Najnowszym wcieleniem klasycznej walki o prym nad Oceanem Atlantyckim było ostatnie starcie drugiego dnia turnieju Mid-Season Invitational 2018. Po dość jednostronnej walce, Fnatic pokonało Team Liquid, udowadniając supremację Starego Kontynentu.

Fnatic

Belgium Bwipo ‒ Sion
Denmark Broxah ‒ Trundle
Denmark Caps ‒ Yasuo
Sweden Rekkles ‒ Sivir
Hungary Hylissang ‒ Braum

vs.

Team Liquid

Cho'Gath ‒ Impact Korea, Republic of
Olaf ‒ Xmithie Philippines
Azir ‒ Pobelter United States
Tristana ‒ Doublelift United States
Alistar ‒ Olleh Korea, Republic of

Starcie regionu północnoamerykańskiego z Europą zapowiadało się nader ekscytująco po fazie wykluczeń i wyborów. W rękach Doublelifta znalazła się Tristana, którą strzelec Team Liquid wielokrotnie wyczyniał cuda, zaś 'mały Faker', jak czasem określany jest Caps, zdecydował się ponownie na grę Yasuo.

Problemy dla reprezentantów NA LCS zaczęły się już w 3 minucie spotkania – w pojedynku dwóch na dwóch, silniejszy okazał się duet z dolnej alejki Fnatic. Dzięki temu, Broxah mógł w spokoju zająć się wywieraniem presji na innych częściach Summoner's Rift. Pierwsze zabójstwo zapisał na swoim koncie jednak Hylissang, co nie było optymalnym rozłożeniem zasobów – Rekkles nie zdołał zakupić przedmiotów potrzebnych do zdominowania gry w tej fazie i pozwolił Doubleliftowi na powrót do siły.

Xmithiemu wyraźnie zależało na tym, aby jego strzelec znalazł się na równi ze swoim szwedzkim oponentem. Dżungler Team Liquid bardzo aktywnie działał dookoła dolnej alejki, szukając sposobności do zgankowania Rekklesa i Hylissanga. Taka okazja wkrótce się nadarzyła – Fnatic spóźniło nieco rotację, przez co trójce zawodników z Ameryki udało się wyeliminować europejski duet, a następnie uciec z niebezpieczeństwa.

Wydawało się, że reprezentanci NA LCS mają szansę nawiązać w końcu walkę na równych zasadach z rywalem podczas tegorocznego MSI. Ten amerykański sen szybko się jednak skończył – pozostawiony bez nadzoru Caps zaczął szaleć na Yasuo, nękając co chwilę Pobeltera oraz kreując bardzo niebezpieczne sytuacje. Z kilku z nich, zawodnikom Team Liquid nie udało się ujść z życiem. Fnatic przejęło pełną kontrolę nad spotkaniem i twardą ręką wprowadziło własne reguły gry. Europejska formacja znacznie przyspieszyła rozgrywkę, nie pozwalając Doubleliftowi osiągnąć pułapu, na którym amerykański strzelec stałby się zagrożeniem. Pozbawione swojego najgroźniejszego zawodnika, Team Liquid musiało uznać wyższość oponentów.