PlayStation 5 osiągnęło wynik 95,3 mln dostarczonych konsol. W ostatnim kwartale Sony wysłało do sklepów 1,6 mln urządzeń. To mniej niż rok wcześniej, ale żadnej katastrofy tutaj nie ma – sprzęt jest już na rynku od kilku lat, a większość największych fanów dawno zdążyła go kupić.
Znacznie ciekawsze jest to, że Sony zapewnia o odpowiednich zapasach pamięci RAM na kolejne miesiące. Po pandemii z dostępnością podzespołów brzmi to uspokajająco. Nie oznacza jednak automatycznie niższych cen. Firma mówi jedynie, że ma wystarczająco dużo komponentów, aby zrealizować obecne plany produkcyjne.
Sony zarabia nie tylko na konsolach
Sprzedaż sprzętu zwalnia, ale PlayStation nadal generuje potężne pieniądze. W ostatnim kwartale gracze kupili 66,1 mln pełnych wersji gier, a aż 82 procent sprzedaży stanowiły wydania cyfrowe.
To właśnie tutaj leży prawdziwy biznes. Sony nie musi już wciskać każdemu nowego pudełka. Wystarczy, że użytkownik kupuje gry w PlayStation Store, płaci za abonament i regularnie zostawia kasę w ekosystemie.
PlayStation miało również 125 mln aktywnych użytkowników miesięcznie. To pokazuje, że nawet przy słabszej sprzedaży konsol platforma nadal żyje i zarabia dobrze.
GTA VI może dać PS5 drugie życie
Największym impulsem sprzedażowym będzie oczywiście GTA VI. Produkcja Rockstara może przekonać do zakupu konsoli ludzi, którzy do tej pory siedzieli na PS4 albo czekali na wersję pecetową.
Nie ma jednak sensu powtarzać bajek o gwarantowanych 60 klatkach na PS5 Pro. Rockstar niczego takiego oficjalnie nie potwierdził. Dopóki nie zobaczymy konkretów, są to tylko internetowe spekulacje.
Przekroczenie granicy 100 mln egzemplarzy PS5 wydaje się formalnością. Prawdziwe pytanie brzmi, co Sony zrobi później. Firma ma graczy, pieniądze i zabezpieczone podzespoły. Teraz potrzebuje jeszcze regularnych premier, które pokażą, po co właściwie ludzie mają kupować tę konsolę.