Po nieudanym splicie w Illuminar Gaming Mateusz „Kikis” Szkudlarek postanowił przejść do francuskiego MCES, które również nie ma za sobą najlepszego sezonu. Co skłoniło go do takiego ruchu? Dlaczego skład iHG nie wypalił? Czy widzi siebie w przyszłości w LEC-u? O tym i nie tylko porozmawiałem z samym uczestnikiem Worldsów w 2018 roku.

Bartosz Burchardt: Po odejściu z Rogue miałeś półroczną przerwę od gry. W tym czasie pojawiły się jakieś oferty od innych drużyn?

Mateusz „Kikis” Szkudlarek: Miałem dużo ofert z lig regionalnych, ale nie tylko.

Najwyraźniej żadna z nich nie zainteresowała cię na tyle byś ją przyjął. To nie było to, na co liczyłeś, czy po prostu czekałeś na coś z LEC-a?

To był dla mnie trudny okres pod względem osobistym i potrzebowałem trochę czasu, żeby zająć się sobą.

Co więc skłoniło cię do przyjęcia oferty od Illuminar i powrotu do Polski?

Wtedy było już lepiej, nadchodził następny split i z racji tego, że miałem tak długą przerwę od rywalizacji oraz nie byłem nie wiadomo jak wysoko w solo queue, moje możliwości były ograniczone. Illuminar było wtedy jedną z lepszych ofert, jakie mogłem wybrać. Miałem też jedną bardzo dobrą ofertę z Hiszpanii, ale koniec końców okazało się, że jeden z graczy nie był rezydentem, tylko importem i przez to nie mogli mnie wziąć do drużyny.

Traktowałeś to wtedy jako przystanek na chwilę? Czy może, z uwagi na profesjonalizację polskiej sceny, brałeś pod uwagę, że zostaniesz tu na dłużej?

Raczej nie brałem tego pod uwagę. Może gdybym nagle złapał na przykład jakiś influencerski myk i miałbym na czym to wszystko budować, ale ostatecznie nie poszło to w tę stronę. Skupiłem się na graniu, bo w swojej karierze rzadko kiedy interesowałem się influencerstwem. Po prostu pojawiły się takie myśli, że może coś z tego wyjdzie, bo przecież Illuminar też ma swoją agencję. Jeśli jednak chodzi o granie, to nie planowałem w Polsce długiego przystanku. To był bardziej ruch, by wrócić do gry po dłużej przerwie i potem znowu dotrzeć po kolejnych stopniach do najwyższych rozgrywek.

Czyli po prostu chciałeś się odbudować.

Dokładnie.

W ostatnim sezonie Ultraligi iHG miało powrócić do walki o czołowe lokaty, ale ostatecznie tak się nie stało i jako zespół zajęliście dopiero czwarte miejsce. Twoim zdaniem, jaki był powód takiego wyniku?

Powodów było wiele. Ogólnie wyszło ogromne nieporozumienie jeśli chodzi o sztab szkoleniowy. Wydaje mi się, że Michał [Flash – red.] wskoczył po prostu w zbyt duże buty, na które nie był gotowy i na które nie miał doświadczenia. Mimo wcześniejszych ustaleń, że będę mu pomagał, on nie przyjmował mojej pomocy. W pewnym momencie miał wręcz negatywny wpływ na drużynę i musieliśmy odstawić go od składu, więc w trakcie sezonu nie mieliśmy tak naprawdę szkoleniowca. Od trenera oczekuje się pewnych rzeczy, wypełniania pewnych obowiązków, a one nie były wypełniane. Tak naprawdę nikt ich nie wypełniał. W momencie, kiedy odsunęliśmy Michała, wziąłem na siebie bardzo dużo odpowiedzialności. Jako kapitan i najbardziej doświadczony zawodnik powiedziałem pozostałym graczom, by skupili się na grze, a ja się wszystkim zajmę. Niby mieliśmy dwóch menadżerów, ale tak naprawdę to nie było jasno wyznaczonych obowiązków i w pewnym momencie również musiałem wkroczyć. Zawiodłem się też pracą analityka, który nam pomagał, ponieważ pojawiały się z jego strony błędy, np. przypisywanie postaci zawodnikowi, który daną postacią nie gra. Gdyby nie niQ, to przygotowując draft na mecz z Piratami myślałbym, że Roison gra Settem na midzie. Na dobrą więc sprawę analizy też nie mieliśmy. Wziąłem więc i to, wysyłałem op.gg albo po prostu sprawdzałem, co grają rywale, przygotowywałem drafty do późniejszych rozmów z drużyną. Po prostu przyjąłem zbyt dużo obowiązków, które powodowały, że nie skupiałem się na samej grze.

