Sony nadal nie podało ceny ani daty premiery PlayStation 6, ale właśnie powiedziało coś, co dla portfela gracza jest chyba ważniejsze niż kolejny przeciek o teraflopach. Firma nie zamierza sprzedawać nowego sprzętu ze znaczną stratą, nawet jeśli koszty komponentów dalej będą rosły.
Hideaki Nishino, szef Sony Interactive Entertainment, przyznał podczas spotkania z inwestorami, że nie jest realne, by firma brała na siebie wszystkie podwyżki cen podzespołów. Sony już w tym roku podniosło ceny PS5, PS5 Digital Edition i PS5 Pro. W Europie ta ostatnia kosztuje oficjalnie 899 euro, a zwykłe PS5 649,99 euro.
To ważny sygnał, bo przez lata producenci konsol potrafili sprzedawać sprzęt z niewielką stratą, licząc na późniejsze wpływy z gier, abonamentów i prowizji. Tym razem Sony daje do zrozumienia, że PS6 ma bronić swoją cenę już od pierwszego dnia. Oficjalnie nie padła żadna kwota, więc wszystkie prognozy mówiące o 900 czy 1000 dolarów nadal są tylko spekulacją.
Nie znamy też daty premiery. Hiroki Totoki przyznał w sierpniu, że decyzja nadal nie zapadła, a niedobory komponentów i sytuacja na rynku pozostają jednym z problemów. Analitycy z Ampere wskazują 2028 rok jako bardzo prawdopodobny najwcześniejszy termin, szczególnie po decyzji Sony o zakończeniu produkcji nowych gier na płytach właśnie od stycznia 2028 roku.
O cyfrowym kierunku PlayStation pisaliśmy już na Esportnow, podobnie jak o tym, że Sony już przygotowuje grunt pod PS6. Jedno zaczyna wyglądać coraz wyraźniej: nowa generacja może być droższa, bardziej cyfrowa i mniej subsydiowana niż poprzednie.