Bez wielkich teaserów i bez podgrzewania atmosfery. EA Sports UFC 6 wjechało na scenę nagle i od razu z konkretem: premiera już 19 czerwca 2026. Electronic Arts ewidentnie uznało, że nie ma co się bawić w marketingowe gierki – wrzucamy zapowiedź i za chwilę gra jest na półkach.

I powiem wprost: to jest odważny ruch.

Powrót serii po przerwie – i spore oczekiwania

Ostatnia odsłona, UFC 5 z 2023 roku, była solidna, ale nie wywróciła stołu. Dlatego teraz pytanie brzmi: czy „szóstka” zrobi coś więcej niż tylko lifting?

Na razie wiemy niewiele, ale EA rzuca hasłami o ulepszonym systemie ciosów i ruchu, większym realizmie zawodników i trybach z naciskiem na fabułę i personalizację walk

Brzmi znajomo? Trochę tak. Ale jeśli faktycznie poprawią feeling walki, to może być gamechanger. Bo nie oszukujmy się – w takich grach liczy się jedno: czy każda walka daje satysfakcję, czy tylko wkurza.

Okładkowi zawodnicy to nie przypadek

Na okładce lądują konkretne nazwiska:

  • Alex Pereira: gość, który może przejść do historii, jeśli zgarnie trzeci pas w innej kategorii
  • Max Holloway: absolutna legenda featherweight

To nie są przypadkowe wybory. EA ewidentnie stawia na autentyczność i hype wokół realnych wydarzeń UFC. Zwłaszcza że Pereira walczy chwilę przed premierą gry – timing aż podejrzanie idealny.

Edycje i kasa – czyli klasyczne EA

Nie ma niespodzianek: są dwie wersje i oczywiście Ultimate Edition kosztuje swoje.

Standard Edition (79,99 euro, na polskie jeszcze nie jest wiadomo):

  • podstawowa gra
  • bonus preorderowy (skiny)

Ultimate Edition (109,99 euro, na polskie jeszcze nie jest wiadomo):

  • wcześniejszy dostęp (7 dni)
  • Fighter Pass z nowymi zawodnikami
  • Expansion Pass (czyli płatne rozszerzenia, bo czemu nie)
  • VIP dodatki i waluta

Czy to się opłaca? Jeśli grasz dużo – pewnie tak. Jeśli chcesz tylko nawalać pojedyncze walki od czasu do czasu, to standard spokojnie wystarczy.

Brak PC i Switcha – serio?

Najbardziej dziwna decyzja? Brak wersji na PC i Nintendo Switch 2.

W 2026 roku to już nie jest tylko „meh” – to jest świadome odcinanie części graczy. Zwłaszcza PC, gdzie scena symulacji sportowych rośnie jak szalona.

Szybka premiera to ryzyko

Największy znak zapytania to tempo. Zapowiedź i premiera w odstępie kilku tygodni? To może oznaczać dwie rzeczy:

  1. Gra jest gotowa i dopracowana – i EA chce po prostu skrócić hype cycle
  2. Coś tu śmierdzi i nie chcą za dużo pokazywać przed premierą

Historia branży zna oba przypadki.