Po wczorajszym finale Mistrzostw Świata ogłoszony został MVP starcia pomiędzy FunPlus Phoenix a G2 Esports. Wbrew pozorom, nie została nim najgłośniejsza gwiazda FunPlus Phoenix, Doinb, a jego kolega z drużyny.

W social mediach, wywiadach i na forach to mid laner tegorocznych mistrzów świata był najbardziej wyróżnianą osobą. Nie bez powodu, Doinb faktycznie ma za sobą fascynującą historię. Na początku sezonu 2019 chciał odejść na emeryturę, ale tego nie zrobił. Kilka miesięcy później podniósł Summoner's Cup i był jednym z najbardziej dominujących zawodników na najważniejszym turnieju w roku. Inspirujące, prawda?

Doinb nie będzie mógł się jednak pochwalić nagrodą Most Valuable Player finału. Tę indywidualną statuetkę zgarnia jego przyjaciel z zespołu, bez którego gracz środkowej linii by zbyt wiele nie osiągnął. Mowa tutaj oczywiście o Tianie. Dżungler chińskiej formacji wyszedł naprzeciw oczekiwaniom ekspertów i fanów i był kluczowym graczem mistrzostw w Europie. Można pokusić się o tezę, że to jego Lee Sin był największą zmorą G2 Esports w finale.

W konferencji po zakończeniu gry finałowej został zapytany o to, jak się czuję z nagrodą. Czy uważa on, że była to jego najlepsza rozgrywka, czy też może zagrać lepiej? Odpowiedź trzeba przyznać jest dosyć skromna. „Na początku chciałbym powiedzieć, że byłem w pewnym sensie zszokowany że to ja zostałem MVP finału. Czułem, że byłem dzisiaj w formie, ale nie w najlepszej. Powiedziałbym, że grałem na 50 do 60 procent swoich możliwości.” W rozmowie z Sjokz zawodnik dodał jednak „myślę, że udowodniłem dzisiaj swoją wartość i pokazałem światu jakiego typu graczem jest Tian.”

W odpowiedzi na inne pytanie dżungler powiedział, że swoją mistrzowską skórkę chciałby otrzymać na Lee Sinie. Jeżeli jego wczorajszy występ to faktycznie była tylko połowa jego możliwości, to strach się bać pełnych stu procent. Mamy nadzieję je zobaczyć, byleby nie przeciwko kolejnej europejskiej formacji na międzynarodowym turnieju.