„Zamierzam być najlepszy na świecie”. „Zbudujemy najlepszą drużynę globu”. Cóż, przed premierą bety Valoranta można było napinać mięśnie. Od tego czasu minęło już kilka miesięcy, także gdzie w tym momencie jesteś Braxtonie „brax” Pierce?

Top quality bait

Nie ukrywam, sam złapałem haczyk, który w lutym zarzucił wówczas jeszcze swag. Amerykanin z dziką pewnością siebie zaczął sypać jak z rękawa zapewnienia, że będzie najlepszy na świecie w grze o roboczym tytule Project A. Że stworzy najlepszy zespół. Z natury jestem raczej spokojny w osądzaniu, więc te deklaracje przyjąłem z marginesem błędu. Bo z jednej strony gra jeszcze nie pojawiła się w formie bety, a z drugiej niektórzy, jak Izak mieli do niej dostęp. Kto wie, może swag ma jakieś specjalne ścieżki, którymi dostał się do niegotowej gry, stąd te zuchwałe przechwałki?

Ponadto z tyłu głowy pojawiała się myśl – dlaczego on rzuca takimi deklaracjami? Przecież jest to już bardzo znany gość, z pewnością cały świat esportu będzie patrzył, jak zmarnowane złote dziecko Ameryki rozwija się w nowej grze. Po co od samego startu gry zmagać się z taką presją? Narzucać sobie tak wysoką poprzeczkę, jak bycie najlepszym na świecie w czymś, co jeszcze nie jest nawet nazwane? W czymś, w co grało kilkanaście osób na świecie?

Rozpoczynamy czeski film

10 marca wszystko się jeszcze bardziej poplątało – nie dość, że od teraz swag to już nie swag, a brax, to jeszcze trafia do drużyny! T1, ogromna organizacja otwiera dywizję gry, która jeszcze nie miała swojej bety! Przyznam, zgłupiałem wtedy, czułem się jakbym oglądał nowego Bareję. O co w tym wszystkim chodzi, dlaczego stawiane są aż tak odważne kroki? Owszem, w inwestycjach trzeba znaleźć w sobie odwagę, ale to było wskoczenie do jeziora na główkę, w którym nie znasz głębokości. Mógł być to piękny, okraszony brawami wszystkich skok, lub lot na połamanie karku do wysychającego stawu.

T1, gdzie jesteście?

Wreszcie mamy sierpień. Scena Valoranta szybko się rozwija, turnieje rosną jak grzyby po deszczu, zawodnicy rosną jak grzyby po deszczu, drużyny rosną jak grzyby po deszczu. Ogólnie wszystko zgodnie z planem, jak grzyby w lesie po deszczu. W tym całym pędzie wyklarowało nam się kilka potęg. Na świeczniku jest przede wszystkim G2, które prezentuje absurdalny wręcz poziom. Zza Wielkiej Wody odgrażają się amerykańskie drużyny, które podważają osiągnięcia G2, z zazdrością patrząc na europejską ekipę, której przypięło się łatkę najlepszej na świecie. Kto w takim razie ma rację w tym sporze? Rzeczywiście przez COVID ciężko to sprawdzić, bo nie są organizowane międzykontynentalne zawody, W Stanach organizacje odważniej weszły w rynek, ale wydaje się, że to europejska scena ma w sobie więcej jakości i różnorodności. Na Starym Kontynencie jedynie czego obecnie brakuje, to wielkich marek. W USA prym wiodą takie organizacje jak TSM, Sentinels, Clodu9, Immortals, Gen.G. I właśnie tutaj moje pytanie brzmi – gdzie jest T1?

Szczerze, przez kilka miesięcy zdążyłem już zapomnieć o deklaracjach braxa. Były one odważne, owszem, ale tak naprawdę od samego startu bety Amerykanin i jego słynna jedna z pierwszych organizacji w Valorancie zostali przyćmieni przez innych. Na ich kontynencie było to TSM, o całym świecie zaś nawet szkoda wspominać, bo to kompletnie inna liga. Jak więc wygląda rzeczywistość w sierpniu, kilka miesięcy po pojawieniu się nowej gry w esportowym świecie?

Oczekiwania vs rzeczywistość

Osiągnięcia T1 to  – 2 miejsce na T1 x Nerd Street Gamers Showdown, gdzie wygrali 15 tysięcy dolarów. Koniec. Naprawdę, na tym możemy zakończyć, bo drużyna, która rozpoczęła swoje formowanie miesiąc przed premierą bety gry (przepraszam, ale z perspektywy czasu solidne xD tu musi się pojawić), zatrudniła takie nicki jak brax, AZK czy Skadoodle, zajęła tylko raz miejsce na podium. W światowym rankingu ekipa zajmuje dopiero 31. lokatę, na kontynencie są na 9. miejscu. Co więcej, zespołowi już „psycha siadła”, bo dokonano pierwszej zmiany – na ławkę powędrował Skadoodle. Legendarny amerykański snajper wywodzący się z CS:GO został odsunięty od składu, bo musi poprawić swoją pulę agentów. Błyskotliwa zmiana nie wpłynęła na drużynę zbawiennie – T1 na Pop Flash przegrało z Immortals oraz Envy i zajęło ostatnie miejsce na turnieju.

To, co stanie się wkrótce z drużyną jest na razie zagadką. Tak duża organizacja jak T1, która posiada wśród sponsorów marki typu Nike i Twitch nie może pozwolić sobie na tak słabe wyniki. Skok do wody na razie okazuje się nierozsądnym rzuceniem się głową do kałuży. Ale czego można było się spodziewać, skoro uwierzono w bajki o najlepszej drużynie świata w grze, która nie miała jeszcze finalnej nazwy?