Nintendo po raz kolejny mierzy się z sytuacją, która dawno przestała być „dziwnym incydentem z internetu”, a zaczyna wyglądać jak stały problem bezpieczeństwa wokół jednej z największych firm w branży gier. 12 maja policja w Kioto zatrzymała 27-letniego bezrobotnego mężczyznę, podejrzanego o wysyłanie do Nintendo listów z groźbami wysadzenia siedziby firmy.
Według japońskich mediów mężczyzna miał przesyłać do Nintendo koperty z wiadomościami w rodzaju: „wysadzę was wszystkich” oraz „moich planów nie da się powstrzymać”. W listach twierdził też, że na terenie firmy podłożono już kilka bomb. Nintendo zgłosiło sprawę policji 16 marca, po czym funkcjonariusze przeszukali teren siedziby. Ładunków nie znaleziono, ale podejrzany miał przyznać się do wysłania gróźb. Śledczy nadal ustalają motyw.
To nie jest pierwsza taka sytuacja wokół Nintendo. W 2023 i 2024 roku firma musiała odwołać duże wydarzenia, w tym Splatoon Koshien National Finals 2023 oraz Nintendo Live 2024 Tokyo, po serii gróźb kierowanych pod adresem pracowników i uczestników eventów. W tamtej sprawie zatrzymano innego 27-latka, który miał wysyłać groźby przez formularz kontaktowy Nintendo przez kilka miesięcy. Według doniesień VGC chodziło o łącznie 39 wiadomości.
Najbardziej niepokojące jest to, że Nintendo nie mówimy tu o anonimowej firmie z zaplecza rynku, tylko o marce, która żyje z bezpośredniego kontaktu z fanami. Turnieje Splatoona, pokazy Nintendo Live, eventy rodzinne, dema nowych gier – to wszystko są wydarzenia, w których bezpieczeństwo publiczności musi być absolutnym priorytetem. Jedna groźba wystarczy, żeby zatrzymać całą machinę organizacyjną, nawet jeśli później okazuje się fałszywa.
W tle jest też szerszy problem: gry sieciowe i rywalizacja online coraz częściej produkują nie tylko emocje, ale też toksyczne obsesje. Poprzednia sprawa była łączona przez media z frustracją wokół Splatoon 3, choć oficjalne szczegóły motywu nie były jednoznaczne. To ważne, bo scena esportowa Nintendo, mimo bardziej rodzinnego wizerunku niż Counter-Strike czy League of Legends, wcale nie jest odporna na skrajne zachowania. Rywalizacja, porażki, rankedy, poczucie niesprawiedliwości i anonimowość internetu potrafią stworzyć mieszankę, która później wychodzi poza ekran.
Nintendo zawsze budowało swój wizerunek na dostępności, bezpieczeństwie i „czystej” zabawie. Dlatego takie incydenty uderzają w firmę szczególnie mocno. Nie chodzi tylko o koszt ochrony czy odwołanych wydarzeń. Chodzi o to, że groźby wobec pracowników i fanów realnie zmieniają sposób, w jaki firmy organizują esport i eventy gamingowe. Więcej kontroli, mniej spontaniczności, droższa logistyka, większa ostrożność przy zapowiadaniu imprez.
Na ten moment nie wiadomo, dlaczego zatrzymany mężczyzna obrał za cel właśnie Nintendo. Wiadomo natomiast, że firma potraktowała sprawę poważnie – i słusznie. W branży, która często próbuje zamieniać wszystko w mem, tu miejsca na żarty po prostu nie ma. Fałszywa groźba bombowa to nie „rage po przegranej”, tylko przestępstwo, które może sparaliżować firmę, przestraszyć pracowników i doprowadzić do odwołania wydarzeń dla tysięcy fanów.