Czyli byłeś takim swoistym one man army, który musiał skupiać się na zarządzaniu całą drużyną.

Pomyślałem sobie „Jeżeli nie ja, to kto się tym wszystkim zajmie?”. Ktoś musiał, nawet jeżeli moje obowiązki jako gracza zeszły przez to na boczny tor, to niezależnie od sytuacji starałem się jak mogłem, abyśmy mogli pójść dalej jako drużyna.

Gdyby tych problemów, o których mówisz, nie było, to czy AGO i K1CK byłyby w waszym zasięgu?

Ogólnie moja indywidualna gra nie była na takim poziomie, jakiego ludzie by oczekiwali. Nie tylko nie mogłem się skupić na tej kwestii, ale musiałem też radzić sobie z kilkoma prywatnymi sprawami, które powodowały, że nie do końca czułem się sobą. Z kolei AGO i K1CK były naprawdę mocne. Mieli naprawdę mocne składy, dobrych, doświadczonych graczy, doświadczonych trenerów, a ponadto AGO miało też świetne warunki zapewnione przez organizację. Możliwe, że moglibyśmy powalczyć, by być wyżej, ale nie byłoby łatwo. Aczkolwiek nawet w takim momencie, w jakim byliśmy, fakt, że przegraliśmy z devils.one był dla nas dużym zaskoczeniem. Gdyby nie te problemy, pewnie pokonalibyśmy DV1, ale teraz możemy sobie tylko gdybać.

Niedawno iHG zdecydowało się stworzyć praktycznie nową drużynę i ze składu, w którym ty grałeś, został tylko MeLoNiK. Dlaczego zdecydowałeś się opuścić organizację? To był w ogóle twój pomysł, czy bardziej wola samego Illuminar?

Rozstaliśmy się za porozumieniem stron. Zarząd stwierdził, że wydał na nas dużo pieniędzy, a wyników nie było, więc trzeba zmienić nieco podejście. Teraz mają Bezuma, który wydaje się mieć spory potencjał jako trener. Dali mu wolną rękę i teraz wygląda to zupełnie inaczej niż wcześniej. Po prostu w większym stopniu skupiają się na strukturze aniżeli na samym składzie. A skład oczywiście będzie tańszy i chyba nie tak silny jeśli chodzi o poszczególnych graczy. Wydaje mi się jednak, że obecnie sztab trenerski jest bardzo ważny albo może nawet ważniejszy niż sama drużyna. Wszystko teraz idzie mocno do przodu, a poziom graczy i całych zespołów jest dużo bardziej zbliżony przez to, w jaki sposób gra jest kształtowana przez Riot i wydawane aktualizacje.

Sądzisz, że nowe Illuminar ma szansę zamieszać w Ultralidze, czy może różnica między czołówką jeszcze się pogłębi?

Bardzo możliwe, że AGO i K1CK, jeżeli utrzymają swoje składy, odskoczą od reszty. Wynik będzie raczej podobny – zgaduje, że iHG zajmie czwarte albo ewentualnie trzecie miejsce. Będzie to na pewno dobry początek w kontekście zbudowania czegoś na dłużej. Nauczenia się na wcześniejszych błędach i wykreowania struktury, trenera. Trzeba będzie zobaczyć, co działa, i jak to wszystko powinno wyglądać.

Po odejściu z iHG otrzymałeś jakieś oferty z Ultraligi?

Jeden rabin powie tak, drugi rabin powie nie.

Zapytam może inaczej. Nie licząc MCES, pojawiły się propozycje od innych drużyn z Europy?

Tak i to nawet bardzo dobre propozycje. Wszystkie na dżungli, z lepszą pensją i lepszym na papierze składem. Ostatnio jednak w mojej karierze, a szczególnie w tym roku, działy się pewne rzeczy. Nie chodzi nawet o to, że ja czegoś nie potrafię, ale musiałem załatwiać ileś spraw jednocześnie. Nadrabiałem kwestie trenerskie czy analityczne, co odwracało moją uwagę od grania, a ja jestem w takim momencie, że muszę się skupić właśnie na sobie i na swojej grze, by iść do przodu i np. wrócić do LEC.

