Miketsh jest reprezentantem Actina PACT w mniej znaną esportową grę – ZULA. Aktualnie Przemek wraz z drużyną przygotowuje się do Mistrzostw Świata i między innymi o tym z nim porozmawialiśmy.

Olaf „Szeregowy” Ostrowski: Jesteś profesjonalnym zawodnikiem w ZULA. Jest to znacznie mniej popularny tytuł, niż np. CS:GO. Czemu postanowiłeś się w nim rozwijać?

Przemysław „Miketsh” Ignaczak: Moja przygoda z ZULĄ rozpoczęła się od momentu zaproszenia mnie do drużyny przez Tomka Kapitułę – aktualnego gracza Izako Boars, z którym lata wcześniej konkurowałem w również niszowej grze jaką był Combat Arms. Zachęciła mnie przede wszystkim możliwość rywalizacji na platformie ESL. Podobała mi się wówczas perspektywa pojedynków w zawężonym gronie, gdzie wszyscy nawzajem się znają. Do tytułu przybliżył mnie też fakt, że był on stosunkowo nowy i już oferował turnieje z nagrodami pieniężnymi.

Mówisz o turniejach z nagrodami pieniężnymi, ale jakby nie patrzeć jest ich naprawdę mało. Myślisz, że rok 2019 może być dla ZULI przełomowy w tym aspekcie? 

Mam taką nadzieję, ponieważ wszystko zmierza w bardzo dobrym kierunku. IDC/Games, czyli firma prowadząca europejską sekcje ZULI stawia esport na pierwszym planie. Za miesiąc weźmiemy udział w Zula World Cup, gdzie walczy się o nagrody z puli wynoszącej 250 tysięcy euro – szykuje się fantastyczne wydarzenie. Po wakacjach odbędzie się kolejna edycja Zula International Cup z pulą nagród 50 tysięcy euro. Zaplanowany jest już następny sezon europejskiej Pro Ligi, w której ostatnio ilość pieniędzy do wygrania wzrosła kilkukrotnie. Nie jest tego tak dużo, jak w CS:GO, ale naprawdę nie ma co narzekać.

Czy na ten moment da się utrzymać grając w ZULE, czy raczej trzeba również chodzić do „normalnej” pracy?

Dobre pytanie. To zależy gdzie, bo w Europie stwierdzam, że jest jeszcze na to za wcześnie. W chwili obecnej można traktować to jako spory dodatek w życiu. W Turcji natomiast jest to już bardziej prawdopodobne z uwagi na to, że w grę wchodzą ogromne marki, lokalne drużyny sportowe i olbrzymi fanbase.

Jaki zatem jest sposób, aby u nas w Europie namówić te większe marki do wspierania drużyn w ZULA?

Osobiście wydaję mi się, że gra tutaj musi jeszcze sporo zyskać wizerunkowo i bardziej urosnąć w popularność. Szczerze mówiąc, jestem tylko graczem i nie zajmuję się marketingiem. <śmiech>

Dużo ludzi twierdzi, że ZULA jest bardzo podoba do CS:GO, jednak muszą być między tymi grami jakieś ważne różnice. Mógłbyś je przedstawić?

Podobne w tych dwóch tytułach jest chyba tylko to, że się strzela z karabinów… a tak poważnie mówiąc, to jestem świadomy, że ZULA zawiera trzy mapy, które są również zawarte w CS:GO, lecz z tego co kiedyś zasłyszałem, to obie gry po prostu posiadają prawa do tych map. ZULA jest przede wszystkim znacznie bardziej dynamiczna – szybciej się biega i strzela. W rozgrywce nie ma uwzględnionej ekonomii, dzięki czemu nie mamy rund pistoletowych i co starcie możemy używać broni, które wcześniej ustawiliśmy w swoim ekwipunku. Istnieje bardzo ciekawy system modyfikacji karabinów – zmiana celowników, tłumików, skórek, naklejek, czy breloczków. Niestety, każda broń ma swój poziom ulepszenia, przez co cierpi trochę środowisko konkurencyjne, bo bądźmy szczerzy, jeśli chce się grać na najwyższym poziomie, to posiadanie takich rzeczy jest obowiązkiem. Potrafię jednak to zrozumieć. Gra stara się jakoś utrzymać, ponieważ podkreślę – jest darmowa i stale twórcy ją ulepszają. Warto wspomnieć, że istnieje wiele sposobów na zdobycie waluty i potrzebnych zasobów na ulepszenie tych broni poprzez zwyczajne granie. Można to traktować jak etap przejściowy. Jeśli wchodzisz do nowej gry, to oczywiste, że nie będziesz w nią od razu najlepszy. Potrzebujesz czasu.

Uważasz, że brak rund pistoletowych w rozgrywce to plus, czy minus?

