Destiny 2 znowu żyje – przynajmniej jeśli patrzeć na liczby ze Steama. Po premierze aktualizacji Monument of Triumph gra przebiła 160 tysięcy jednoczesnych graczy, osiągając peak na poziomie 167 867 osób według SteamDB. To najlepszy wynik od czasów The Final Shape i rezultat wyraźnie lepszy niż starty dwóch ostatnich dodatków.

Dla porównania, The Edge of Fate dobiło do około 108 tysięcy graczy, a Renegades zatrzymało się przy 71 tysiącach. Różnica jest ogromna, zwłaszcza że Monument of Triumph to nie nowy pełnopłatny dodatek, tylko finałowa aktualizacja live-service.

Bungie najwyraźniej trafiło w to, czego społeczność domagała się od dawna. Update wprowadza tierowane nagrody w raidach i dungeonach, odświeżony grind, nowe i powracające bronie oraz kosmetyki kupowane za Legendary Marks. Wśród powrotów są m.in. elementy Black Armory, a gracze szybko zaczęli odkrywać ponownie otwarte miejsca, takie jak Niobe Labs czy Dark Forest w EDZ.

Nie obyło się bez problemów. Pierwsze godziny po starcie aktualizacji przyniosły klasyczne dla Destiny błędy Weasel i przeciążone serwery. Tyle że tym razem te problemy pokazały przede wszystkim skalę powrotu graczy. Serwery nie cierpiały przez pustkę, tylko przez nagły najazd Strażników.

Najciekawsze jest jednak to, że Monument of Triumph brzmi bardziej jak mocny content drop niż pożegnalny event. Wielu graczy twierdzi, że spokojnie zapłaciłoby za taką aktualizację. I trudno się dziwić – Destiny 2 wreszcie dostało coś, co łączy nostalgię, sensowny loot chase i realny powód, żeby znowu odpalić orbitę.

Jeśli to faktycznie ostatni duży update do Destiny 2, Bungie kończy ten rozdział mocnym akcentem. A dla Sony to jasny sygnał: Destiny jako marka nadal ma ciężar. Społeczność nie zniknęła. Po prostu czekała na powód, żeby wrócić.