Takimi słowami swoje przemyślenia rozpoczął Joshua „Jatt” Leesman, wieloletni caster i analityk League of Legends. Patrząc na tegoroczne rezultaty, trudno się z nim nie zgodzić.

„Mówię to jedynie dzień po tym, jak wykoleił się mój koreański hype-train. Przewidziałem powrót LCK jako dominującego regionu, jako że zeszły rok uważałem za jednorazową wtopę. W fazie grupowej tak się faktycznie stało, lecz w ćwierćfinałach zauważyliśmy, jak bardzo niedoświadczone i niepełne są młode drużyny z Korei.” To tylko część wypowiedzi renomowanego komentatora na Instagramie. Osobiście nie mógłbym się z nim bardziej zgadzać.

Faktycznie w fazie play-off Worldsów znalazły się trzy formacje z LCK, dwie z LPL i trzy LEC, a do półfinałów przeszło po jednej z Korei Płd. i Europy, oraz dwie z Chin. Oglądając jednak rozgrywki w ubiegły weekend, trudno było wybrać region, czy też zespół odbiegający od reszty(poza oczywiście Ameryką). Każdy z uczestników ćwierćfinałów dał z siebie wszystko. Griffin podłamała presja i brak doświadczenia, tak samo jak DAMWON. Pomimo ogromnego talentu w obydwu składach, nie dały one rady przeciwko doświadczonej ekipie Jankosa, czy też broniącym mistrzom świata.

Bycie z dominującego regionu, jakim do niedawna była Korea, nie sprawia już, że w serii best of five jest się automatycznie lepszym. Zawsze to fantastyczne umiejętności mechaniczne i kontrola mapy pozwalały im na triumfowanie nad rywalami. Teraz poziom jest wyrównany, a każdy z trio FunPlus Phoenix, Invictus Gaming i G2 Esports ma szansę na sukces w Paryżu. Tak samo jak naturalnie SK Telecom T1.

„To jest ekosystem League of Legends, na który zawsze liczyliśmy, mieliśmy nadzieję. Niesamowite drużyny z różnych regionów mogą ze sobą rywalizować i być najlepsze. Mamy to w tym roku; półfinały będą niesamowite.” Tak Jatt podsumował swoją wypowiedź. Trudno się z nim nie zgodzić. Czekamy z niecierpliwością na weekend.

Mateusz „Yoshi” Miter – śledź autora na twitterze   →