Za nami zdecydowanie najlepszy jak na razie mecz tych Mistrzostw Świata. DRX zwyciężyło z Royal Never Give Up po spotkaniu pełnym zwrotów akcji i niesamowitych walk drużynowych. A to dopiero przedsmak tego, co się będzie działo.

DRX 1-0 Royal Never Give Up

Aatrox / Maokai / Akali / Tristana / Rell – Jax / Vi / LeBlanc / Nilah / Alistar

Gra zaczęła się lepiej dla Royal Never Give Up. Wei dwukrotnie zszedł na górną aleję, najpierw spalając błysk, a potem zgarniając pierwszą krew. Ponadto w międzyczasie chiński leśnik zabezpieczył oceanicznego smoka. Później zaś Wei podjął podniebnego smoka, a mapa zmieniła się w hextechową. Za to Breathe wykorzystał wcześniejsze zejścia swojego kolegi i wysolował przeciwnika na górnej alei, a po tym zgarnął jeszcze opancerzenia wież. W dodatku na midzie prowadził Xiaohu, a Wei ponownie pojawił się ze skutecznym zejściem na topie.

Jednak pierwsza walka drużynowa potoczyła się inaczej niż można było się spodziewać. W niej genialną pozycję odnalazł Deft i cały czas zadawał obrażenia. To dało mu trzy zabójstwa oraz dwie asysty, a DRX wzięło jeszcze smoka. Za to przy kolejnym potworze fenomenalnie wszedł BeryL, a Deft zabił dwójkę przeciwników. Następnie DRX znacznie przeważało na Summoner's Rift i powoli powiększało swoją przewagę w tysiącach sztuk złota, a dzięki lepszej wizji bez problemu wzięło trzeciego hextechowego smoka. Natomiast chwilę później Xiaohu ukradł Barona, wchodząc na ślepo do jamy tego potwora.

To trochę uspokoiło rozgrywkę, ale walka drużynowa przy kolejnym smoku była niesamowitym spektaklem. Na starcie Wei zgarnął potwora, aczkolwiek Deft zabił dwóch oponentów, po czym się wycofał i wrócił do walki. To zaś był błąd, gdyż upadł od Breathe i wyglądało na to, że RNG wygra tą walkę. Wtem superumiejętności użył Zeka, solując dwójkę rywali i pozostając jedynym żywym zawodnikiem na mapie. Ostateczna walka również była przeciekawa, a kluczowe w niej było zgarnięcie smoka przez Pyosik'a, po którym RNG się posypało jak domek z kart, a DRX poszło po ich nexus. Takich spotkań chce się oglądać więcej.