Czerwiec będzie dla fanów The Elder Scrolls miesiącem raczej gorzkim niż nostalgicznym. Bethesda oficjalnie wygasza The Elder Scrolls: Blades, czyli mobilny spin-off swojej kultowej serii RPG. Serwery gry zostaną wyłączone 30 czerwca 2026 roku, a po tej dacie tytuł przestanie być dostępny również dla osób, które wcześniej miały go zainstalowanego.
To nie jest nagłe cięcie z dnia na dzień. Bethesda zapowiedziała zamknięcie już pod koniec marca, gra została zdjęta ze sklepów, a ostatnie tygodnie jej życia mają charakter pożegnania. Wszystkie przedmioty w sklepie udostępniono za 1 Gem albo 1 Sigil, co w praktyce pozwala graczom sprawdzić zawartość, której wcześniej mogli nie odblokować. Miły gest? Jasne. Ale też klasyczny finał gry-usługi: światło gaśnie, a wraz z nim znika cała produkcja.
The Elder Scrolls: Blades nigdy nie było pełnoprawnym zamiennikiem Skyrima, Morrowinda czy Obliviona. To był tytuł skrojony pod mobile – prostszy, bardziej liniowy, mocniej oparty na powtarzalnych lochach, rozbudowie miasta i krótkich sesjach. Bethesda próbowała przepchnąć klimat Tamriel przez filtr smartfonowego grania, z walką w pierwszej osobie i historią skupioną wokół tytułowych Ostrzy. Pomysł miał potencjał, ale wykonanie od początku budziło mieszane reakcje.
Największym problemem Blades nie było to, że gra była mniejsza od głównych odsłon. To było oczywiste. Problem polegał na tym, że mobilna struktura progresji szybko zaczęła ciążyć bardziej niż sama przygoda. Timery, waluty, skrzynki, sklep – wszystko to sprawiało, że zamiast poczucia wyprawy przez Tamriel gracze często dostawali poczucie zarządzania hamulcami nałożonymi na własną frajdę. Jak na markę, która przez lata kojarzyła się z wolnością, eksploracją i „idź gdzie chcesz”, był to dość bolesny kontrast.
Mimo tego Blades przetrwało długo. Wersja mobilna oraz edycja na Nintendo Switch dały grze kilka lat życia i własną, choć niezbyt głośną społeczność. Dla części fanów był to po prostu wygodny sposób na szybki kontakt z uniwersum The Elder Scrolls. Dla innych – przykład tego, jak trudno przenieść ducha wielkiego RPG do modelu free-to-play bez utraty czegoś istotnego po drodze.
Zamknięcie Blades wpisuje się też w szerszy obraz. The Elder Scrolls: Legends, karcianka osadzona w tym samym świecie, została wygaszona wcześniej. Teraz odpada Blades. Na mobilnym froncie zostaje przede wszystkim The Elder Scrolls: Castles, czyli gra o budowaniu i zarządzaniu własnym królestwem. To zupełnie inny typ doświadczenia – bardziej menedżerski, mniej przygodowy. Trudno więc mówić, że wypełnia tę samą lukę.
A ta luka robi się coraz bardziej widoczna, bo The Elder Scrolls VI nadal pozostaje grą-widmem. Zapowiedziano ją jeszcze w 2018 roku, ale konkretów wciąż jest niewiele. Oficjalnie wiadomo tyle, że projekt istnieje, jest w produkcji i ma być kolejną dużą odsłoną serii. Cała reszta – daty, region, zakres świata, platformy – to nadal głównie domysły, przecieki i cierpliwe czekanie. Plotki o premierze w okolicach 2028 albo 2029 roku brzmią realistycznie, ale dopóki Bethesda nie postawi daty na stole, trzeba traktować je ostrożnie.
Dlatego zamknięcie Blades boli bardziej, niż mogłoby wynikać z samej skali tej gry. To nie był najważniejszy Elder Scrolls. Nie był też najbardziej lubiany. Ale był jednym z nielicznych aktywnych punktów kontaktu z marką w okresie, w którym fani od lat żyją głównie wspomnieniami, modami, remasterami i spekulacjami.
Największy problem nie polega więc na tym, że Bethesda zamyka przeciętnie ocenianą mobilkę. Problem polega na tym, że The Elder Scrolls jako marka od dawna funkcjonuje w trybie oczekiwania. Skyrim wciąż żyje dzięki społeczności i kolejnym wydaniom, Oblivion wraca przez odświeżenia i fanowskie projekty, a główna przyszłość serii pozostaje za horyzontem. W takim momencie każdy wygaszony projekt, nawet poboczny, sprawia wrażenie kolejnego ubytku.
The Elder Scrolls: Blades kończy więc żywot jako gra nierówna, ale ciekawa z perspektywy historii Bethesdy. Była próbą wejścia z Tamriel na rynek mobilny, eksperymentem z modelem free-to-play i jednocześnie przypomnieniem, że nie każda marka automatycznie dobrze znosi smartfonowe kompromisy.
30 czerwca serwery zostaną wyłączone. Po Blades zostanie wspomnienie, kilka dyskusji o zmarnowanym potencjale i jeszcze jedno pytanie, które fani Elder Scrolls zadają sobie od lat: kiedy wreszcie dostaniemy prawdziwy powrót do Tamriel?