Na nową, dużą grę z Jamesem Bondem czekaliśmy absurdalnie długo. Po latach posuchy, średnich wspomnień po 007 Legends i jeszcze dłuższym okresie, w którym marka praktycznie zniknęła z gamingowego mainstreamu, IO Interactive w końcu wypuściło 007: First Light. I wygląda na to, że Duńczycy nie tylko udźwignęli legendę, ale mogą mieć w rękach początek naprawdę mocnej serii.

Pierwsze recenzje są bardzo dobre. Według obecnych ocen na Metacritic gra kręci się w okolicach 88/100, co przy tak rozpoznawalnej licencji i ogromnych oczekiwaniach jest wynikiem więcej niż solidnym. Co ważne, nie mówimy tu o bezpiecznym „reskinie Hitmana z Bondem w garniturze”, tylko o pełnoprawnej przygodowej grze akcji, która próbuje połączyć szpiegowski sandbox, filmowe tempo i origin story młodego agenta 007.

IO Interactive robi Bonda po swojemu

Najciekawsze w 007: First Light jest to, że IO Interactive nie poszło na łatwiznę. Studio mogło po prostu zrobić Hitmana z inną twarzą, dorzucić Martini, Astona Martina i kilka efektownych lokacji. Zamiast tego postawiło na młodego Jamesa Bonda, który dopiero uczy się, czym jest praca dla MI6.

To ważna decyzja, bo pozwala grze uniknąć pułapki „interaktywnego muzeum klasycznych motywów”. Bond nie jest tu jeszcze legendą. Jest ambitny, bezczelny, czasem nieostrożny i dopiero buduje swoją pozycję. Taki punkt wyjścia daje scenarzystom większą swobodę, a graczowi pozwala wejść w tę postać bez poczucia, że wszystko już widział.

W oficjalnym opisie IOI podkreśla, że to oryginalna historia początków Bonda, a nie adaptacja konkretnego filmu czy książki. To rozsądny ruch. Gry na licencjach filmowych często cierpią wtedy, gdy za bardzo próbują odtwarzać cudzy materiał. Tutaj studio ma własną przestrzeń, ale nadal może korzystać z całego języka marki: elegancji, gadżetów, infiltracji, pościgów i tej specyficznej mieszanki chłodu oraz przesady, bez której Bond nie byłby Bondem.

Recenzenci chwalą przede wszystkim tempo i strukturę misji

Z pierwszych opinii wyłania się obraz gry, która dobrze rozumie, dlaczego ludzie pokochali produkcje IO Interactive. Są tu otwarte poziomy, szukanie alternatywnych ścieżek, podsłuchiwanie rozmów, korzystanie z gadżetów i kombinowanie, jak rozwiązać sytuację bez zamieniania każdej sceny w strzelnicę.

Jednocześnie 007: First Light ma być bardziej filmowe niż Hitman. Recenzenci porównują strukturę niektórych sekwencji do gier pokroju Uncharted – z większym naciskiem na tempo, widowiskowe sceny i narrację prowadzoną bardziej bezpośrednio. Guardian chwali grę za odświeżenie growego Bonda i za to, że IOI uchwyciło fantazję bycia agentem 007, nie kopiując ślepo własnego hitmanowego schematu.

To brzmi jak dokładnie ten kompromis, którego ta marka potrzebowała. Bond jako gra nie może być wyłącznie skradanką, bo wtedy zgubi filmowy rozmach. Nie może być też tylko korytarzową strzelanką, bo wtedy cała szpiegowska otoczka staje się dekoracją. First Light wygląda na próbę znalezienia środka: trochę planowania, trochę improwizacji, trochę elegancji i trochę chaosu.

Patrick Gibson jako młody Bond wypada zaskakująco dobrze

W roli Jamesa Bonda występuje Patrick Gibson, znany między innymi z serialu Dexter: Original Sin. To nie jest nazwisko z poziomu Daniela Craiga czy Henry’ego Cavilla, ale właśnie dlatego wybór może działać. Gibson nie wnosi do roli ogromnego bagażu oczekiwań. Może zbudować własnego Bonda od zera.

