Sekretem nie jest, że VALORANT czerpie choć jedną garstką pomysły i rozwiązania z Counter-Strike'a. W przyszłości w shooterze Riotu pojawi się kolejny system znany z CS:GO.

VALORANT na rynku gier sieciowych znajduje się niedługo, bo dziś mijają dwa tygodnie od premiery zamkniętej bety, a już wiele słów padło na temat jego zabezpieczeń przed oszustami. Wszystko za sprawą złamanych zabezpieczeń do gry, zaledwie 48 godzin po oddaniu tytułu w ręce niedzielnych graczy. Antycheat stworzony przez Riot Games miał być, przynajmniej według wcześniejszych zapowiedzi, najskuteczniejszym systemem na rynku. Niestety to wyniosłe hasło, szybko zostało zweryfikowane.

Teraz możemy być pewni, że za jakiś czas w VALORANCIE pojawi się narzędzie dobrze nam znane z Counter-Strike'a. Mowa tutaj o Overwatchu. Dla tych, którzy nie wiedzą o co chodzi, jest to narzędzie do wyłapywania oszustów, którzy dość skutecznie się z tym kryją. Polega na tym, że gracz z odpowiednim doświadczeniem dostaje dostęp do tzw. nadzoru. Każdy kto otrzymał możliwość korzystania z niego, może ściągnąć powtórkę „podejrzanego”, obejrzeć kilka przygotowanych rund i zadecydować czy dana osoba cheatowała, czy też była czysta. Wszystko utrzymane jest w anonimowości, wszak nicki są zmienione, co gwarantuje neutralność.

Paul Chamberlain, czyli osoba dowodząca zespołem do walki z cheaterami grach Riot Games, podzielił się na redditcie informacją, że sam zamysł Overwatcha bardzo mu się podoba i z pewnością kiedyś zobaczymy go w VALORANCIE. Zaznaczono jednak, że do tego długa droga, a najpierw doczekamy się meczów rankingowych i systemu powtórek, które wciąż są w produkcji.