Liderzy grupy D nie podołali wyzwaniu jakim byli mistrzowie tegorocznego MSI. Ekipa Jankosa pomimo kilku wpadek pewnie przejechała się po Koreańczykach.

G2 Esports miało ratować honor Europy. Po nieudanych ćwierćfinałach kolejno Fnatic i Splyce, Jankos i spółka byli jedyną nadzieją Starego Kontynentu na awans do półfinałów. To było zresztą oczekiwane od G2. Mistrzowie wiosennego i letniego splitu, jak i Mid-Season Invitational zawsze będą faworytami Mistrzostw Świata, i nie inaczej było tym razem.

Zaczęło się dość spokojnie. Siłą napędową wczesnej fazy gry DAMWON był Canyon na Lee Sinie. Pomyślnie gankował on między innymi górną alejkę. Za to organizacje ocelota to przodu ciągnęła dolna linia, czyli Perkz i Mikyx na zakochanym duecie Xayah i Rakana. Tempo było powolne, ale dzięki świetnym rotacją, dobrej wizji i przemyślanej strategii to G2 Esports zaczęło powoli wysuwać się na prowadzenie. Cztery tysiące złota przewagi to nie było dużo, ale wystarczająco jak na 20. minutę. Punktem kulminacyjnym były walki wokół Barona Nashora. Ekipa Perkza była ciągle aktywna wokół legowiska bestii, co było bardzo niebezpieczne dla rywali ze względu na posiadane dwa smoki Górzyste. Po piętnastu minutach tańca wokół Nashora, udało się europejczykom go zgładzić, a z jego pomocą zamknięcie pierwszej gry serii było kwestią czasu.

Druga gra nie przebiegała już tak fortunnie dla zespołu naszego rodaka. Co prawda early game był dosyć udany, zyskana w nim przewaga była jednak zbyt mała. Przepotężni ShowMaker i Nuclear kolejno na Ryze i Kaisie w połączeniu ze świetnymi ultimate'ami Nuguriego na Kennenie cały czas psuli plany G2 Esports w środkowej fazie rozgrywki. Pomimo tego wszystkiego, mistrzowie MSI utrzymywali się przy życiu. Globalne cele jak i błogosławieństwa smoków były po stronie DAMWON, dlatego też podopieczni GrabbZa potrzebowali cudu, żeby na dobre powrócić do spotkania. Takiego niestety nie było i Koreańczycy wyrównali serię 1:1.

Po nieudanej drugiej rozgrywce wielokrotni Mistrzowie Europy zebrali się w sobie i nadrobili straty. Taktyka była prosta, wybić naszych carry do przodu, żeby ugrali nam rozgrywkę. Świetne podstawy zbudowane przez Mikyxa i Jankosa pozwoliły Perkzowi i Capsowi na zdemolowanie DAMWON w środkowej fazie rozgrywki. Trzeba także wspomnieć o Wunderze, który na Yoricku robił za świetnego tanka i utility dla reszty zespołu.

W czwartej grze przyszło nam oglądać G2 Esports jakie chcieliśmy. Wczesna agresja otworzyły mapę Jankosowi i spółce. Po pierwszych 15. minutach drużyna Wundera zniszczyła już trzy zewnętrzne wieże. Dodatkowo przeważała w zabójstwach. Dzięki temu reprezentacja LEC po kwadransie wyprzedzała rywali z LCK o 6 tysięcy złota. Zostało nam jedynie czekać na jeden decydujący teamfight w okolicach jamy Barona, który w pełni przechylił by szalę zwycięstwa na stronę gospodarzy. Pomimo dosyć stanowczej opozycji DAMWON, graczom ze Starego Kontynentu udało się znaleźć korzystną potyczkę, a następnie Nashora. Caps dał się niespodziewanie złapać w górnej części dżungli Koreańczyków, lecz G2 w swoim stylu obróciło tę bójkę i skończyło grę, jednocześnie kwalifikując się do półfinałów.