Steam Frame zapowiada się na jeden z najciekawszych headsetów VR ostatnich lat. Problem w tym, że zanim sprzęt trafi na rynek, jego cena może skutecznie zabić cały entuzjazm.
Według Tylera McVickera, twórcy znanego z publikowania informacji dotyczących Valve, podstawowa wersja urządzenia może kosztować nawet około 1500 dolarów. Nie jest to oficjalna kwota, a jedynie estymacja oparta na przeciekach i rosnących kosztach podzespołów. Mimo wszystko brzmi to fatalnie.
1500 dolarów za headset to nie jest wysoka cena. To jest szalony próg wejścia, który automatycznie zamienia Steam Frame w sprzęt dla garstki entuzjastów.
To nie będzie zwykły headset
Valve nie buduje bezpośredniego konkurenta dla Meta Quest 3. Steam Frame ma być samodzielnym urządzeniem opartym na SteamOS, ale jego największą zaletą ma być bezprzewodowe streamowanie gier z peceta.
Sprzęt ma oferować ekrany o rozdzielczości 2160 × 2160 pikseli, odświeżanie do 120 Hz, śledzenie wzroku i foveated streaming, czyli poprawianie jakości obrazu dokładnie w miejscu, na które patrzy gracz.
W środku mają znaleźć się Snapdragon 8 Gen 3, 16 GB pamięci RAM oraz 256 GB lub 1 TB przestrzeni na dane. Specyfikacja wygląda potężnie, ale w najbardziej wymagających grach headset nadal będzie uzależniony od mocnego komputera.
I tutaj pojawia się zasadnicze pytanie: kto zapłaci 1500 dolarów za gogle, do których wypada mieć jeszcze peceta za drugie tyle?
Steam Frame konkuruje już nie tylko z VR-em
Przy takiej cenie urządzenie nie rywalizuje wyłącznie z Questem czy PlayStation VR2. Za podobne pieniądze można kupić solidny komputer, konsolę z pokaźną biblioteką gier albo porządny telewizor OLED. Zaawansowana technologia nie wystarczy, jeśli klient spojrzy na cenę i uzna, że ktoś w Valve kompletnie odleciał.
VR już teraz pozostaje niszą. Brakuje regularnych dużych premier, szerokiej bazy użytkowników i mocnej sceny esportowej. Headset za 1500 dolarów żadnego z tych problemów nie rozwiąże. Przeciwnie – jeszcze bardziej ograniczy liczbę graczy.
Dla esportu oznacza to kolejną barierę. Organizacja turniejów VR już jest droga i skomplikowana. Trzeba zapewnić sprzęt, kontrolery, przestrzeń do gry i odpowiednie warunki techniczne. Jeżeli pojedynczy zestaw będzie kosztował fortunę, mniejsi organizatorzy zwyczajnie powiedzą: „nie opłaca się”.
Valve potrzebuje mocnego argumentu
Steam Frame może uratować wyłącznie naprawdę duża gra. Nie port kilkuletniego Half-Life: Alyx, lecz produkcja, dla której gracze będą gotowi kupić cały sprzęt.
Jeżeli Valve pokaże nowego Half-Life’a stworzonego specjalnie z myślą o Steam Frame, wysoka cena stanie się nieco łatwiejsza do przełknięcia. Bez takiego system sellera urządzenie pozostanie drogą zabawką dla fanatyków technologii.
Steam Frame może być technologicznym potworem, ale cena na poziomie 1500 dolarów pachnie sprzedażowym samobójstwem. Valve ma szansę popchnąć VR do przodu. Przy takim cenniku może jednak popchnąć go wyłącznie w stronę jeszcze głębszej niszy.