Przy okazji dzisiejszego transferu Naehyuna do Kingzone DragonX, na wszelkich forach dyskusyjnych negatywnie oceniono decyzję koreańskiej drużyny. Krytycy zapominają jednak, że niejako specjalnością koreańskiej ligi jest odkrywanie nieoszlifowanych talentów, którzy nie przebili się w zachodnich rozgrywkach.

Yoo „Naehyun” Nae-hyun wpisał się w umysły zachodnich kibiców kiedy Origen, chcąc zapewne powtórzyć niesamowity sukces, jaki z dwoma mało znanymi Koreańczykami odniosło Fnatic w 2015 roku, wyciągnęło midlanera z chińskiego LSPL niczym z kapelusza. Z początku zaskoczeni fani błyskawicznie zaczęli podśmiewywać się z nowego nabytku formacji zarządzanej przez xPeke, zwracając uwagę na liczbę wygranych oraz porażek – w tej pierwszej statystyce widniało okrągłe zero. Wiosenny split 2017 roku zdecydowanie nie pomógł image'owi Naehyuna – choć tamta ekipa miała znacznie więcej problemów i, według obserwatorów, nawet zawodnik pokroju Fakera czy Rookie'ego za wiele be nie zdziałał, to Koreańczyk został obarczony przez fanów winą za aż 26 przegranych przez Origen map.

Lato 2017 roku było jednak dla Naehyuna znacznie bardziej udane. Midlaner wyrósł w Turcji na jednego z najlepszych zawodników regionu, znajdując się w czołowej trójce w ilości zarabianego złota na minutę, współczynniku zabójstw do śmierci, czy liczbie pokonywanych przeciwników. Mimo tego, Crew e-Sports Club nie zdecydowało się na przedłużenie kontraktu, zastępując Koreańczyka jego rodakiem, Shin „CoCo” Jin-yeongiem. Tym samym, Naehyun zmuszony był do kolejnych poszukiwań nowej ekipy, tym razem podpierając swoje aplikacje bardzo solidnym splitem w TCL. Przygody midlanera w Beşiktaş Esports (Turkish Challenger Series) oraz ES Sharks (Challengers Korea) nie zakończyły się oczekiwanym przez Naehyuna sukcesem.

Koreańczyk zwrócił jednak na siebie uwagę jednej z potęg ojczystej ligi – Kingzone DragonX. Ekipa postanowiła pożegnać się z całym dotychczasowym składem, określanym mianem koreańskiego superteamu, stawiając na swoich rezerwowych – Cuzza oraz Rascala. Ogłoszenie nabycia przez zespół Naehyuna spotkało się z dość ostrą krytyką fanów, którzy nadal, mimo lepszych występów gracza po opuszczeniu Origen, szydzą z umiejętności koreańskiego midlanera. Warto jednak pamiętać, że casus tego zawodnika nie jest w Korei odosobniony. Historia pokazała już, że sztaby trenerskie i zaplecze drużyn z Kraju Porannej Świeżości potrafią tchnąć tę właśnie świeżość w nawet najbardziej niedocenianych.

Fot. Riot Games

Od amerykańskiej relegacji do triumfu na Worldsach

Sztandarowym przykładem takich zdolności koreańskich trenerów jest historia Jo „CoreJJ” Yong-ina. Koreańczyk dołączył zimą 2014 roku do jednego ze średniaków amerykańskiego League Championship Series – Team Dignitas. W żółto-czarnych barwach, strzelec stanął jednak przed niezwykle ciężkim zadaniem wizerunkowym, jakim było zajęcie miejsca legendarnego Michaela „Imaqtpie” Santany. Niestety dla kibiców formacji, Dignitas nie potrafiło utrzymać się w środku tabeli i zakończyło wiosenny split na 9 miejscu. Część winy za ten rezultat spadł na barki CoreJJ'a, któremu nie pomogło znacznie lepsze lato. Sztab trenerski formacji uznał, że głównym problemem zespołu była bariera językowa, w związku z czym strzelec musiał szukać nowej ekipy.

Po usługi zawodnika sięgnęło borykające się z problemami Samsung Galaxy. Formacja zaliczyła fatalny 2015 rok po utracie obu składów, które zdominowały koreańskie rozgrywki czwartego sezonu i chętniej eksperymentowała z nowymi graczami. CoreJJ dzielił czas na dolnej alei z innym strzelcem, Lee „Stitch” Seung-ju, lecz zdecydowanie nie zachwycił trenerów swoją formą. Były reprezentant Team Dignitas spędził więc lato zmieniając kompletnie swoją rolę w drużynie. Nie jest jasne, na ile ta decyzja była podjęta przez samego CoreJJ'a, a na ile wpływ miał trener Kim Jeong-soo, lecz posunięcie to okazało się strzałem w dziesiątkę.

Koreańczyk zaczął występy na pozycji wspierającego dość niemrawo, lecz to właśnie po jego wejściu podczas spotkania z Afreeca Freecs w półfinale turnieju kwalifikacyjnego na Mistrzostwa Świata Samsung Galaxy wrzuciło jakby wyższy bieg. Ekipa całkowicie zdominowała najważniejszy turniej roku, oddając zaledwie jedną mapę przed awansem do finału, w którym CoreJJ i spółka musieli uznać wyższość SK Telecom T1. Rok później formacji udało się jednak wziąć rewanż za tę porażkę i, po fantastycznym sezonie, relegowany wcześniej z LCS gracz wzniósł Puchar Przywoływacza.

