Udało nam się złapać Patryka „Patitek” Fabrowskiego na rozmowę. Poruszyliśmy między innymi temat kryzysu w jego karierze oraz rozpoczynającej się przygody z VALORANTEM. 

Olaf „Szeregowy” Ostrowski: Do tej pory głównie w swojej esportowej karierze grałeś w CS-a. Zacznijmy zatem od pytania – który turniej najbardziej zapadł Ci w pamięci? 

Patryk „Patitek” Fabrowski: Bez dwóch zdań Good Game League 2018. To było najlepsze wydarzenie w moim życiu i mam z niego super wspomnienia.

Na te dobre wspomnienia spory wpływ miała publika zebrana w Poznaniu. 

Tak! Kibice na miejscu zrobili kolosalną robotę.

Miałem nawet okazję być wtedy na trybunach. Fajnie było! 

Piękne chwile.

A pamiętasz pierwsze zmagania, po których poczułeś, że w CS-ie możesz walczyć o coś więcej? 

Jasne, to było jeszcze gdy się powoli wybijałem, nikt mnie za bardzo nie znał i każdy uważał za haxa. Pojechałem na LAN-a do Nadarzyna, teraz już szczerze mówiąc nie pamiętam jego nazwy (Good Game e-Sport Challenge – przyp. red), ale razem z moją ekipą miałem pojedynek w formacie BO3 przeciwko INSHAKER, w którym występowali STOMP, Killkapi, ToM223, Leh i ktoś piąty. Dostałem wtedy sporo wsparcia od całego Venatores, w skład którego wchodzili NEEX, Luz, dark, destru i mynio. Pokazałem się z bardzo dobrej strony i dzięki temu, że wszyscy widzieli to na żywo, maszyna ruszyła. Byłem zadowolony z tego, że w warunkach, które mi nie sprzyjały, bo nie czułem się komfortowo, potrafiłem świetnie zagrać. Zauważyłem po prostu, że jest we mnie potencjał.

Wiadomo, że w życiu każdej osoby poza wzlotami pojawiają się również upadki. Który zabolał Cię najmocniej podczas dotychczasowej kariery w sporcie elektronicznym? 

Myślę, że tutaj nie muszę się jakoś zastanawiać. Odpowiedź jest prosta – dyskwalifikacja z WESG. Chyba nic mnie tak nie zabolało, jak ten cios.

Kurczę, to już było tak dawno. Kojarzysz może, jaka atmosfera panowała wtedy na Waszym TS-ie? 

Wiesz co, ja miałem spore wsparcie od drużyny. Każdy z początku wierzył, że wszystko jakoś się wyjaśni i polecimy na tę imprezę. Kiedy natomiast wyszedł oficjalny komunikat… ciężko wytłumaczyć, co się wtedy u nas działo. Było mega dziwnie i ostatecznie zostałem przesunięty na ławkę rezerwową.

W kwalifikacjach do WESG byłeś jednym z mocniejszych elementów swojego zespołu. To wszystko musiało zatem boleć podwójnie. 

Tak, tak, ale ogólnie drużynowo zagraliśmy solidnie. Wspomniane eliminacje nam poszły najlepiej ze wszystkich, jakie graliśmy.

A jak Cię odsunięto od głównej dywizji, to miałeś w głowie myśl, żeby w ogóle odejść z esportu? 

Miałem, aczkolwiek wtedy z pomocną ręką wyszło tomorrow.gg, które wypożyczyło mnie na miesiąc. Pograłem więc trochę pod ich banderą, a gdy wróciłem do x-komu zaproponowano mi powrót do składu. To dało mi nadzieje i chęć kontynuowania kariery.

Przeglądając Twoje poprzednie rozmowy zauważyłem wywiad na łamach portalu Cybersport.pl. Powiedziałeś w nim, że x-kom Team kontaktuje się z Valve w sprawie Twojej blokady. Rozumiem, że do tej pory nie otrzymałeś w tej kwestii żadnej odpowiedzi od twórcy CS-a? 

Nie, sprawa kompletnie ucichła. Być może ktoś z x-komu coś wie w tym temacie, ale ja na pewno nie.

Jak Ty sobie radziłeś w tych cięższych chwilach? Chyba w tamtych czasach nie miałeś okazji współpracować z żadnym psychologiem. 

Może nie było o tym nigdzie napisane, ale w Venatores działaliśmy z osobą, która pomagała nam w podejściu do gry. Jeśli chodzi jednak o sytuację z moim banem, to wtedy faktycznie nie miałem się do kogo odezwać. W sensie wiadomo mogłem porozmawiać ze znajomymi z esportu, natomiast nie miałem do dyspozycji żadnego psychologa, także musiałem sobie poradzić samemu. To był bardzo czarny okres w moim życiu.

