W esportowym kalendarzu są momenty, które wyglądają jak drobiazg. Wejście na scenę, kontakt z publicznością, kilka przybitych piątek przed meczem. Niby detal. A jednak w LPL takie detale potrafią kosztować naprawdę dużo.

Chen “Bin” Zebin, top laner Bilibili Gaming, został ukarany przez ligę grzywną w wysokości 150 tysięcy juanów, czyli około 22 tysięcy dolarów, za to, że przed meczem BLG rozegranym 3 czerwca nie wziął udziału w obowiązkowym przybijaniu high-five’ów z kibicami podczas wyjścia zawodników na scenę. Sama organizacja też oberwała – BLG musi zapłacić 50 tysięcy juanów, mniej więcej 7 tysięcy dolarów, za niewłaściwy nadzór nad zawodnikiem.

Brzmi surowo? Bo jest surowo. Ale w Chinach podejście do profesjonalizmu scenicznego i obowiązków wobec widowni od dawna jest znacznie bardziej formalne niż w wielu zachodnich ligach. LPL nie potraktowało tej sytuacji jako niezręcznego momentu, tylko jako naruszenie regulaminu i standardów ligi.

Według komunikatu dyscyplinarnego Bin złamał przepisy dotyczące zachowania zawodników podczas oficjalnych wydarzeń. Liga powołała się na artykuł 12.2.2 regulaminu rozgrywek, odnoszący się do obowiązków graczy i profesjonalnego zachowania. Kara finansowa to nie wszystko – zawodnik otrzymał również publiczne upomnienie i ma przejść dodatkowe szkolenie dotyczące standardów profesjonalnego zachowania.

To ważne, bo LPL bardzo wyraźnie pokazuje, że zawodnik nie jest „w pracy” dopiero od momentu wejścia na Rift. Dla ligi praca zaczyna się wcześniej: przy kamerach, na scenie, przed kibicami, w całym rytuale meczowym. Kontakt z fanami jest częścią produktu, a nie dodatkiem, który można sobie odpuścić zależnie od nastroju.

BLG też nie wyszło z tej sytuacji bez szwanku. Liga uznała, że klub nie dopilnował swoich obowiązków wobec zawodnika i wydarzenia. W komunikacie wskazano na naruszenie artykułu 12.5.1, dotyczącego odpowiedzialności organizacji za zarządzanie i nadzór nad graczami. Innymi słowy: LPL nie kupuje narracji, że to wyłącznie jednostkowa decyzja zawodnika. Jeśli gracz łamie procedurę na scenie, klub również ponosi za to odpowiedzialność.

I tu robi się ciekawie, bo mówimy o jednym z największych nazwisk w chińskim League of Legends. Bin to nie anonimowy debiutant, tylko gwiazda BLG, zawodnik o ogromnej rozpoznawalności, uczestnik największych międzynarodowych turniejów i jeden z najbardziej charakterystycznych top lanerów ostatnich lat. Tym mocniej wybrzmiewa decyzja ligi: status nie chroni przed regulaminem.