Sony właśnie potwierdziło coś, co i tak było oczywiste od miesięcy: PlayStation 5 dalej sprzedaje się jak szalone, mimo że konsola ma już swoje lata, a ceny zamiast spadać – rosną. Od premiery w listopadzie 2020 roku do końca marca 2026 Sony sprzedało 93,7 miliona egzemplarzy PS5. W ten wynik wlicza się klasyczna wersja, Slim oraz PS5 Pro.
I teraz najlepsze: ten wynik został zrobiony mimo dwóch podwyżek cen w ciągu dwóch lat. W normalnym świecie sprzęt po kilku latach tanieje. Sony stwierdziło jednak, że „a może by tak odwrotnie?” – i rynek to połknął. Jasne, w ostatnim kwartale sprzedaż lekko siadła – 1,5 mln konsol mniej niż rok wcześniej – ale trudno się dziwić, skoro PS5 zaczyna kosztować momentami absurdalne pieniądze.
Tyle że Sony absolutnie się tym nie stresuje. Firma już patrzy dalej.
GTA 6 zrobi dymy na rynku…
Prawdziwy skok sprzedaży ma dopiero nadejść wraz z premierą GTA 6. I szczerze? Trudno się z tym nie zgodzić. Rockstar od lat działa jak osobna gałąź przemysłu rozrywkowego. Każda ich duża premiera to wydarzenie większe niż większość premier filmowych.
Do tego dochodzi jeszcze jeden ważny fakt: GTA 6 na start wychodzi tylko na konsolach. Żadnego PC. A skoro Sony już mocno pompuje narrację, że PS5 Pro będzie “najlepszym miejscem do grania”, to można spokojnie zakładać, że miliony ludzi kupią nową konsolę tylko dla jednej gry.
I to nie jest przesada. Dokładnie to samo wydarzyło się przy GTA V.
Cyfrowa przyszłość? Fizyczne gry praktycznie umierają
Sony podało też nowe dane dotyczące sprzedaży gier. W ostatnim kwartale sprzedano 74,6 miliona kopii gier na PS4, PS5 i PC. Wynik jest minimalnie gorszy niż rok temu, ale ciekawsze są proporcje.
85% wszystkich sprzedanych gier to cyfrowe wersje z PlayStation Store. To już nie jest trend. To praktycznie koniec ery fizycznych wydań jako mainstreamu. Płyty nadal istnieją, kolekcjonerzy dalej będą kupować steelbooki i limitki, ale masowy gracz? Wygoda wygrała.
Sony oczywiście uwielbia taki kierunek. Cyfra oznacza większą kontrolę nad cenami, brak pośredników i gigantyczne marże. Problem w tym, że gracze coraz bardziej tracą realną własność swoich gier. Kupujesz licencję, nie produkt. Dopóki wszystko działa – spoko. Gorzej, kiedy sklep coś wycofa albo zmieni zasady gry.
PS6 istnieje. Sony już o niej mówi
Najciekawszy fragment całego raportu dotyczy jednak czegoś innego: PlayStation 6. Sony pierwszy raz tak otwarcie przyznało, że aktywnie planuje nową generację. CEO firmy, Hiroki Totoki, powiedział podczas spotkania z inwestorami, że firma nie podjęła jeszcze decyzji o cenie ani dacie premiery PS6. Ale jednocześnie zdradził coś bardzo ważnego – Sony już teraz analizuje problem kosztów pamięci RAM i potencjalnych braków komponentów w 2027 roku.
Czyli mówiąc normalnym językiem: PS6 jest już na stole. I to ma sens. PS5 weszło już w drugą połowę swojego cyklu życia. Sony inwestuje coraz więcej pieniędzy w „next-gen platform”, co praktycznie potwierdza rozpoczęcie dużych przygotowań pod nową konsolę.
Problem jest jeden: ceny mogą być chore
Rynek technologiczny wygląda dziś zupełnie inaczej niż przy premierze PS4 czy nawet PS5. Koszty produkcji rosną, pamięci są drogie, AI wyjada moce produkcyjne półprzewodników, a producenci sprzętu wiedzą, że gracze i tak zapłacą.
Dlatego coraz więcej analityków zakłada, że PS6 może być najdroższą konsolą Sony w historii. Zwłaszcza jeśli firma będzie chciała utrzymać technologiczny skok na poziomie, którego oczekują gracze po „nowej generacji”.
I szczerze? Sony jest dziś w pozycji, w której może sobie na to pozwolić. PlayStation Network ma już około 125 milionów aktywnych użytkowników miesięcznie. To gigantyczny ekosystem, który zarabia nie tylko na sprzedaży sprzętu, ale przede wszystkim na abonamentach, mikrotransakcjach i cyfrowych zakupach.
Konsola dawno przestała być tylko konsolą. To platforma usługowa.
Najbliższe dwa lata będą kluczowe dla PlayStation
2026 i 2027 mogą być dla Sony absolutnie przełomowe. Z jednej strony nadchodzi GTA 6 i prawdopodobnie ostatni wielki boom sprzedażowy PS5. Z drugiej – firma już szykuje grunt pod nową generację.
Pytanie brzmi tylko, czy gracze dalej będą akceptować coraz wyższe ceny sprzętu i gier. Bo branża coraz mocniej testuje granice cierpliwości ludzi. Na razie jednak Sony nadal rozdaje karty. I nic nie wskazuje na to, żeby miało szybko oddać tron.