Activision najwyraźniej uznało, że samo banowanie cheaterów to za mało. Firma opublikowała nagranie z kamery body cam, na którym osoba powiązana z tworzeniem cheatów do Call of Duty otrzymuje oficjalne wezwanie do zaprzestania działalności.
Sytuacja wygląda dość surrealistycznie. Przedstawiciel pojawia się pod domem domniemanego twórcy cheatów w Ohio, wręcza mu dokument od prawników Activision i informuje, że chodzi o cease and desist. Według wydawcy jest to fragment autentycznego nagrania, a tożsamość zainteresowanego została oczywiście ukryta.
Activision nie poluje już więc tylko na ludzi odpalających aimbota w Warzone. Próbują uderzyć bezpośrednio w biznes stojący za cheatami.
I skala tej walki robi się konkretna. Wydawca twierdzi, że zakłócił działalność ponad 375 operacji związanych z odsprzedażą cheatów, wysłał ponad 80 wezwań cease and desist i doprowadził do zamknięcia ponad 30 sprzedawców. W razie potrzeby firma zapowiada również normalne procesy sądowe.
To nie jest zresztą nagły zwrot. Activision od dawna rozwija RICOCHET Anti-Cheat, który wykorzystuje m.in. rozwiązania działające na poziomie kernela oraz analizę zachowania graczy. W 2026 roku system został dodatkowo rozszerzony o kolejne zabezpieczenia dotyczące sprzętu modyfikującego input oraz weryfikacji komputerów w trybach rankingowych.
I właśnie tutaj jest sedno sprawy. Możesz banować tysiące kont, ale jeśli sprzedawcy cheatów dalej trzepią na tym kasę, kolejne konta pojawią się za chwilę.
Uderzenie w ludzi, którzy te narzędzia tworzą i sprzedają, ma znacznie więcej sensu niż wieczna zabawa w kotka i myszkę z pojedynczymi graczami.
A publikacja nagrania? To już czysty pokaz siły. Activision chce, żeby każdy kolejny sprzedawca cheatów wiedział, że tym razem konsekwencje mogą wyjść daleko poza zwykłego bana w Call of Duty.