W drugiej części minicyklu poświęconego królestwu Jarvana IV ponownie przyjrzymy się magii w Demacii. Tym razem z nieco innej strony.

Tydzień temu zaczęliśmy zgłębiać temat powiązań Demacii z magią – jak to się właściwie zaczęło i dlaczego tak bardzo tamtejsi mieszkańcy jej teraz nienawidzą. Wojny Runiczne odcisnęły swoje piętno na rozwoju i kulturze całej Runeterry, a Demacia jest tego najbardziej wyrazistym przykładem. Okazuje się jednak, że magia nie wymarła całkowicie nawet w tym miejscu i kraj ten nie jest tak czysty i od niej wolny, jak mogłoby się wydawać samym mieszkańcom stolicy.

Zacznijmy więc od tych najbardziej oczywistych objawów magii – jej wyjętych spod prawa użytkownikach. Wiemy, że w Runeterrze ludzie mogą się urodzić z iskrą czarodziejskiej mocy i nie mogą jej w sobie zdusić, a bez odpowiedniego treningu jest im trudno nawet opanować jej spontaniczne manifestacje. W takiej właśnie sytuacji znajdowała się Lux. Urodzona w zamożnej i cenionej rodzinie Crownguard starała się całe życie ukrywać przed światem fakt, że drzemie w niej ta nielegalna siła. Mogła narazić się nie tylko na aresztowanie, ale także pogrążyć swój ród.

Sytuacja Lux nie była jednak aż tak dramatyczna. Wieść o zdolnościach nie przysporzyłaby jej zapewne nowych przyjaciół, ale jej ciotka, Tianna, Wielka Marszałek Demacii, jako żona lidera łowców magów (demaciańskiej policji zajmującej się śledzeniem i aresztowaniem bądź eliminacją magów), byłaby zapewne w stanie ochronić ją przed poważniejszymi konsekwencjami. Pierwotny plan zakładał wydanie jej za Jarvana IV, co zapewniłoby jej całkowitą nietykalność ze strony prawa. Niestety (lub stety) plan ten nie wypalił. 

Tak właśnie przechodzimy do tej mniej uprzywilejowanej części społeczeństwa. Sylas, a także wszyscy inni nisko urodzeni magowie, musieli całe swoje życie walczyć z drzemiącą w nich mocą, by uniknąć straszliwego losu z rąk łowców magów. Działanie takie narażało jednak ich i ich otoczenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo. Zduszona i nietrenowana magia mogła w każdym momencie eksplodować pod wpływem silnych emocji bądź zagrożenia, zabijając jej nosiciela i wszystkich w okolicy. Paradoksalnie stało się to tylko kolejnym argumentem dla łowców magów, by wyłapywać cele bardziej zażarcie i skutecznie.

Zagrożeniem nie byli jednak tylko łowcy magów. Sama społeczność, szczególnie na obrzeżach królestwa, gdzie ręka funkcjonariuszy prawa często nie sięgała, stosowała ostracyzm, a czasami nawet i samosądy wobec lokalnych magów. Nie mogli się oni nigdy czuć bezpiecznie w granicach Demacii, dlatego często bywali zmuszeni do ucieczki poza granice państwa, na przykład do Freljordu.

A co właściwie czekało magów wyłapanych przez łowców? Właściwie zawsze wiązało się to z dożywotnim napiętnowaniem i wykluczeniem społecznym. W najlepszym wypadku magowie dołączali do łowców – ich umiejętności bywały przydatne w wynajdywaniu kolejnych celów. Taki los początkowo spotkał Sylasa. Nie był on nigdy jednak traktowany na równi z pozostałymi, uznawany był właściwie nie za człowieka, a jedynie przydatne narzędzie.

Najczęściej jednak złapanych magów czekała albo natychmiastowa śmierć, albo zamknięcie w wyznaczonych więzieniach. Tam, za petrucytowymi kratami, w petrucytowych kajdanach, spędzali niekiedy resztę swojego życia. Starano się także w okrutny sposób wyplenić z nich magię. Zmuszano ich do picia wywaru z petrucytu, który wyrywał czarodziejską energię z każdej komórki ich ciała. Była to straszliwa tortura, a w komiksie “Lux” możemy zobaczyć ludzi poddawanych temu zabiegowi, błagających nieustannie o litość.

Może więc warto by zatrzymać się na petrucycie. Jest to substancja powstała z połączenia drewna petrucytowego, popiołu i wapna. Służy ona głównie do wytwarzania broni, pancerzy i jako tworzywo budowlane, zapewniając ochronę przed magicznymi atakami. Okazuje się jednak, że znany Demacianom od tysiąclecia materiał nie działa w taki sposób, jak sobie wyobrażali…

Nie sprawia on, że magia wyparowuje, zamienia się w nicość i nigdy nie powraca. Zamiast tego petrucyt wysysa magię i absorbuje ją w sobie. Zatem wszystkie antymagiczne bronie, pancerze i budynki są tak naprawdę swoistym sposobem Demacian na użytkowanie magii w moralnie akceptowalny dla nich sposób. Galio na przykład jest wielkim petrucytowym pomnikiem zasilanym magią zabitych przez niego czarowników. Stolica Demacii jest jednym wielkim magazynem magicznej energii, czekającym tylko na jej wykorzystanie. Kto wie, kim okaże się pierwszy śmiałek…

Petrucyt nie jest jednak jedynym przykładem demaciańskiej hipokryzji. Kiedy Sylas rozpoczął powstanie, okazało się, że stare metody walki nie są już tak skuteczne. Wtedy dowiedzieliśmy się, że Demacia jest w przyjaznych stosunkach z sąsiadującymi krajami, które nie mają nic przeciwko magii, a wręcz się w niej specjalizują. Rząd Demacii zaś nie ma nic przeciwko, żeby żądać od nich magicznego wsparcia, które w sytuacji kryzysowej jak widać, jest jednak akceptowalne.

Demacia nie jest wcale królestwem wolnym od magii – jest wręcz nią paradoksalnie przesiąknięta. A wszystkie działania na rzecz jej zduszenia poskutkowały czymś zupełnie przeciwnym – buntem magów, rozłamem społeczeństwa, rozdzieleniem rodzin i cierpieniem wielu.

W przyszłym tygodniu prawdopodobnie dokończymy temat Demacii. Tym razem skupimy się na powiązaniach rodowych, kulturze i tradycjach. Jeśli nie chcecie czekać i pragniecie pogłębić swoją wiedzę o uniwersum Runeterry już teraz to zajrzyjcie na kanał Yufei na YouTube lub na jej streama.

Śledź autorów na Twitterze!
Dominika „Yufea” Stańkowska →
Bartosz „Sol” Burchardt →