Brazylijski hwarang

CoreJJ nie był jedynym zawodnikiem Samsung Galaxy, który wedle wszelkich hierarchii spisany powinien być na straty. Na środkowej alei zespołu występował Lee „Crown” Min-ho, który zaczynał swoją karierę z profesjonalnym League of Legends tak daleko od ojczystej Korei, jak to tylko było możliwe – w oddalonym od Seulu o 18 tysięcy kilometrów Belo Horizonte, stanowiącym dom dla brazylijskiej formacji Team 58ers. Midlaner trafił do zespołu w czerwcu 2014 roku razem z jednym z graczy oryginalnego składu KT Rolster, Won „ReSEt” Jun-ho, lecz koreańksiemu duetowi nie udało się zdziałać w południowej Ameryce cudów. Zarówno 58ers, jak i KaBuM! Black, do którego również we dwójkę dołączyli, musiały uznać wyższość niepodzielnie panujących w regionie Keyd Stars oraz paiN Gaming.

Crown poczuł tęsknotę za ojczyzną, dlatego już w grudniu 2014 roku powrócił do Korei i zaczął poszukiwania nowego zespołu. Midlaner wziął udział w drugiej serii Challengers Korea Spring 2015, z której jego sklejka odpadła już po pierwszym meczu przeciwko późniejszym triumfatorom turnieju – Winners. Crown zwrócił na siebie jednak uwagę sztabu szkoleniowego Samsung Galaxy i już w następnej edycji zawodów wystąpił właśnie w barwach tej organizacji. Choć zawodnik nie zachwycał od samego początku, to wyróżnił się umiejętnością gry kontrolnymi magami, przez co trener Kim Jeong-soo znalazł dla niego miejsce w składzie.

W 2016 roku, Crown spłacił kredyt zaufania z nawiązką. Midlaner szybko wyrósł na główny filar zespołu, doskonale odnajdując się w mecie, która faworyzowała jego ulubionego czempiona – Viktora, a także inne kontrole postacie, takie jak Azir, Cassiopeia czy Varus. Prawdziwie imponujący, podobnie jak w przypadku CoreJJ'a, był jednak następny sezon, na końcu którego Crown całkowicie zdominował Mistrzostwa Świata swoim Malzaharem.

Fot. Riot Games / David Lee

Wschodzący talent z Turcji

Rok 2018 zaznajomił nas z jeszcze jednym nieoszlifowanym koreańskim talentem, który tylko marnował się w zagranicznych ligach. Minione lato zdecydowanie należało w LCK do Griffin, zespołu stworzonego z pięciu zawodników z czołówki rankingu serwera, z których aż trzech rozpoczęło swoje kariery w tej drużynie. Jednym z „weteranów” formacji jest Choi „Sword” Sung-won, który zadebiutował zimą 2015 roku w tureckim Team Turquality, w którym, delikatnie ujmując – zdecydowanie nie zachwycał. Koreańczyk zanotował bardzo przeciętne statystyki, pieczętując je jeszcze najgorszym współczynnikiem zabójstw do śmierci w całej lidze.

Po zaledwie jednym splicie, Team Turquality zdecydowało się posadzić Sworda na ławce rezerwowych, promując do głównego składu Gustava „Xyraz” Blomkvista. Koreański toplaner pożegnał się z ekipą w styczniu 2017 roku i założył na ojczystej ziemi drużynę Griffin. Nowopowstały zespół z początku radził sobie bardzo przeciętnie, lecz w minionym sezonie nastąpił prawdziwy wzrost umiejętności jej graczy. W składzie, który wykrystalizował się po dojściu Jeong „Chovy” Ji-hoona, Sword imponował umiejętnością gry na tankach, dając bardzo stabilny fundament gwiazdom ekipy.

Quo vadis, Naehyun?

Jedynie czas pokaże, czy Naehyunowi uda się powielić sukces, jaki znaleźli wyżej opisani gracze. Żaden z nich nie cieszył się pochlebną opinią po epizodach spędzonych w zachodnich ligach, lecz każdy udowodnił swoją wartość w Korei. Zagadką pozostaje, czy taki efekt jest zasługą atmosfery panującej na Półwyspie Koreańskim, działań sztabu trenerskiego czy po prostu uczucia przebywania w domu. Historia pokazuje jednak, że koreańska liga potrafi wyciągać zawodników niespełnionych za granicą i tchnąć w nich nową, poranną świeżość.

Rzecz jasna, nie jest pewne, że taki los spotka też Naehyuna. Na sukces zawodnika mogą wpływać też inne czynniki, niż tylko zaplecze zespołu, czy atmosfera w nim panująca. Zdecydowanie nie można jednak skreślać Koreańczyka, tak jak robi to wielu komentujących na forach dyskusyjnych i z pewnością będzie on jednym z ciekawszych graczy do obserwowania w nadchodzącym sezonie.