W obsadzie pojawiają się też między innymi Gemma Chan, Lennie James i Lenny Kravitz, więc IO Interactive wyraźnie celowało w produkcję z filmowym rozmachem. Nie chodzi tylko o znane twarze. W grach akcji narracja bardzo łatwo staje się pretekstem do kolejnych misji, ale Bond potrzebuje czegoś więcej: chemii między postaciami, napięcia, stylu i antagonistów, których da się zapamiętać.

Według pierwszych recenzji ten element działa. VGC szczególnie chwali występ Gibsona, oprawę na PS5 Pro, humor oraz projekt poziomów, choć zaznacza, że sekwencje samochodowe nie należą do najmocniejszych fragmentów gry.

Najlepiej oceniana gra IO Interactive? To może być przełom

Jeśli wynik w okolicach 88/100 się utrzyma, 007: First Light będzie jedną z najlepiej ocenianych produkcji w historii IO Interactive. To spora rzecz, bo mówimy o studiu, które ma na koncie Hitman 3, czyli jedną z najmocniejszych skradanek ostatnich lat.

Jeszcze ważniejsze jest jednak coś innego: IOI może właśnie znaleźć drugą wielką markę obok Hitmana. Bond pasuje do tego studia niemal naturalnie. Przebrania, infiltracja, luksusowe lokacje, obserwowanie celu, cierpliwe budowanie planu, a potem szybka eskalacja – to wszystko od lat było w DNA Hitmana. Różnica polega na tym, że Bond pozwala dołożyć więcej kina, bardziej wyraziste postacie i większą skalę.

Jeżeli sprzedaż dopisze, trudno sobie wyobrazić, żeby 007: First Light pozostało jednorazowym eksperymentem. Sam materiał aż prosi się o kontynuacje, a zakończenie z klasyczną obietnicą powrotu Bonda tylko dolewa paliwa do spekulacji.

Bond wraca tam, gdzie od dawna go brakowało

Przez lata gry o Bondzie były dziwnym tematem. Z jednej strony każdy pamięta legendę GoldenEye 007 z Nintendo 64. Z drugiej – późniejsze produkcje miały bardzo nierówną jakość, a po 007 Legends marka praktycznie zniknęła z dużych premier. Tym bardziej wejście IO Interactive ma znaczenie. To nie jest kolejny przeciętny tie-in robiony pod premierę filmu. To samodzielna, wysokobudżetowa gra, która chce odbudować pozycję Bonda w gamingu.

I na razie wygląda na to, że plan wypalił.

007: First Light jest już dostępne na PlayStation 5, Xbox Series X|S oraz PC przez Steam i Epic Games Store. Wersja na Nintendo Switch 2 ma pojawić się później, po opóźnieniu względem pozostałych platform.

Czy warto się zainteresować?

Po pierwszych ocenach odpowiedź brzmi: tak, zdecydowanie – szczególnie jeśli lubisz gry akcji, ale męczy cię ich schematyczność. 007: First Light może być jednym z tych tytułów, które nie próbują wymyślać koła na nowo, tylko bardzo świadomie łączą sprawdzone elementy: sandboxowe misje IO Interactive, filmową narrację, szpiegowski klimat i młodszą, mniej oczywistą wersję Jamesa Bonda.

Nie wygląda to na grę idealną. Pojawiają się uwagi o słabszych sekwencjach jazdy, a część recenzentów wspomina, że oprawa nie zawsze trzyma najwyższy poziom. Ale fundament jest mocny. A w przypadku tak długo uśpionej marki to najważniejsza wiadomość.

Bond wrócił do gier. I tym razem wygląda na to, że nie tylko w garniturze, ale też w bardzo dobrej formie.