Gamescom miał być dla małych studiów okazją do pokazania swoich gier mediom i wydawcom. Dla części twórców skończył się jednak znacznie wcześniej, bo ktoś zaczął wynosić sprzęt prosto ze stoisk.
Jednym z poszkodowanych był Ryan Laley, niezależny deweloper pracujący nad horrorem Mimic. Po przyjściu na stoisko odkrył, że zniknęły laptopy wykorzystywane do prezentowania gry, w tym jego prywatny Alienware. Laley przyznał, że dla solo deva taki sprzęt to ogromny wydatek, a kradzież praktycznie zakończyła jego udział w targach.
Na tym się nie skończyło. Tessera Studios straciło dwa laptopy i Steam Decka po tym, jak ktoś wyłamał zamek w szafce na ich stoisku. Na urządzeniach znajdowało się demo The Zibbo Show, ale też dane firmowe i prywatne. Sprzęt zniknął również ze stanowiska wydawcy iam8bit, gdzie prezentowano Petal Runner i Escape Academy 2.
Do kradzieży dochodziło w przestrzeniach targowych, które po godzinach nie powinny być dostępne dla przypadkowych ludzi. Organizatorzy Gamescomu potwierdzili zgłoszenia i przekazali, że sprawami zajmuje się policja. Przypomnieli również, że na terenie imprezy działa ogólna ochrona, natomiast wystawcy mogą dodatkowo wykupić zabezpieczenie własnego stoiska i powinni ubezpieczać sprzęt.
Formalnie wszystko się zgadza. Tyle że dla małego studia odpowiedź w stylu „trzeba było się ubezpieczyć” brzmi średnio, gdy płaci się za obecność na jednej z największych imprez gamingowych na świecie.
Cała sytuacja miała przynajmniej jeden pozytywny akcent. CD Projekt Red zaoferował Laleyowi pomoc sprzętową, żartując, że sprawdzi swoje „magazyny Arasaki”. Dla dużej firmy skradziony laptop jest problemem księgowym. Dla solo deva może oznaczać koniec targów, utracone spotkania i kilka miesięcy pracy postawione pod znakiem zapytania.