Teraz jestem pod skrzydłami swojego trenera, Kubza, który jest jednym ze szkoleniowców, którym zawsze ufałem. A może nawet jedynym, bo szczerze mówiąc do reszty straciłem zaufanie albo w trakcie współpracy, albo po jej zakończeniu. Wiem, że jest on dobrym trenerem i rozumiemy się w kwestii gry. Zmiana pozycji i przejście na topa da mi trochę świeżości, przypływu motywacji i pozwoli mi zmienić nastawienie. Ostatni raz grałem na topie 2 lata temu, ale wcześniej odnosiłem dobre wyniki, a wydaje mi się, że obecnie jest spory deficyt dobrych toplanerów – przynajmniej w porównaniu do junglerów. Z kolei mój peak jako gracza może być bardziej widoczny właśnie na górnej alei, bo mam specyficzny styl gry. Nie boję się grać pod limity, których teraz muszę się nauczyć, bo występuję na tej pozycji dopiero od tygodnia czy dwóch.

Jedną z kwestii jest też zaufanie do drużyny. Gdy jeszcze grałem na dżungli jako np. Sejuani, to miałem problem w głowie. Tak było w Rogue, gdzie nie mieliśmy najmocniejszego składu, ale i w Vitality, gdzie była inna meta. No więc grałem jako Sejuani i problemem było dla mnie, by w niektórych momentach oddać swojej drużynie kilka campów, a powinienem to robić. Teraz na topie gram tankiem, np. Ornnem czy Shenem, i mogę nawet powiedzieć „Dobra, dawaj Corki. Ja sobie poradzę, a ty weź te trzy wave'y, które stackują się na topie”. Z kolei gdy gram jako carry, to mówię „Nie, idź stąd, ja biorę to, ja biorę reda” i ogólnie jestem bardzo wokalny, czego brakuje wielu toplanerom. Zawsze mówi się, że to właśnie junglerzy są wokalni.

Wspomniałeś o Kubzie. Współpracowaliście już kiedyś ze sobą we Fnatic, czy zatem to właśnie on miał główny wpływ na to, że zdecydowałeś się przyjąć ofertę MCES?

Praktycznie był on jedynym powodem, dla którego wziąłem tę ofertę. Jak mówię, miałem inne oferty ~ lepsze pieniądze, lepsze składy, lepsze wyniki, wszystko bardziej stabilne. Z kolei MCES w poprzednim splicie miało 2:12 i z tamtego składu zostało trzech zawodników. Teoretycznie mogłem podjąć lepszą decyzję, ale Kubz był tym kluczowym elementem, który przesądził, że poszedłem tam. Gdyby skład wyglądał naprawdę słabo, to pewnie bym się nie zdecydował, ale i Kubz wtedy takiego zespołu by nie poprowadził. Ufam mu jeśli chodzi o scounting graczy.

We Francji gra już kilku polskich zawodników. Rozmawiałeś z którymś z nich na temat LFL?

Szczerze mówiąc, to nie.

Nie obawiasz się jednak, że przejście do średniaka francuskiej ligi jeszcze bardziej oddala cię od powrotu do LEC-a?

Nie jestem teraz w momencie kariery, w którym mógłbym szczególnie przebierać w ofertach. Miałem propozycje od ekip, które miały szansę na topowe miejsca, ale ja naprawdę wierzę w skład MCES i w swoje umiejętności. Nawet gdybyśmy jako drużyna wypadli słabo, to przecież ja nadal mogę pokazać się z dobrej strony jako gracz. W tym sezonie zagrałem w dżungli milion gier i wbiłem tysiąc LP, a potem spadłem, ale to nieważne, odbiję to sobie. Chodzi o sam fakt pokazania, że potrafię grać. Jeśli zrobię to na topie, to wydaje mi się, że moja wartość jako gracza pójdzie w górę, bo pokażę, że potrafię grać i na dżungli, i na górnej alei.

Często moim błędem było to, że zazwyczaj przed sezonem wiosennym byłem mało aktywny. Nie grałem nie wiadomo jak często na soloQ, nie gadałem z ludźmi, nie robiłem sobie kontaktów i nie wyrabiałem opinii. Jakoś dwa lata temu, chyba jeszcze przed Vitality i Illuminar, miałem ofertę, ale ostatecznie dostałem odpowiedź „Ale przecież nikt o tobie nie mówi, nie grasz solo kolejki, nie jesteś obecny na socialach, więc po prostu weźmiemy kogoś innego”. No i mieli rację, prawda?

Przed wami ciężkie boje z takimi zespołami, jak LDLC OL, GamersOrigin czy Vitality.Bee. Ty zaś w nowym zespole będziesz zdecydowanie najbardziej doświadczonym zawodnikiem, który w trakcie swojej kariery grał nawet na Worldsach. W związku z tym to na tobie może spoczywać największa presja i jakieś poczucie odpowiedzialności za wyniki.

