Po niezwykle emocjonującej serii, G2 Esports poradziło sobie z trzykrotnymi mistrzami świata. Fantastyczna koordynacja Europejczyków sprawiła, że zagrają oni za tydzień w finale w Paryżu.

Przedwczesny finał. Najbardziej hype'owany pojedynek w historii League of Legends. Takimi określeniami nazywano drugi półfinał Worldsów 2019. G2 Esports wygrało w tym roku wszystko co mogło – obydwa splity, Mid-Season Invitational. Do skompletowania trofeów brakowało im tylko Summoner's Cup. Przed finałem o puchar mieli do wykonania jeszcze jedno trudne zadanie – pokonać trzykrotnych mistrzów świata, SK Telecom T1.

Ogromnych emocji mogliśmy doświadczyć już podczas pierwszej rozgrywki. Najsilniejsi bohaterowie mistrzostw świata pojawiły się po obu stronach Summoner's Rift. Priorytetem były takie wybory jak Renekton, którym grał Khan, czy też Caps na Ryze. Kluczowym graczem w pierwszej grze okazał się jednak Duńczyk. To on wytwarzał ogromną presję na zawodnikach SKT na bocznych liniach. Pomimo przegrania early game, Europejczycy potrafili wrócić do rozgrywki poprzez sprytne rotacje i działania Capsa. W pierwszym meczu doszło tylko do jednego pełnego teamfighta. Ogromny błąd popełnił trzykrotny mistrz świata, Faker, który dał się łatwo złapać i padł łupem rywali. Osłabione SK Telecom T1 nie poradziło sobie z całą piątką oponentów, którzy po wyeliminowaniu składu i wcześniejszemu zburzeniu fortyfikacji i inhibitorów, prędko zniszczyli nexusa.

G2 Esports zaliczyło niestety niefortunny start drugiej rozgrywki, czego echo wybrzmiewało przez całą drugą grę. Na blue buffie wyeliminowany został Jankos, który przez to miał opóźniony i utrudniony start. Wczesny etap rozgrywki przez to znowuż wpadł na konto Koreańczyków. Dużo plusów zanotowali też solo lanerzy SKT, Khan i Faker, którzy mocno wybili się do przodu na swoich alejkach. Kiedy przekroczono dwudziestą minutę, do teamfightów dołączył także Teddy na Yasuo, który pogrążył G2 wielokrotnie. Z mocnymi carry po stronie ekipy Fakera, Europejczycy nie mieli szans na powrót do rozgrywki, i musieli oddać drugą mapę.

Kiedy zawodnicy po raz trzeci załadowali się na Summoner's Rift, to G2 Esports pokazało lepszą stronę mechanicznych umiejętności. Pomimo przegrania górnej alejki przez Wundera, Europejczycy potrafili wyrobić sobie korzyści na innych częściach mapy. Co prawda przez niefortunne rotacje stracili oni pierwszego Barona Nashora, SKT nie potrafiło jednak w pełni wykorzystać jego potencjału. Wczesne otworzenie sobie drogi do wież nexusa przez G2 stworzyło ogromne zagrożenie dla Koreańczyków. Stracili by oni swoją bazę po jednym przegranym teamfighcie, do którego w końcu doszło. Mikyx i spółka ledwo wyeliminowali całą piątkę przeciwników, po czym zburzyli nexusa SKT i wyszli na prowadzenie w serii wynikiem 2-1.

SK Telecom T1 musiało sporo zmienić przed czwartą rozgrywką, jeżeli chcieli powalczyć o finał. Zaczęło się już w samym drafcie, kiedy wybrana została między innymi Qiyana, Varus, Vladimir. Na dolnej alejce pojawił się Mata, który dosyć nieźle sobie radził. Wczesna faza rozgrywki ponownie wpadła na konto Koreańczyków. Urodzajne rotacje Fakera i Clida pozwoliły im na wyjście na prowadzenie. Zaczęli się oni gubić po przekroczeniu dwudziestej minuty, kiedy zaczęło dochodzić do pełnych potyczek 5v5. Wygrywało je G2 Esports, niestety tylko do czasu. Podopieczni GrabbZa nie poradzili sobie w kluczowej bójce na środku, w wyniku której mistrzowie LCK zabrali Barona Nashora. Defensywa ekipy Perkza była jednak solidna. Nie pozwalali SKT na poprawne wejście do bazy i nadrabiali jednocześnie straty w złocie. Po złapaniu Fakera i Clida w rzece, Baron Nashor padł łupem organizacji ocelota. Wydawało się, że wraz z cennym błogosławieństwem i świetnym zgraniem, zniszczenie bazy SKT po raz trzeci to tylko kwestia czasu. Tak też było. Po ostatnim pokonaniu SK Telecom T1, G2 Esports znalazło się w bazie Koreańczyków, i w finale Worldsów.

Finał Worldsów już w kolejnym tygodniu. W Paryżu rękawice podejmie FunPlus Phoenix, którzy wczoraj bez problemów przeszli zeszłorocznych mistrzów świata. Start już w niedziele o godzinie 13:00.

Mateusz „Yoshi” Miter – śledź autora na twitterze   →