Silent Hill 2 Remake wrócił na warsztat prawie dwa lata po premierze. Konami i Bloober Team wypuścili patch 1.07 dla PS5 i PS5 Pro, który miał poprawić wydajność, ograniczyć migotanie cieni, ghosting i kilka innych problemów z obrazem. Brzmi dobrze. Problem w tym, że aktualizacja przy okazji rozwaliła tryb Performance.
Gracze zaczęli raportować tzw. crushed blacks. W praktyce ciemne fragmenty obrazu stają się niemal kompletnie czarne, a szczegóły otoczenia zwyczajnie znikają. Drzewa potrafią wyglądać jak czarne plamy, wnętrza tracą detale, a część scen zamiast niepokojącego klimatu Silent Hill przypomina źle ustawiony telewizor.
I tu robi się trochę absurdalnie, bo patch rzeczywiście naprawił część wcześniejszych problemów. Jakość obrazu na PS5 Pro wyraźnie się poprawiła, szczególnie jeśli chodzi o migotanie i artefakty podczas ruchu. Tyle że zamiast postawić kropkę nad „i”, twórcy dorzucili nową usterkę. Czyli klasyczne: naprawiasz cieknący kran, po czym odpada ci umywalka.
Najprostsze obejście? Przełączyć grę na Quality Mode. Tam problem z czernią nie występuje w takim stopniu, ale dostajemy w zamian 30 FPS. W grze nastawionej na atmosferę da się z tym żyć, ale jeśli ktoś kupił PS5 Pro właśnie po to, żeby nie wybierać między płynnością a jakością obrazu, może mieć pełne prawo powiedzieć: no, bez jaj.
Konami potwierdziło już, że zna problem dotyczący Performance Mode na PS5 i PS5 Pro i pracuje nad rozwiązaniem. Sam remake nadal jest świetnym horrorem. Szkoda tylko, że techniczna historia jego konsolowej wersji przypomina samo Silent Hill: kiedy wydaje się, że wychodzisz z mgły, za chwilę pojawia się następny koszmar.