Nintendo coraz śmielej testuje granice cenowe na Switchu 2. Fire Emblem: Fortune’s Weave w wersji cyfrowej ma kosztować w USA 70 dolarów, ale wydanie pudełkowe już 80 dolarów. I mówimy o zwykłej edycji, nie żadnym steelbooku czy kolekcjonerce.
Ta też oczywiście istnieje. Dagdan Collection z artbookiem i fizycznymi dodatkami została wyceniona na 120 dolarów. I pewnie sprzeda się błyskawicznie, bo Fire Emblem ma dokładnie taki fandom, który traktuje pudełko jak część kolekcji, a nie tylko sposób odpalenia gry.
Najtrafniej ujął to Kit Ellis, były marketingowiec Nintendo of America. Jego zdaniem Nintendo podbiło cenę, bo wie, że fani tej serii są wyjątkowo oddani i zapłacą premium za fizyczną wersję. Trudno się z tym kłócić. Fire Emblem to marka dla ludzi, którzy lubią mieć gry na półce, śledzą każdą odsłonę i nie odpuszczają limitowanych wydań.
To wpisuje się w szerszą politykę Nintendo. Firma zaczyna mocniej różnicować ceny wersji cyfrowych i pudełkowych, podobnie jak wcześniej w Europie. Pudełko przestaje być standardem, a staje się czymś bliższym produktowi premium: z kartridżem, okładką, wartością kolekcjonerską i możliwością odsprzedaży.
Samo Fortune’s Weave wygląda przy tym na jedną z większych premier RPG na Switchu 2. Gra zabierze nas do Imperium Dagdy, gdzie centralnym motywem będzie gladiatorski turniej, którego zwycięzca może otrzymać spełnienie jednego życzenia. Brzmi jak klasyczne Fire Emblem: polityka, dramaty, taktyczna walka i decyzje, które mają boleć.
Najważniejsze jest jednak to, że ta cena może nie być wyjątkiem. Jeśli 80 dolarów za pudełko przejdzie bez większego oporu, podobny model może trafić do kolejnych serii, choćby Xenoblade. Nintendo patrzy nie na komentarze, tylko na preordery i tempo wyprzedawania edycji specjalnych.
Można narzekać, ale firma prawdopodobnie dobrze policzyła ryzyko. Część graczy wybierze cyfrę, część odpuści, ale najbardziej oddani fani zapłacą. I właśnie dlatego Nintendo może sobie na to pozwolić.