Ubisoft znowu redukuje zatrudnienie i zamyka kolejne oddziały. Tym razem z mapy firmy mają zniknąć Ubisoft Winnipeg i Ubisoft Belgrade, a dodatkowe cięcia dotkną m.in. Ubisoft Barcelona oraz globalne struktury wydawnicze. Według branżowych doniesień zagrożonych może być nawet około 380 miejsc pracy.

To kolejny mocny sygnał, że francuski wydawca nadal nie potrafi wyjść z kryzysu. Firma, która kiedyś była jednym z największych symboli europejskiego gamingu, dziś coraz częściej kojarzy się z opóźnieniami, anulowanymi projektami, przeciętnymi premierami i restrukturyzacją za restrukturyzacją.

Najbardziej widoczna jest sytuacja Ubisoft Barcelona, gdzie pracę miało stracić 51 osób. Studio, które przez lata pomagało przy takich markach jak Assassin’s Creed, Ghost Recon czy Rainbow Six, ma teraz skupić się głównie na projektach związanych z Rainbow Six. To pokazuje, w którą stronę idzie firma: mniej rozproszonych projektów, więcej inwestowania w serie, które nadal mogą regularnie zarabiać.

Problem w tym, że Ubisoft nie płaci dziś tylko za słabsze wyniki finansowe. Płaci za lata decyzji, które rozmyły jego własną tożsamość. Otwarte światy firmy, kiedyś imponujące skalą, z czasem zaczęły kojarzyć się z powtarzalnością i checklistą aktywności. Gracze przestali dawać kredyt zaufania samemu logo Ubisoftu, a każda kolejna wpadka tylko pogłębiała ten dystans.

W tle dochodzi jeszcze większa przebudowa firmy. Ubisoft próbuje działać w modelu Creative Houses, a najważniejsze marki – Assassin’s Creed, Far Cry i Rainbow Six – trafiły pod parasol Vantage Studios, nowej struktury powiązanej z Tencentem. Ma to przyspieszyć decyzje i uporządkować produkcję, ale na razie dla wielu pracowników oznacza głównie niepewność.

Nie pomaga też narracja wokół generatywnej AI. Gdy firma mówi o automatyzacji i nowych technologiach w tym samym czasie, gdy zwalnia setki osób, trudno sprzedać to jako ekscytującą wizję przyszłości. Dla wielu brzmi to po prostu jak kolejny sposób na cięcie kosztów.

Ubisoft nadal ma ogromne marki, doświadczone zespoły i potencjał, którego większość wydawców mogłaby mu zazdrościć. Ale potencjał sam nie wystarczy. Firma musi odzyskać zaufanie graczy i własnych pracowników, a tego nie da się zrobić samymi komunikatami o „strategicznych priorytetach”.

Ubisoft nie jest jeszcze martwy, ale wygląda jak firma, która od lat próbuje dogonić konsekwencje własnych błędów. Zamknięcie Winnipeg i Belgradu oraz cięcia w Barcelonie to nie tylko kolejna restrukturyzacja. To ostrzeżenie, że jeśli ten gigant chce naprawdę wrócić do gry, musi zmienić coś więcej niż strukturę organizacyjną.