Czym się zajmowałeś, żeby jakoś uciec od tego tematu? 

Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. Nie ukrywam, że w tamtych chwilach nie miałem żadnej motywacji. I nie chodzi tylko o grę. Nie chciało mi się nic robić.

Przejdźmy do świeższych tematów. Od początku 2020 roku nie jesteś już zawodnikiem Izako Boars. Jakie były pierwsze dni po rozstaniu z drużyną? Czułeś ulgę, że nie musisz wstać i iść na trening?

To nie było tak, że byłem zadowolony z braku treningów. Wiedziałem jednak, że dobrze się stało. Zostałem odsunięty od Dzików w momencie, gdy nie dawałem z siebie wszystkiego. Mogłem zastanowić się przez to, co robiłem źle, co muszę zmienić, żeby stać się lepszą wersją siebie.

I jak, wyciągnąłeś jakieś wnioski? 

Tak. Okres w iBoars dał mi dużo, jeśli chodzi o myślenie i wyciąganie wniosków.

Kiedy gracz kończy współpracę z daną ekipą, nagle posiada wiele czasu podczas dnia. Co robiłeś w wolnych chwilach? 

Zdecydowałem, że odpocznę sobie. Spędzałem dużo czasu z dziewczyną.

A pojawiły się jakieś oferty odkąd nigdzie nie grasz? 

Nie.

Nie oszukujmy się – aktualnie na scenie CS-a jest raczej ciasno, jeśli chodzi o miejsca w formacjach. Stąd też chyba u Ciebie decyzja, żeby bardziej skupić się na VALORANCIE? 

Dokładnie tak.

Tytuł od Riot Games od razu Ci się spodobał, czy musiałeś się do niego stopniowo przekonać? 

Tak, tak – od samego początku mi się podobał, a zwłaszcza mechanika w nim i strzelanie. Śledziłem wszystkie Twitterowe zapowiedzi na temat tej gry.

Mówi się o Tobie – najlepszy Phoenix w Polsce. Ta postać chyba najlepiej do Ciebie pasuje, bo jest ona przeznaczona dla zawodników agresywnie grających, budujących przewagę. Wydaje się, że właśnie taka była Twoja rola w CS-ie. Z biegiem czasu jednak można było dostrzec u Ciebie spadek pewności siebie i tym samym formy. Zastanawiałeś się nad tym, z czego to wynikało?

Myślę, że wynikało to z tego, że sam siebie oszukiwałem. Powtarzałem sobie, że wszystko jest w porządku i nie powinienem nic robić, aby adaptować się do mety. Miałem w głowie, że nie warto siedzieć na DM-ie, pracować nad dyspozycją. Do tego dochodziły też inne problemy, a jak je rozwiązywałem, to pojawiały się nowe.

A teraz jak się czujesz? 

Zdecydowanie lepiej. Po odejściu z Izako Boars odzyskałem stare podejście do życia.

Na swojej transmisji powiedziałeś, że masz poważne plany, co do VALORANTA. Domyślam się, że na to się składa Twój VAC w CS-ie, który gdzieś tam z tyłu głowy zawsze będzie siedział u Ciebie i potencjalnego pracodawcy. 

Możliwe, że ban obecnie już nie utrudnia kariery w CS:GO, ale nie ma co się oszukiwać – żaden lepszy polski skład mnie nie weźmie, bo każdy chce wystąpić na Majorze. To marzenie, z którego raczej ludzie nie chcą rezygnować.

Czyli to definitywny koniec Twojego epizodu w FPS-ie od Valve? 

Jest szansa, że jeszcze kiedyś zobaczycie mnie w CS-ie, natomiast póki co w pełni przerzucam się na VALORANTA. Tzn. wiadomo – w Counter Strike'a będę grał zawsze. Nie porzucę też kontaktu z osobami, które poznałem dzięki tej grze. Oczywiście będę także śledził, co się dzieje na scenie, oglądał mecze, ale jeżeli chodzi o profesjonalną przygodę, to na razie spróbuję swoich sił w produkcji Riot Games.

Początki w VALORANCIE spędzasz u boku m.in. izaka i saja, czyli jednych z najpopularniejszych polskich streamerów. Skąd się wziął pomysł na stworzenie ekipy o nazwie Fordons? 

Szczerze mówiąc, to nie pamiętam. Chyba gdy gra wychodziła, to NEEX do mnie napisał z propozycją zrobienia czegoś i tak z biegiem czasu powstało Fordons.

