Co to był za finał! Pięć map, niesamowity come-back i najwyższe umiejętności – tak zapamiętamy finał Valorant Champions Tour: Masters. Finał, który ostatecznie padł łupem Acend ze starxo na pokładzie!

  • Team Heretics 2:3 Acend (Split 13:7, Bind 9:13, Haven 13:9, Icebox 12:14, Ascent 11:13)

Początek to spotkania to trema Acend i mocne, grające jak stare wygi Heretics. Ekipa nukkye szybko podporządkowała sobie pierwszą mapę, Split i po prostu błyskawicznie zbudowała bezpieczną przewagę. Po stronie Acend zaś brakowało ofensywnej siły, a nie zawodził tylko cNed. Turek nawet w najwyższej formie to jednak za mało, by obalić tak mocnego rywala jakim jest TH. Split ostatecznie dosyć szybko zakończył się zwycięstwem Heretics 13:7. Dla nas była to mapa bez historii, do zapomnienia.

O wiele ciekawiej było na Bindzie, gdzie mieliśmy już zdecydowanie więcej emocji. Początkowo Acend wyglądało świetnie, zbudowało sobie przewagę 6:0, by po chwili jednak stracić kontrolę nad spotkaniem. Dla polskich kibiców był to scenariusz podobny do starcia Heretics – Ballista, w którym to również europejski kolektyw nagle rozpoczął come-back i nie dał się zatrzymać. Tutaj przełamanie nadeszło w 17. rundzie, kiedy to Acend zatrzymało marsz przeciwnika , wygrało aż sześć rund z rzędu i ostatecznie zakończyło mapę wynikiem 13:9. Przez moment było jednak gorąco, bowiem strata drugiej mapy mogłaby kompletnie podłamać starxo i spółkę.

Przyszła pora na Haven – trzy site'y zdecydowanie nie sprzyjały Acend, zwłaszcza w ataku. I jak pierwsza połowa była wyrównana, a ekipa Polaka zdołała nawet wygrać tę część spotkania, tak po zmianie stron Heretics nie miało już litości i punktowało każdą słabość przeciwnika. Europejczycy imponowali zwłaszcza w odbijaniu bs'ów, wystarczy powiedzieć, że na pięć podłożonych spików, TH rozbroiło… pięć ładunków. 100% skuteczność przełożyła się na zwycięstwo RUBINO i spółki 13:9.

Rywalizacja przeniosła się na Iceboxa – pick Acend. Była to jednocześnie najbardziej emocjonująca mapa, gdyż mogła zakończyć cały finał. Heretics grało bardzo wyrafinowany mecz, w pełni kontrolując wynik i po prostu regularnie, ale nie seriami, punktując. Pomógł im w tym znacznie nukkye, który był bestią nie do zatrzymania na lodowej lokalizacji – łącznie 33 fragi mówią wszystko o tym występie. Litwin robił, co mógł, był piekielnie groźny nawet w sytuacjach 1vs4, ale ostatecznie nie zdołał postawić kropki nad i, i pozwolił przeciwnikom na come-back z wyniku 9:12. Acend zaś rzutem na taśmę doprowadziło do dogrywki, wygrywając przy tym znaczące, będące na ostrzu noża clutche, by w doliczonych rundach dobić swojego rywala. 14:12 dla starxo i spółki zapewniło nam piątą mapę tego niesamowitego pojedynku.

Decydującą lokacją był Ascent. Pierwsza połowa to koncert Acend, które wręcz demolowało rywala. Wynik 9:3 mógł zaskoczyć nawet największych optymistów. Zaskakiwała również dyspozycja Heretics, które jeszcze w tak słabej dyspozycji w tym finale nie widzieliśmy. Nukkye i reszta jednak obudzili się w 15. rundzie, kiedy przegrywali już 3:11. Od tego momentu role na mapie odwróciły się o 180 stopni, a TH zaczęło gonić rywala. Acend zaś nagle straciło wszystkie umiejętności strzeleckie, a przede wszystkim cNed, który z 27 fragami owszem, był najlepszym strzelcem na serwerze, ale w końcówce zbyt często zawodził. Na szczęście dla drużyny, w rolę bohatera wcielił się Bonecold – Fin w ostatniej, 24. rundzie zdobył trzy fragi i zakończył ostatecznie mapę wynikiem 13:11.

Tym samym Acend z pozycji kompletnego underdoga sięgnęło po triumf na VCT: Masters. Polak, Patryk „starxo” Kopczyński został razem ze swoimi kolegami z drużyny mistrzami Europy, przynajmniej do kolejnej edycji Masters. Jednocześnie zespół zainkasował 60 tysięcy dolarów nagrody oraz 100 Circuit Point.