Powiedzieć, że pierwszy mecz niedzielnych zmagań zapowiadał się emocjonująco, to mało. Starcie Fakera z Uzim jest naprawdę czymś niesamowitym, i obaj gracze, jak i obie ich ekipy, dały pokaz fascynujących umiejętności.

Ostatnimi czasy nie za często można zobaczyć pojedynki, w którym obydwie drużyny są agresywne we wczesnej fazie rozgrywki. Tak jednak malowało nam się starcie SK Telecom T1 z Royal Never Give Up. Chińczycy od czasu wejścia na profesjonalną scenę League of Legends byli znani za pro-aktywność, i wczoraj dali tego przykład. Takiej adaptacji osobiście spodziewałem się od trzykrotnych Mistrzów Świata, dlatego naturalnie byłem tym starciem mocno podekscytowany.

Początek był bardzo ikoniczny. Pierwsza krew została przelana przez Uzi'ego, legendę gry. Ikoniczne było to, że jego łupem padła inna legenda, Faker. Ich potyczka na dolnej alejce była czynnikiem zapalającym większą walkę, jako że finalnie zginęło aż sześciu bohaterów. Było to znakiem, że starcie SK Telecom T1 z Royal Never Give Up będzie takie na jakie wszyscy liczyliśmy, czyli krwawe i pełne emocji!

W przeciągu pierwszych minut akcja głównie skupiała się na dolnej linii. Duet RNG grał agresywnie ze względu na Blitzcranka, którym grał Ming. SKT posiadało jednak świetny sposób na kontrę jakiejkolwiek agresji na bocznych alejkach – Twisted Fate'a na midzie. Często pojawiał się na dole, żeby wspomóc Teddy'ego i Efforta, jako że Koreański duet niezbyt radził sobie z rywalami. Potyczki finalnie wydawały się wyrównane, jednak to Chińczycy wyciągali z nich więcej korzyści, a konkretniej dwa Piekelne Smoki, które zabezpieczyli do 15 minuty. Z takim buffem grali oni jeszcze bardziej pro-aktywnie.

W 18 minucie doszło do pierwszego większego teamfightu. SKT wyciągnęło z niego Piekielnego Smoka, trzeciego w grze, ale straciło aż czterech graczy. Gracze obydwu zespołów nie dawali widzom momentu na złapanie oddechu. Kolejną, jeszcze większą potyczkę można było zobaczyć trzy minuty później, w której to tym razem Khan i spółka poradzili sobie znakomicie. Jego efektem było zabicie Barona Nashora, z którym SK Telecom T1 zaczęło rozdawać karty. No właśnie, nie do końca. Chwilę później i trzykrotni Mistrzowie Świata stracili całą piątkę zawodników. Byli oni kompletnie niezgrani, zwłaszcza że wcześnie wyeliminowano Fakera, który został wykopany w sam środek RNG przez Karse na Lee Sinie.

Mecz wyglądał w ten sposób przez bardzo długi czas. Ciągle dochodziło do wymian zabójstw, fortyfikacji, czy też globalnych objective'ów. W końcu gra zbliżyła się do 40 minuty, w której przegrany teamfight mógł oznaczać klęskę w całości spotkania. SKT zdecydowało się poświęcić Khana, żeby odciągnąć uwagę rywali i zabić Barona Nashora. Sytuacja 5v4 pozwoliła za to ekipie Uzi'ego zgarnąć Elder Dragona. Zakończenie jednak było jedyne w swoim rodzaju. Cały skład RNG skupiła się na dolnej alejce, ignorując solo Fakera przy ich górnym inhibitorze. Myśleli, że dadzą radę całą piątką skończyć spotkanie, jednak wtedy znienacka do mid lanera SKT dołączyli Teddy i Khan, którzy błyskawicznie zniszczyli nexusa Chińczyków.

Polska transmisja Worldsów dostępna jest na kanale Polsat Games, a angielski komentarz zobaczycie na kanale Riot Games.