Na pewno dobrze się ogląda taką rywalizację w CS:GO, aczkolwiek w ZULI raczej by to nie wypaliło. Mamy inny rodzaj pistoletów oraz za małą ilość rund.

Jestem bardzo ciekawy, czy na scenie ZULI są ekipy, które opierają się w pełni na swoich umiejętnościach indywidualnych, czy może większość stara się taktycznie podchodzić do tematu?

Oj, zdecydowanie tak. ZULA z racji, że jest bardzo szybką grą, bazuje też na takich indywidualnych zagraniach. Zespół, który gra naprawdę najprostsze taktyki, ale potrafi narzucić tempo, zazwyczaj jest bardzo groźny. Nie oznacza to jednak, że te bardziej taktyczne formacje odstają, bo granaty są często mordercze – strasznie daleko latają, zadają bardzo duże obrażenia i zdobywają cenne informacje.

Wiele osób o Tobie usłyszało dopiero, gdy razem z Izako Boars wygrałeś Mistrzostwo Świata. Czułeś jakiś opór od reszty uczestników tego wydarzenia, czy raczej poszło wtedy gładko?

Obie europejskie drużyny, które wówczas wybierały się na tego LAN-a były postrzegane jako underdog ze względu na to, że mieliśmy grę krócej od Turcji i teoretycznie byliśmy mniej doświadczeni. Z grupy wyszliśmy na drugim miejscu, przegrywając dwie mapy w systemie BO2 ze składem, z którym następnego dnia wygraliśmy w Wielkim Finale wynikiem 3 do 0. Byliśmy pewni siebie i bez wątpienia udowodniliśmy im swoją wartość.

Skoro tak dobrze Wam szło, to dlaczego ostatecznie doszło do roszad w drużynie?

Uważam, że takie rzeczy powinny zostać pomiędzy nami.

Od razu po opuszczeniu Izako Boars wiedziałeś, że będziesz występował pod banderą Actina PACT, czy były też inne opcje?

Byłem przekonany do tej decyzji i tego samego dnia stałem się częścią Actina PACT.

Jak przebiegały początki Waszej współpracy?

Znakomicie, bardzo szybko odnaleźliśmy wspólny język. Od początku wiedzieliśmy jaki jest cel, każdy włożył w to serce i dużo poświęcenia. Zdarzają się wzloty i upadki, lecz najważniejsze jest to, że nie poddajemy się i ciągle stawiamy sobie poprzeczkę coraz wyżej. Teraz chcemy pokazać klasę na Zula World Cup. Muszę przyznać, że z chłopakami odnalazłem nową motywację do gry. PACT, to coś więcej niż drużyna.

No właśnie… kilka dni temu zostaliście się na Mistrzostwa Świata. Kwalifikacje rozgrywaliście z Actina House. Miało to na Was jakiś motywujący wpływ, że byliście wszyscy razem w jednym miejscu?

Zdecydowanie tak, chciałbym z tego miejsca podziękować naszemu partnerowi tytularnemu Actina za to genialne miejsce do treningów i przebywania razem. Uważam, że integracja pełni bardzo ważną rolę w drużynie. Będąc w grupie czuliśmy się znacznie pewniejsi, niż grając przez internet.

Podczas spotkań w eliminacjach towarzyszył Wam padre. Czuliście jego wsparcie?

Marcin to fantastyczny facet i nie mówię tego tylko dlatego, że gram w jego organizacji. Był z nami podczas każdego meczu i mocno nas wspierał. Cieszę się, że możemy na niego liczyć. Wspólnie lecimy do Turcji.

Byłeś już raz na Mistrzostwach Świata. Idzie odczuć na miejscu prestiż tych zawodów?

Tak, to super wydarzenie! Organizacja na wysokim poziomie oraz kilka niuansów od organizatorów, jakim jest np. wycieczka po Turcji na dwa dni przed zawodami. Dodam, że po raz pierwszy będę miał okazję zagrać w nowej arenie esportowej ZULI, która nosi nazwę – NONSTOP ZULA. Będzie się działo!

Jest na MŚ jakaś drużyna, której się obawiacie?

Mamy respekt do wszystkich przeciwników, bo w końcu spotkamy się tam z siedmioma najlepszymi formacjami na świecie, ale jakby to narki powiedział – „rączka się nam nie zatrzęsie”.

Oprócz Was na turniej leci również Izako Boars. Chciałbyś się z nimi spotkać w finale?

Chciałbym wygrać finał, niezależnie od tego kto się w nim znajdzie.

Co będzie Waszą najmocniejszą stroną podczas rozgrywek?

Raczej nie mogę Ci nic zdradzić, ale jesteśmy pomysłowi, także szykujcie się na oglądanie wielu fajnych taktyk!

Może chciałbyś coś na koniec przekazać fanom?

Bardzo dziękujemy za wsparcie. Ciągle widzimy pojawiające się pozytywne komentarze na temat naszej gry i jest nam bardzo miło! #PACTit