W sobotnim półfinale League of Legends Championship Series to drużyna młodego Belga zatriumfowała. Counter Logic Gaming będzie musiało odłożyć swoje marzenia o mistrzostwie na kolejny rok, a obecnie skupić się na kwalifikacjach regionalnych.

Obydwa zespoły stanęły ze sobą do walki w półfinale LCS z wielką nadzieją o ponownym podniesieniu tego trofeum w kolejnym tygodniu w Detroit. Obie formacje starały się i grały całym swoim sercem, jednak to podopieczni Reapereda byli tym razem zdecydowanie lepiej przygotowani. Counter Logic Gaming pojawi się w stanie Michigan, ale jedynie w celu zagrania o trzecie miejsce.

Pierwsze spotkanie jak i cała seria zaczęło się dosyć powoli. Obydwie drużyny wybrały standardowe na dzisiejszą metę kompozycje, i bardzo ostrożnie podchodziły do rozgrywki. Do rozlewu pierwszej krwi doszło dopiero w dziewiątej minucie, kiedy przez duo Nisqy & Svenskeren złapany został mid laner oponentów, PowerOfEvil. Niedługo potem kolejnego killa zdobyło Cloud 9 na górnej części mapy, co skończyło się wymianą wież. Sneaky i spółka aktywnie grali jednak wokół globalnych objective'ów, dlatego dosyć wcześnie zapewnili sobie cennego buffa w postaci Infernal Drake'a. Z czasem to właśnie Cloud 9 zaczęło nabierać tempa, dzięki właśnie małym wygranym. W jednym miejscu zdobyli kilka zabójstw, w jednym smoka, w innym wieże. Po złożeniu w kupę tych elementów puzzli wyszło, że zaczął się tutaj całkiem niezły snowball. Counter Logic Gaming musiało koniec końców stanąć przeciwko tej kulce śnieżnej. Spróbowali to zrobić w 30 minucie, podczas defensywy własnego nexusa, ale było już na to za późno. Cloud 9 prowadziło 1-0.

Druga gra zaczęła się odrobinę inaczej niż otwierające spotkanie. Różnicą nie był jednak efekt końcowy, a sposób dotarcia do niego. Cloud 9, tym razem z Sylasem na midzie, i Svenskerenem na Gragasie, bardzo wcześnie zaczęło nękać swoich przeciwników. Dana agresja była bardzo efektywna. Z tego powodu, ekipa Licorice'a prowadziła w 10 minucie już dwoma tysiącami złota, ale co ważniejsze, byli pewniejsi siebie, i zebrali pierwszego, piekielnego smoka. Na tablicy wyników widniał wtedy wynik 6-1 z korzyścią dla Cloud 9, ale oni na pewno nie zamierzali poprzestawać jedynie na tym. Z minuty na minute zawodnicy Reapereda coś zabierali CLG. Raz było to zabójstwo, raz wieża, raz Herald. Decydującym teamfightem była potyczka tuż po przekroczeniu dwudziestej minuty. Znacznie lepsze pod względem wizji i ekwipunku Cloud 9 zdominowało rywali, po czym zwrócili swą uwagę ku Baronowi. To cenne ulepszenie pozwoliło im szybko zamknąć spotkanie, i tym sposobem prowadzili już wynikiem 2-0.

Counter Logic Gaming zdołało jednak powalczyć o honor. Zrobili to w trzeciej, która przez długi czas wydawała się ostatnią, grze w serii. Przez pierwsze dwadzieścia minut spotkanie wyglądało dosłownie jak wersja kopiuj-wklej drugiego pojedynku. Globalna dominacja i nie pozwalanie CLG na oddech. Stixxay i spółka nie mieli jednak wyboru. Jeżeli chcieli się zobaczyć w finale, musieli o ten oddech i o te miejsce powalczyć. Kiedy gra wkroczyła na środkową fazę rozgrywki, CLG zaczęło walczyć o globalne objective'y. Zniszczyli swoje pierwsze wieże, jak i zabezpieczyli kilka smoków. Nie oddawali już tak łatwo zabójstw na konto Cloud 9. Potem doszło jednak do utraty Barona i junglera, ale pomimo tego, nie dawali za wygraną. Przez długi czas prowadzili efektywną defensywę tuż przy samym nexusie. Ich zawziętość musiała złamać ducha C9, które nie potrafiło przejść przez tą obronę. Decydującą walką była potyczka w Baron picie w późnej fazie rozgrywki. Counter Logic Gaming nie tylko zgarnęło globalnego stwora, ale co najważniejsze, wyeliminowało całą piątkę Cloud 9. Zyskali pierwszą wygraną w tej serii.

Czwarta część serii wydawała się najbardziej wyrównana ze wszystkich. Przez długi okres żadna z formacji nie wychodziła znacznie na prowadzenie. Cloud 9 na tabeli wyników miało małe prowadzenie w złocie i w smokach, ale CLG się tym w ogóle nie przejmowało. Jak widać słusznie, ponieważ w 25 minucie doprowadzili do walki, w której nie tylko wyeliminowali prawie całą drużynę rywali. Pozwoliło im to także zabezpieczyć pierwszego w tym meczu Barona. Można było zacząć myśleć, że seria zmierza do piątej, decydującej rozgrywki.Tym razem to zespół Nisqy'ego zaczął się bronić, ale robili to o wiele lepiej niż gracze Weldona na poprzednich mapach. Wykorzystali umiejętności młodego Belga i swoje strategiczne korzyści, żeby zamknąć CLG podwójnie w jednym miejscu. Tam bezproblemowo wybili zawodników oponentów. Na pochwały zasługuje tutaj Nisqy, który na Sylasie kradł ważne umiejętności, które potem były znaczące w przebiegu walk. Po obróceniu szali spotkania, to jego zespół znowuż przystąpił do ofensywy. Tym razem była ona bezbłędna. Cloud 9 musiało pozbierać się pod względem komunikacji, i jak najbardziej to zrobili. Nexusa CLG zniszczyli po ostatniej bójce w serii, która odbyła się w okolicach 48 minuty. Nagrodę MVP całej batalii dostał właśnie młody mid laner, Nisqy.Sobota

  • 23:00 – Cloud 9 vs Counter Logic Gaming

Niedziela

  • 21:00 – Team Liquid vs Clutch Gaming

LCS wraca dzisiaj wieczorem z drugim półfinałem. Tam broniący tytułu zawodnicy Team Liquid zmierzą się z czarnym koniem, Clutch Gaming. Transmisja będzie dostępna na kanale Riot Games w serwisie twitch.TV.