Wokół Halo Studios znowu zrobiło się gorąco. Chwilę po premierze Halo: Campaign Evolved kilka osób związanych z produkcją poinformowało na LinkedInie, że kończy współpracę ze studiem. Internet szybko podchwycił temat jako kolejną falę zwolnień w strukturach Microsoftu.

Tyle że później pojawiło się ważne sprostowanie. Według informacji GamesBeat nie zwolniono etatowych pracowników Halo Studios. Chodziło przede wszystkim o zewnętrznych kontraktorów, których umowy zakończyły się po premierze projektu.

Formalnie więc nie mamy tu klasycznej fali zwolnień. Problem pozostaje jednak ten sam. Część tych ludzi pracowała przy Halo przez lata. Jeśli studio regularnie wymienia dużą część zespołu po zakończeniu projektu, razem z pracownikami traci też doświadczenie, wiedzę o narzędziach i znajomość produkcji. A Halo właśnie tego najbardziej dziś potrzebuje – stabilności.

Po zmianie nazwy z 343 Industries na Halo Studios i przejściu na Unreal Engine 5 Microsoft zapowiadał nowy początek dla serii. Tyle że nowa technologia i nowe logo nie naprawią problemów organizacyjnych.

Zwłaszcza że cały Xbox od lat przechodzi kolejne restrukturyzacje i redukcje zatrudnienia. Dlatego nawet jeśli tym razem słowo „zwolnienia” nie jest do końca precyzyjne, nerwowa reakcja graczy i deweloperów nikogo nie powinna dziwić.