The Coalition pokazało multiplayer w Gears of War: E-Day i największym zaskoczeniem nie jest nowy tryb czy mapa. Jest nim fakt, że twórcy nie próbują zrobić z gry kolejnego etatu.
Nie będzie battle passa ani systemu Tour of Duty. Większość kosmetyki odblokujemy po prostu przez granie, wykonywanie wyzwań, zdobywanie medali i waluty Coins.
Sklep nadal będzie istnieć, podobnie jak premium currency Iron, więc nie ma co udawać, że nagle wróciliśmy do 2006 roku. Różnica polega na tym, że monetyzacja nie ma być centrum całego multiplayera, a stare przedmioty sezonowe mają po czasie trafiać do Barracks zamiast znikać na zawsze.
To samo dotyczy stylistyki. The Coalition chce trzymać się klimatu Gearsa i nie robić z gry festiwalu przypadkowych crossoverów. Współprace się pojawią, ale mają być dodatkiem, a nie podstawą zawartości.
PvP wraca do prostych zasad
Versus będzie oparty głównie na formule 4v4. Każdy zaczyna mecz z takim samym wyposażeniem, a przewagę zdobywa się przez kontrolę mapy i Power Weapons. Co ważne, ulepszenia broni z PvE nie działają w PvP, więc ranked nie zamieni się w konkurs tego, kto dłużej farmił statystyki.
Na premierę pojawią się m.in. Team Deathmatch, Conquest, Demolition i nowy tryb Crucible. Do tego Social, Ranked i osobne rankingi dla konkretnych playlist.
Jeśli matchmaking, balans i netcode nie okażą się słabe, E-Day może mieć naprawdę solidne fundamenty pod granie competitive.
Horde Siege idzie w większą skalę
Największe zmiany dostaje PvE. Horde Siege obsłuży 12 graczy podzielonych na trzy czteroosobowe squady. Drużyny będą działać na jednej dużej mapie, wykonywać własne cele, walczyć z bossami i reagować na losowe wydarzenia.
Na start dostaniemy cztery klasy: Assault, Breacher, Marksman i Medic, każdą z osobną progresją i umiejętnościami. Misje będą dostępne w kilku długościach, więc nie każdy run będzie wymagał godziny wolnego czasu i składania podania urlopowego.
Jest sezonowość, ale bez przepustki
Brak battle passa nie oznacza braku aktualizacji. The Coalition planuje pięć sezonów, nowe mapy, tryby, klasy, skórki i wydarzenia. Do gry wracają też medale znane z Gears of War 3 oraz rozbudowana progresja konta.
I właśnie tutaj E-Day wygląda najciekawiej. Nie dlatego, że robi coś rewolucyjnego, tylko dlatego, że próbuje przestać robić rzeczy, których gracze mają już serdecznie dosyć.
Bez obowiązkowego battle passa. Bez ciągłego FOMO. Bez rozwalania PvP systemami progresji z PvE. Teraz pozostaje jedno pytanie: czy The Coalition faktycznie to dowiezie, czy po kilku miesiącach cały ten rozsądny model zacznie się rozjeżdżać. Na razie? Wygląda obiecująco.