najlepszą wiadomością nie jest więc nawet średnia ocen. Jest nią fakt, że krytycy mówią o Dawnwalkerze przede wszystkim jako o RPG z własnymi pomysłami, a nie biedniejszej wersji Wiedźmina. Wampirze mechaniki, cykl dnia i nocy, ograniczony czas oraz mocno konsekwencyjne questy sprawiają, że Rebel Wolves zaczyna budować coś swojego.
Czy wszystko działa? Nie. Czy technicznie przyda się jeszcze trochę łatania? Zdecydowanie. W dniu premiery pojawiły się już doniesienia o problemach technicznych, choć twórcy zapowiedzieli też między innymi tryb 60 FPS na konsolach.
Ale 85 na OpenCritic przy prawie setce recenzji trudno nazwać przypadkiem. The Blood of Dawnwalker nie został nowym Wiedźminem. I bardzo dobrze, bo branża nie potrzebuje kolejnej gry desperacko próbującej nim być.