Nawet jeśli tak będzie, to nie będzie dla mnie problemem sobie z tą presją poradzić. Nie dołączyłbym do tej drużyny, gdybym nie myślał, że możemy poradzić sobie z tymi wszystkimi drużynami, tylko po prostu przyjąłbym ofertę od jednej z lepszych ekip. Nie boję się tego, bo to wszystko to proces. Może na początku nie będziemy grać niesamowicie, bo dopiero powoli grupujemy się w gaming housie w Marsylii. Ja przyjadę tam chyba dopiero 6 czerwca jako jeden z ostatnich. W tym momencie jesteśmy już jednak po tygodniu treningów i z dnia na dzień jest coraz lepiej. Ja też gram coraz lepiej – zauważam to zarówno ja sam, jak i moja drużyna. Jestem bardzo pewny moich umiejętności.

Twoim zdaniem kto z waszego składu prezentuje się obecnie najlepiej i będzie miał kluczowe znaczenie w kontekście wygrywania meczów?

Trudno powiedzieć, czy jest jakaś osoba, która bardziej odstaje od reszty. Wydaje mi się, że poziom jest mniej więcej równy, wliczając w to też mnie. Każdy ma swoje momenty. Z tego, co słyszałem, to nasz support, Moopz, świetnie gra jako Bard i w poprzednim sezonie każdy mu go banował. Z kolei nasz jungler ma naprawdę spory champion pool. Midlaner też potrafi odpalić się w niektórych grach. Nasz adc wydaje się w miarę stabilny – może nie będzie błyszczeć jako super carry, ale po prostu będzie nam pomagać. Drużyna wydaje się być w miarę zbalansowana, ale czy tak jest, okaże się dopiero po tym, jak pogramy ze sobą więcej.

Czyli liga francuska będzie dla ciebie miejscem, w którym będziesz mógł się odbudować przed np. kolejnym atakiem na najwyższą klasę rozgrywkową?

Tak. Organizacje z LEC-a na pewno inaczej patrzą na drużyny z LFL. Poziom w Polsce, szczególnie w ostatnim splicie, był niższy. W naszym kraju wydaje się mniej pieniędzy, a gracze na papierze są gorsi – sam w ogóle nie kojarzę połowy nicków w lidze. Do tego dochodzą też ostatnie ekscesy zarówno publiczne, jak i prywatne, które miały miejsce na polskiej scenie. W Polsce dzieje się zbyt dużo gównoburz. Może mam inną perspektywę, bo jestem Polakiem i znam tutaj sporo osób, sam nawet trochę posiedziałem na scenie, ale lżej mi będzie, jeśli się od tego odetnę. Odetnę się od towarzystwa niektórych osób z polskiej sceny i od Twittera, bo tam też sam lubiłem sobie potrollować czy popisać jakieś głupoty.

Wszystko, co mogło mi przeszkadzać w grze, usunąłem. Gdy pojadę do Francji, to jedyne, co będę robić, to grać w komputer. Do tego ogarnę sobie też dietę i aktywność fizyczną. Może nie jakoś specjalnie dużo, jak kiedyś się zdarzało, ale po prostu na tyle, by było zdrowo, by mózg był dotleniony. Postaram się, by moje zdrowie mentalne nie ucierpiało. Jeżeli zobaczę po sobie, że nie wyrabiam, to troszkę zluzuję. Gram już od tylu lat i sam po sobie wiem, gdy coś jest nie tak. W kwietniu rozegrałem ponad 600 gier, czyli średnio ponad 20 gier dziennie. Miałem motywację i wiedziałem, że dam radę. Teraz jednak nie ma już potrzeby, bym grał po 16 godzin dziennie, bo około 12 na ten moment powinno wystarczyć.

Czy w takim razie w 2021 ponownie zobaczymy Kikisa w LEC?

Taki jest plan i zrobię wszystko, by tak się stało. Zawsze, gdy mówiłem, że wrócę, a potem się nie udawało, to ludzie lubili się do tego przyczepiać. Może nie przejmowałem się tym w jakiś szczególny sposób, ale głupio jest wejść na jakikolwiek stream na polskim Twitchu, napisać coś i dostać od pięciu osób odpowiedzi typu: „Kiedy Grimorr?”. Teoretycznie nie wpływa to na mnie za bardzo, ale w praktyce jest to na swój sposób męczące.