Ubisoft zamknął rok finansowy wynikiem, który trudno sprzedać jako sukces. Owszem, w czwartym kwartale firma przebiła własne prognozy, notując 415 mln euro net bookings zamiast oczekiwanych 390 mln euro. Ale w szerszym obrazie kluczowa jest inna liczba: spadek net bookings o 54% rok do roku.
„Transformacja” brzmi dobrze, ale oznacza cięcia
Yves Guillemot mówi o jednej z najbardziej ambitnych transformacji w historii Ubisoftu. W praktyce oznacza to reorganizację firmy, anulowanie projektów, przesuwanie premier, zamykanie studiów i redukcje etatów.
Ubisoft chce być bardziej „skupiony”, „zwinny” i „zdyscyplinowany”. Tyle że takie hasła w branży zwykle oznaczają jedno: mniej ryzyka, mniej ludzi, mniej eksperymentów.
Firma anulowała siedem projektów, a sześć kolejnych przesunęła. Do tego doszły zwolnienia w Red Storm, Toronto, Abu Dhabi i zamknięcie studia w Halifaxie. To już nie jest zwykłe porządkowanie kalendarza premier. To pełna przebudowa pod presją.
Ubisoft wraca do bezpiecznych marek
Na najbliższy rok plan jest prosty: oprzeć się na tym, co znane. W centrum mają być Rainbow Six Siege, Assassin’s Creed Black Flag Resynced i inne gry premium bazujące na sprawdzonych markach.
To logiczne, ale mało ekscytujące. Ubisoft przez lata próbował być wszędzie naraz: open worldy, live service, mobile, eksperymenty multiplayerowe, subskrypcje. Teraz wygląda na to, że firma wraca do podstaw, bo na większe ryzyko po prostu nie ma miejsca.
Problem w tym, że gracze nie czekają na kolejne korporacyjne „odświeżenie strategii”. Czekają na gry, które faktycznie dowiozą.
Najbliższe lata będą testem cierpliwości
Guillemot sam przyznaje, że FY2026-27 ma być słabszym okresem. Ubisoft spodziewa się miększego kalendarza premier, kosztów restrukturyzacji i gorszego przepływu gotówki. Odbicie ma przyjść dopiero później: dodatni free cash flow w FY2027-28 i mocniejszy poziom w FY2028-29.
Czyli komunikat jest prosty: jeszcze trochę bólu, potem ma być lepiej. Tylko że Ubisoft mówi to od dawna. I właśnie dlatego rynek oraz gracze mają coraz mniej cierpliwości.
Sama transformacja nie wystarczy
Ubisoft nie potrzebuje już kolejnej prezentacji o zmianach. Potrzebuje gier, które odbudują zaufanie. Rainbow Six Siege nadal ma mocną pozycję, Assassin’s Creed wciąż jest globalną marką, a powrót do Black Flag może zadziałać na nostalgię. Ale to są bezpieczne ruchy, nie przełom.
Jeśli ta transformacja skończy się tylko mniejszym Ubisoftem produkującym te same gry w ostrożniejszym tempie, trudno będzie mówić o odrodzeniu. To będzie raczej kontrolowane kurczenie się firmy, która kiedyś nadawała rytm branży, a dziś próbuje nie wypaść z gry.