Korea nie zwalnia tempa. Choć Immortals pokazało parę trików na początku meczu, to w momencie przejścia do walk zespołowych Longzhu nie dało im najmniejszych szans.

Longzhu to aktualny zwycięzca LCK, więc mało kto dawał wiarę, że Immortals będzie w stanie nawet przez sekundę przejąć kontrolę nad meczem. Tym większym zaskoczeniem była nieco ospała gra Koreańczyków w początkowej fazie, gdzie amerykańska formacja zdobyła aż 4 zabójstwa i wieżę, wychodząc na prowadzenie w złocie. Nic jednak nie trwa wiecznie – już pierwszy teamfight pokazał, że koordynacja i dyscyplina leży po stronie LZ. Wygrana pozwoliła wyrównać stan kont i obie ekipy weszły bardzo równo w midgame.

Immortals podjęło ryzykowna decyzję o podjęciu infernala, zaś Longzhu odpowiedziało zrobieniem Nashora, gdyż zawodnicy amerykańskiej formacji nie zdążyli z interwencją. To zupełnie złamało defensywę IMT – Pobelter popisał się co prawda świetnym flankowaniem na Ryze, nie wystarczyło to jednak na zatrzymanie koreańskiego pociągu. Środkowy inhibitor został zniszczony, chwilę później całe Longzhu przejechało się po dolnej alei – jedno agresywne wejście Khana przesądziło o losach spotkania.