W ostatnim meczu ćwierćfinałowym, europejskie Fnatic zmierzyło się z chińskim EDward Gaming. Po czterech, obfitujących w emocje i zwroty akcji, grach, to drużyna Rekklesa zagwarantowała sobie występ na półfinałowej scenie w Gwangju.

Spotkanie zaczęło się od niespodziewanej dominacji reprezentanta chińskiego LoL Pro League. EDward Gaming zaskoczyło Fnatic swoją agresją, draftując niesamowicie mocny duet Xayi i Rakana na dolną alejkę, a następnie raz za razem wyprowadzając ciosy w Rekklesa i spółkę. Wczesne przejęcie inicjatywy przez EDG, połączone z gigantycznym szczęściem w postaci aż trzech Piekielnych Smoków, nie pozwoliło mistrzom Europy na powrót do rywalizacji. Styl, w jakim zawodnicy z Państwa Środka odnieśli to zwycięstwo, mógł nieco martwić europejskich kibiców.

W drugiej odsłonie spotkania, sytuacja odmieniła się jednak o 180 stopni. Tym razem, to Fnatic zagrało bardzo agresywnie we wczesnych fazach gry, wykorzystując bardzo korzystny dla Capsa pojedynek na środkowej alei. Władający Irelią midlaner praktycznie samodzielnie dyktował losy wszelkich starć drużynowych, zaś grający niekonwencjonalnym Viktorem w górnej części mapy Bwipo nakładał presję, której EDward Gaming nie potrafiło unieść.

Kluczowa dla losów meczu okazała się trzecia gra – EDG bardzo szybko wyszło w niej na prowadzenie, wspierając całą drużyną Scouta. Nieustanne nękanie środkowej alejki przez Chińczyków wpędziło Capsa w niemałe tarapaty – duński midlaner upadł aż czterokrotnie przed 20 minutą, co spowodowało, że jego Yasuo zbladł nieco w porównaniu z Rekklesem. EDward Gaming postawiło Fnatic pod murem, lecz poprzez fatalne rozgrywanie niektórych walk drużynowych przez iBoya, ekipa wypuściła prowadzenie z rąk. Wtedy do głosu doszedł strzelec Fnatic – Rekkles doskonale pozycjonował się w potyczkach, zarazem pozostając w bezpieczeństwie oraz zadając ogromne obrażenia. Mistrzowie Europy ostatecznie wygrali trzecią odsłonę, choć nie odzyskali prowadzenia w ilości posiadanego złota aż do samego końca.

Czwarta odsłona zaczęła się dla Fnatic jeszcze gorzej, niż poprzednie. W pojedynku jeden na jednego ze Scoutem upadł Caps, zaś chwilę wcześniej szybki atak na dolną aleję przeprowadził Haro. Wydawało się, że EDward Gaming będzie potrafiło tym razem dopiąć swego, jednak problemy formacji w podejmowaniu decyzji w środkowych fazach gry zaczęły być widoczne znacznie wcześniej, niż dotychczas. Po tym świetnym początku, nieco zagubiony na mapie wydawał się być Ray. Stanowcze kroki, stawiane przez Fnatic, nie były kontrowane przez reprezentantów LPL i mistrzowie Europy błyskawicznie, w ciągu zaledwie 3 minut, powiększyli przewagę w złocie aż o 9 tysięcy sztuk kruszcu, dzięki czemu bez problemu zakończyli spotkanie.

Fnatic pozostaje więc jedyną drużyną rozlosowaną w fazie grupowej z pierwszego koszyka, która zachowuje szansę na triumf w Mistrzostwach Świata. Na drodze Rekklesa i spółki do Wielkiego Finału w Incheon stoi amerykańska formacja Cloud9. To starcie, elektryzujące przede wszystkim duńskich kibiców – aż czterech reprezentantów tego kraju zobaczymy na Summoner's Rift, odbędzie się w niedzielę, 28 października, o godzinie 9:00 na arenie w Gwangju. Polskojęzyczną relację ze spotkania zapewnia Damian „Nervarien” Ziaja na swoim kanale w serwisie Twitch.tv.