Rogue zagwarantował sobie stałe miejsce na kartach historii za sprawą dwukrotnego zwycięstwa podczas IEM Katowice. W krótkiej rozmowie uchylił rąbka tajemnicy dotyczącej treningu, a także źródła stale napędzającej go motywacji.

Jakie to uczucie być pierwszym graczem StarCrafta II, który wygrał dwukrotnie Intel Extreme Masters Katowice?

Z całą pewnością jest to fenomenalne uczucie. Najbardziej cieszy mnie jednak fakt, że byłem w stanie zakwalifikować się do turnieju, a w jego trakcie dotrzymać tempa wszystkim zebranym zawodnikom.

W jaki sposób przygotowywałeś się do IEM Katowice, czy Twój trening wyróżniał się czymś na tle pozostałych?

Jak zwykle poświęciłem dużą ilość czasu na przemyślenie buildów, których mógłbym użyć przeciwko poszczególnym graczom. Oczywiście było to cięższe podczas pierwszych dni rywalizacji, kiedy lista przeciwników była znacznie dłuższa. Podobny schemat treningów stosuję jednak za każdym razem, więc i tym razem nie było w nim nic specjalnego.

Jesteś jednym z najbardziej utytułowanych zawodników StarCrafta II i nie zamierzasz odchodzić na emeryturę. Co jest Twoją motywacją do dalszej rywalizacji?

Moim celem zawsze było rywalizowanie i dorównywanie poziomowi Maru. Jest to moje główne źródło motywacji, które napędza mnie do dalszych treningów oraz występów w turniejach. Chciałbym móc z czystym sumieniem powiedzieć, że osiągnąłem jego poziom.

Ostatnimi czasy niekoreańscy gracze coraz śmielej poczynają na globalnej scenie StarCrafta II. Kogo z foreignerów uznałbyś za najlepszego i co czyni go tak wyjątkowym?

Potrafię wskazać dwóch. Są to Serral oraz Reynor. Uważam, że ich świetna forma sprowadza się do najmniejszych szczegółów, jak wiek czy predyspozycje fizyczne. Mam wrażenie, że zachodni gracze poświęcają się treningowi niemal wyłącznie w swoim gronie, co jak pokazują turnieje, zaczyna przynosić oczekiwane skutki.

Niedawno Blizzard rozpoczął współpracę m.in. z ESL w celu kontynuowania zmagań esportowych StarCrafta II na kolejne trzy lata. Co sądzisz o tej decyzji?

Decyzja wprowadziła nieco spokoju do życia każdego profesjonalnego gracza – w końcu mamy pewność, że nasze stałe przygotowania nie pójdą na marne z uwagi na brak turniejów. Z samą oceną się wstrzymam, nie uważam jej za dobrą czy złą. Ważne jest, aby do zaistniałej sytuacji się jak najszybciej dostosować i czerpać z niej korzyści.

Daniel „Vecarius” Hudoń – śledź autora na twitterze →