Powiem Ci, że jak tak oglądam niektóre Wasze mecze, to nie widzę, żeby izak i saju jakoś mocno odstawali poziomem, a przecież ze względu na streamy i jakieś codzienne obowiązki nie mają aż tak wiele czasu na grę. 

No właśnie chłopaki sobie świetnie radzą.

Ja jestem trochę w szoku. 

Ja też! Gra im się bardzo dobrze i śmiało mogę powiedzieć, że można z nimi mierzyć się z niezłymi ekipami i nie czuć kompletnie, że ktoś odstaje.

No właśnie – idzie Wam nieźle, ale ciekawi mnie, czy Ty już myślisz o założeniu jakiejś nowej drużyny w VALORANCIE? Wiecznie przecież nie będziecie ciągnąć „projektu” Fordons. 

Ja mam jasny plan na siebie w tej grze. Dogram turnieje, które mamy zaplanowane jako Fordons, a gdy one miną, chcę stworzyć formację razem z NEEXEM.

O proszę, z NEEXEM. Czyli Sebastian też podjął decyzję o przerzuceniu się na VALORANTA? 

Tak.

W zasadzie nie ma co się dziwić, że planujecie działać razem, bo chyba jesteście obecnie najlepszym duetem w Polsce. 

Nie mi to oceniać. Sądzę, że rezultaty, które będziemy osiągać będą mówiły same za siebie.

A chcecie coś tworzyć na rodzimym podwórku, czy raczej nastawiacie się na międzynarodowy skład? 

Najprawdopodobniej będziemy celować we wspólną grę z zawodnikami spoza Polski.

Spodziewałem się tej odpowiedzi, bo w naszym kraju póki co nie widać zbyt wielu graczy, którzy jasno zadeklarowali, że chcą rozpocząć karierę w VALORANCIE. 

To fakt. Chyba, że są ukryte talenty, o których dopiero usłyszymy.

Ogólnie zainteresowanie VALORANTEM jest ogromne, jednak nie brakuje osób, które twierdzą, że ta gra niebawem ucichnie. Ja natomiast jestem zdania, że ten tytuł będzie dobrze poprowadzony przez Riot Games, który przecież esportowo ma spore doświadczenie z League of Legends. Jakie jest Twoje zdanie w tej kwestii? 

Dużo zależy od Riot Games. Jeśli dalej ta firma będzie się tak angażowała w VALORANTA, to ten tytuł czeka fajna przyszłość. Generalnie wystarczy spojrzeć na to, ile zmian twórcy wprowadzają w momencie, gdy ich produkcja jest w wersji beta. Słuchają się społeczności. Jeżeli coś wymaga aktualizacji – od razu się ona pojawia. Ostatnio wszedł naprawdę zajebisty update! Zmienił rzeczy, które były za mocne. Mowa chociażby o cenach umiejętności danych postaci, aby wyrównać ekonomię.

Poczekajmy też aż minie cały dym związany z koronawirusem na świecie. Wtedy moim zdaniem pojawi się masa LAN-ów w VALORANTA.

Wspomniałeś o aktualizacjach, zatem zapytam, czy Ty widzisz jeszcze coś do zmiany? 

Są pewne bugi, które potrafią zdenerwować, ale nie ma co przesadzać. Generalnie VALORANTA trzeba po prostu krok po kroku szlifować i nie zapominajmy, że na razie to dopiero beta i jeszcze wiele się może zmienić. Bądźmy dobrej myśli.

Z puli map pewnie tak jak ja i większość społeczności najbardziej nie lubisz Splita? 

Tak, to jest tragedia.

Co można z nim zrobić, żeby ludzie się do niego przekonali? 

Nie tak dawno Riot Games wprowadził na nim trochę zmian, przez co stał się bardziej grywalny. Pozmieniali lekko ściany spawnów i na początku rundy atakujący mają przewagę nad broniącymi. Wcześniej, gdy broniłeś BS-ów śmiało mogłeś sobie wychylić i jako pierwszy szukać fraga na enemy bez większego stresu, że ktoś będzie już w ciebie wcelowany, a teraz nie jest to takie proste zadanie. Podsumowując – Riot jest na dobrej drodze, żeby naprawić Splita.

Zakończmy naszą rozmowę pytaniem o postacie. Które poza Phoenixem lubisz? 

Wiesz co, fajny jest Brimstrone. Można nim dużo ważnych rzeczy robić. Dodatkowo zdarzyło mi się używać Sovy i Omena.

Olaf „Szeregowy” Ostrowski – śledź autora na twitterze   →