Riot Games mocno miesza na scenie. Choć ostatnie miesiące rozbrzmiewały głównie echem zmian w systemie rozgrywek w Ameryce Północnej, tak nadszedł czas na Europę. Nowości jest wiele, a niektóre z nich są bardzo kontrowersyjne.

Z punktu widzenia widza najważniejszy jest powrót do starego systemu rozgrywek. Format BO3 i rozciągnięcie transmisji na 3 dni w tygodniu został uznany za trudny do oglądania i powodował mniejsze zaangażowanie widzów, przez co EU LCS w 2018 wraca do BO1 i dwóch dni transmisji w tygodniu.

Zmniejszy to wyraźnie całkowitą długość transmisji i faktycznie pomoże lepiej odnajdywać się widzom w sytuacji – ja sam odczułem zdecydowanie niższy komfort oglądania EU LCS w systemie BO3, rozciągniętego na 3 dni. System Double Round Robin (każdy z każdym 2 razy BO1) co prawda jest mocno krytykowany za bycie bardziej losowym niż BO3, ale i przy okazji jest przyjemniejszy i bardziej emocjonujący dla widza.

Nie mniej zauważalną i istotną zmianą jest likwidacja relegacji między wiosennym i letnim splitem. Tym razem drużyny z dołu tabeli nie będą zmuszone do walki o miejsce w lidze w połowie sezonu i będa mogły skupić się na znalezieniu drogi do polepszenia swoich wyników, a organizacje nie będą pod presją utraty miejsca w EU LCS w zaledwie jeden nieudany split.

Riot Games w ogniu krytyki za brak wsparcia do tworzenia możliwości zarabiania pieniędzy przez organizacje (min. list H2k do Riot), próbuje znaleźć tymczasowe rozwiązanie. Zaproponowano bonusowe pieniądze zależne od oglądalności meczów. W teorii wszystko wygląda pięknie, ale borykające się z większymi tarapatami finansowymi mniejsze podmioty mogą w ten sposób jeszcze bardziej odstawać od bogatszej (i chętniej oglądanej) czołówki. Poważniejszych ruchów na ten moment brak, przez co już teraz pojawiają się plotki mówiące o przymiarkach do sprzedaży miejsca w LCS.

Wyboista ścieżka kariery od zawsze była problemem League of Legends. Riot Games nie zezwala na tworzenie dużych niezależnych turniejów i całe zaplecze LCS opierało się o Challenger Series. Może więc szokować fakt, że ta dość kosztowna dla zespołów i nie gwarantująca praktycznie żadnych przychodów w przypadku braku awansu do LCS liga zostaje usunięta i w jej miejsce stworzono dwa (sic!) europejskie turnieje. Jak to licuje z zapowiadanymi szerszymi możliwościami pokazania się i bardziej przyjaznym do rozwoju środowiska nie wiem, ale Riot obiecuje to wyjaśnić w najbliższej przyszłości. Przyznam szczerze, że jestem “nieco” sceptyczny i współczuję drużynom z EU CS, które chyba nie dostaną żadnej rekompensaty za to, że znika część systemu, w której się znaleźli, często niemałym wysiłkiem i kosztem.

Jak to wszystko wpłynie na EU LCS? Nie wygląda to wszystko zbyt korzystnie. Pojawiło się jeszcze więcej znaków zapytania na temat tego, czy profesjonalne rozgrywki League of Legends to rzeczywiście szansa dla talentów i esportowa scena, czy plac zabaw dla grona wybrańców gwarantujących Riot Games oglądalność ich tytułu.

Adrian “Hatchy” Widera udzielił specjalnie dla ESPORT NOW komentarza w tej sprawie:

“Rok 2018 ma być okresem przejściowym dla Europy, która pod względem inwestycji rozwijała się wolniej niż Stany Zjednoczone. Zmiany, które zaproponował Riot dla EULCS są zdecydowanie dobre dla drużyn z LCS – brak systemu relegacji sprawi, że łatwiej jest przyciągnąć inwestorów, system bo1 zdaje się cieszyć lepszą popularnością, niż system bo3. Jeśli chodzi jednak o kwestię monetyzacji w Europie, zmiany te wciąż nie są wystarczające, by w pełni ucieszyć właścicieli drużyn, esport będzie wciąż bardzo kosztowną inwestycją z małym zwrotem na scenie League of Legends.

Te zmiany są równocześnie bardzo trudne dla amatorskiej sceny lola – wartość graczy poza LCS gwałtownie spada, jest mało powodów ku temu, by inwestować w taką amatorską ligę, a gracze którzy chcą przebić się do europejskiej czołówki nie mają już jasnej drogi, jaką wcześniej było Challenger Series i kwalifikacja do LCS, teraz muszą liczyć na łut szczęścia i ofertę z drużyn, które już się tam znajdują.”