Wyścig o miejsca w czołówce ligi hiszpańskiej w dalszym ciągu trwa. Wczoraj bardzo ważne punkty zapewnili sobie gracze Mad Lions i Movistar Riders, którzy wygrali swoje spotkania.

Mad Lions 2-0 eMonkeyz

Bardzo ciekawy wariant taktyczny w pierwszy spotkaniu zastosowało Mad Lions, które wybrało Tarica na środkową alejkę, który miał za zadanie oddawać całą farmę KaiSie w lesie, która była grana przez naszego rodaka Selfmade. Lwy nie poniosły konsekwencji, które niosło ze sobą przykucie swojego leśnika na środkową alejkę, gdyż Crownshot i Falco samodzielnie wypracowali aż cztery zabójstwa przez pierwsze 10 minut spotkania. Mały zdołały uspokoić spotkanie na początku jego środkowego etapu, ale chwilę później popełnili kolejny błąd, który przyczynił się do tego, że Mad Lions wygrało walkę drużynową. Lwy przy pomocy zabitego wcześniej heralda zniszczyły inhibitor przeciwnika i utorowały sobie drogę do barona, przy pomocy którego zakończyli pierwszą grę.

Po zmianie stron eMonkeyz zdecydowało się na jeszcze ryzykowniejsze zagranie. Wysłali Czekolada, który grał Ryzem na dolną alejkę, a na środkową linię wysłali wspierającego, który pomagał swojemu leśnikowi. Tym razem gracze eMonkeyz postawili o wiele trudniejsze warunki i wypracowali sobie przewagą w początkowym etapie spotkania. Niestety dla Czekolada wraz z upływem czasu to jego rywale radzili sobie coraz lepiej i wkrótce po wygranej walce drużynowej to Mad Lions wyszło na prowadzenie w złocie. Doświadczenie drużyny Selfmade sprawiło, że nie oddali oni prowadzenia już do końca gry i pewnie zakończyli mecz swoją wygraną.

Movistar Riders 2-0 Vodafone Giants

Ten mecz miał niewątpliwie wiele podtekstów po tym, jak w półfinale poprzedniej edycji LVP Giants, które musiało grać z graczem rezerwowym, uległo Movistar Riders. W tym meczu chcieli udowodnić swoją wyższość i już od pierwszych minut ruszyli oni do natarcia, tym samym dominując wczesny etap spotkania. Drużyna Cinkrofa stopniowo odrabiała straty i dzięki znakomitej grze w walkach drużynowych ostatecznie wyszła na prowadzenie. Gracze Vodafone Giants nie potrafili znaleźć sposobu na powstrzymanie Jesklaa, który grał KaiSą w lesie i tym samym to właśnie MRDS zdołało zabezpieczyć drugiego barona i po ponad 30 minutach gry zniszczyć baze wroga.

W drugim spotkaniu Movistar Riders poradziło sobie jeszcze lepiej. Tym razem trener tej drużyny zdecydował się wysłać Kalistę do lasu, którą grał Jesklaa. Mocno swoją obecność na dolnej alejce zaznaczył duet Klaj i Hattrix, którzy przy pomocy umiejętności Mordekaisera bez większych problemów zdobyli kilka zabójstwa, a także zniszczyli pierwszą strukturę. W środkowym etapie spotkania Vodafone Giants było już kompletnie bezradne i ostatecznie musiało uznać wyższość Movistar Riders po raz kolejny.