Wczorajszego dnia niemiecka organizacja pokazała się na Summoner's Rift w pełni sił i bez większych problemów zdemolowała Vitality i ich szanse na występ podczas mistrzostw świata.

Wczorajszy pojedynek pierwszej rundy play-offów LEC miał zweryfikować dwie sprawy. Pierwszą z nich była kwestia tego, czy zawodnicy Dylana Falco dadzą radę przenieść swoją dosyć dobrą formę z fazy zasadniczej do fazy pucharowej. Jak widać po wyniku 3-1 na ich korzyść, i po samym przebiegu wczorajszych gier, jak najbardziej im się to powiodło. Drugą z danych spraw było to, czy podopieczni YamatoCannona poprawią się podczas play-offów. Słuchając wywiadów z dwudziestotrzyletnim trenerem, trudno nie odnieść wrażenia że ma bardzo profesjonalne i zdrowe podejście do zespołu. Rok temu definitywnie były tego wyniki, w 2019 nie do końca. Na niekorzyść Vitality, ich słaba dyspozycja z Summer Splitu przeszła również na kolejny etap.

Pierwsza batalia w sobotniej serii to była wręcz rzeź. Schalke 04 nie tylko zdobyło first blooda, ale raczej rozpoczęło nim serię zabójstw na zawodnikach Vitality. Wszechobecny na mapie Trick, który w pierwszej grze był o wiele lepszy od swojego rywala, Mowgli'ego, był paliwem napędzającym świetnie przygotowane maszyny na każdej z trzech alejek. W momencie przekroczenia dwudziestej minuty serii, przewaga w złocie sięgała już dziesięciu tysięcy, naturalnie na korzyść Schalke. Dylan Falco dobrze przygotował swoich graczy, którzy wiele zabójstw i świetne KDA potrafili przetransformować na kontrolę nad objective'ami i mapą. Z kilkoma smokami, Baronem, i o wiele lepszym uzbrojeniem, domknięcie gry to była jedynie formalność.

W drugim meczu Vitality było o wiele skłonniejsze do podejmowania walki z rywalami. Z tego powodu pierwsze dziesięć minut było dosyć wyrównane. Jednak na ich nieszczęście, po jakimś czasie zaczęła się przejawiać umiejętność wybierania właściwych pojedynków przez Schalke 04. Umiejętne korzystanie z teleportacji i dobra wizja w dżungli były głównymi powodami, dzięki którym gra zaczęła przychylać się w ich stronę. Przełomowym momentem był teamfight na środkowej linii w okolicach 25 minuty. Ekipa Jactrolla do pewnego czasu potrafiła uchronić się przed większymi stratami, dopóki w pełni nie odpalili się Abbedagge i Upset. Carry Schalke przywarli oponentów do ziemi, a później zgładzili Barona Nashora. Z cennym buffem droga do nexusa Vitality była wolna, i niecałe osiem minut później doszło do jego destrukcji.

Nadzieja umiera ostatnia

Trzecia część serii to przejaw zbytniej pewności siebie ze strony zawodników niemieckiej organizacji. Gra na początku wyglądała rodem jak z solo queue – przypadkowe, często chaotyczne bójki, które nie potrafiły przynieść żadnych korzyści żadnej ze stron. Im dalej jednak posuwał się licznik czasowy, tym lepsza była kompozycja Vitality. Wykorzystując siłę swoich bohaterów w late game, potrafili oni wyrwać zwycięstwo z rąk Schalke 04, i przetrwali do kolejnej batalii. Tam niestety Jiizuke i spółka nie mieli tyle szczęścia. Po porażce zawodnicy Schalke ocknęli się ze snu i w bardzo podobnym stylu do pierwszej i drugiej rozgrywki z serii, dobili leżące Vitality.

Z takim wynikiem best of five w kolejnym tygodniu w szranki z Rogue stanie Schalke 04. Zwycięzca tego pojedynku zabookuje sobie lot do Aten, do małego finału, z którym o miejsce w wielkim finale pobije się z przegranym G2 Esports – Fnatic. Z wyniku na pewno również cieszą się członkowie Splyce, którzy dzięki takiemu obrotowi spraw mają zagwarantowane miejsce w kwalifikacjach regionalnych do mistrzostw świata.

Piątek

  • 18:00 – Rogue vs Splyce

Sobota

  • 17:00 – Schalke 04 vs Vitality