Pożegnaliśmy ostatnich dwóch polskich przedstawicieli na Valorant Champions Tour Stage 2: Challengers 2 – Acend i G2 przegrało swoje mecze 0:2. Tym samym nie zobaczymy już Polaka w kolejnych etapach prestiżowego cyklu.

  • European Union Acend 0:2 European Union Team Vitality (Icebox 12:14, Haven 12:14)

Rywalizacja z Vitality na Iceboxie początkowo wyglądała obiecująco. Ekipa starxo była niesiona na plecach Kilesa, który włączył tryb pługa i był nie do powstrzymania. Vitality jednak znalazło sposób na dosyć prostą taktykę rywala i jeszcze w pierwszej połowie zespół wyszedł na prowadzenie 7:5. Po zmianie stron Acend jednak ponownie dobrze zaczęło, zdobywając pięć punktów. I po raz kolejny Vitality w porę połapało się w taktyce przeciwnika i znowu odrobiło wszelkie straty, doprowadzając do dogrywki. W niej Francuzi, Litwini i Fin nie pozostawili już złudzeń i zakończyli mecz wynikiem 14:12.

Rywalizacja przeniosła się na Haven – wybór Acend. Zespół starxo jednak wyglądał fatalnie w pierwszej połowie, na półmetku spotkania tracąc aż sześć punktów do rywala. Po zmianie stron europejski kolektyw niestety przegrał pistoletówkę, co sprowadziło szansę zespołu na niemal zerowy poziom. Wówczas jednak mistrzowie Europy przebudzili się i zaczęli udowadniać, dlaczego to do nich należy ten tytuł. Runda za rundą i come-back powoli był realny, aż w końcu Acend wyszło nawet na prowadzenie 12:11, ostatecznie przegrywając 24. rundę. To był gwóźdź do trumny, bowiem w doliczonym czasie Vitality przejęło kontrolę nad spotkaniem i zakończyło mapę wynikiem identycznym, co na pierwszej lokacji – 14:12. Tym samym Acend pożegnało się z rozgrywkami w najbardziej bolesny sposób, przegrywając dwie mapy na milimetry.

  • European Union G2 0:2 European Union Fnatic (Bind 5:13, Ascent 11:13)

Drugi „polski” mecz również nie skończył się najlepiej. Tutaj jednak od początku ciężko było mieć nadzieję na pozytywny rezultat. Na pierwszej mapie – Bindzie – Fnatic zmiotło przeciwnika z powierzchni serwera, wygrywając wysoko, bo aż 13:5. Znakomicie grał nowy nabytek organizacji – Derke. Fin był niezwykle skuteczny i zdobywał fragi w newralgicznych momentach spotkania.

Druga mapa – Ascent – była już o wiele bardziej emocjonująca. Przede wszystkim G2 w pierwszej połowie zdobyło więcej punktów, niż łącznie na Bindzie, remisując na półmetku spotkania 6:6. Po zmianie stron nastąpiła jednak katastrofa – Fnatic kompletnie odjechało przeciwnikom, wygrywając 6 rund z rzędu i zdobywając tyle samo rund meczowych. G2 walczyło o come-back i było naprawdę blisko, by doprowadzić do upragnionej dogrywki. Marzenia Polaka i spółki prysły jak bańka mydlana, kiedy to mixwell popełnił błędy w defensywie, przepuszczając przeciwników. Hiszpan przede wszystkim nie wykorzystał sztyletów swojej agentki, które w odpowiednich rękach potrafią zdziałać cuda. Lekcję tego, jak powinno się grać Jett udzielił mu Derke – Fin miał 27 fragów i był zdecydowanie najlepszym graczem na serwerze. Nam pozostaje pogratulować awansu, a także genialnego transferu Fnatic. Polska zaś razem z G2 straciła ostatniego przedstawiciela w całym cyklu VCT.