Przez najlepszą europejską ligę przewinęło się bardzo dużo drużyn, które prezentowały się lepiej lub gorzej. Wśród tej drugiej grupy znajdziemy takie formacje jak DragonBorns, obecne Team ROCCAT czy Origen. Warto przyjrzeć się przede wszystkim tej ostatniej ekipie, która pokazała, że od bohatera do zera jest naprawdę krótka droga.

24 października 2015 roku. Origen ulega SK Telecom T1 w półfinale Mistrzostw Świata. Wydawałoby się, że jest to idealne podsumowanie sezonu w wykonaniu organizacji założonej przez Enrique „xPeke” Cedeno-Martineza, jednej z legend esportowego świata League of Legends. Niesamowity letni split w ich wykonaniu, kwalifikacja do ww. turnieju dzięki wygranej z Unicorns of Love i ostatecznie 3-4. miejsce podczas Worldsów zapowiadały nam powstanie kolejnej legendy, która miała konkurować z Fnatic, będącym wtedy w niesamowitej formie. Każda bajka ma jednak swój koniec.

Mimo gorszej formy w trakcie wiosennego splitu 2016 zespół wciąż pozostaje w czołówce, gdy w walce o Mid-Season Invitational ulega jedynie fenomenalnemu G2 Esports. Pod koniec maja wydarzyło się jednak to, czego mógł obawiać się każdy kibic formacji – najlepszy europejski botlane w postaci Zvena i Mithy'ego opuścił organizację i dołączyli do jednego z największych rywali Origen, G2 Esports. Od tej chwili wszystko zaczęło się sypać. Dziewiąte miejsce podczas letniego splitu, przez co gracze z organizacji xPeke musieli zagrać w Turnieju Promocyjnym, gdzie po niemałych problemach ograli Misfits. Obecnie Origen poszukuje swojego pierwszego zwycięstwa w lidze, stając się najgorszą drużyną w historii EU LCS.

Gdzie szukać przyczyny problemu, jakim są fatalne wyniki Origen? Owszem, odejście botlane'u w postaci Zvena oraz Mithy'ego na pewno jest jedną z nich, ale przede wszystkim należy skupić się na postaci właściciela organizacji, xPeke. Nie da się ukryć, że lata swojej świetności ma już dawno za sobą. Mimo tego, on wciąż próbuje zwojować scenę zmieniając pozycję co split. Widzieliśmy go już w roli midlanera, AD carry oraz supporta. Zamiast znaleźć odpowiednich zawodników, którzy mogliby przywrócić chwałę zespołowi, Hiszpan woli odkrywać swoje nowe „talenty”.

Zarzucić mu można także dobór reszty drużyny. Obecnie na środkowej alei „sezon życia” rozgrywa nieznany nikomu NaeHyun, który musiał słono zapłacić, aby mieć możliwość zaprezentowania się w EU LCS. Jest to najgorszy midlaner jaki miał okazję grać w tych rozgrywkach. Osoba odpowiedzialna za ten transfer powinna natychmiastowo zostać wyrzucona z organizacji za próbę działania na jej szkodę. Naprawdę nie wiem skąd wzięła się decyzja dotycząca zatrudnienia Koreańczyka, ale w zupełności jej nie popieram, podobnie jak większość społeczności League of Legends.

Czy naprawdę tak trudno jest zbudować dobry zespół? Oczywiście że nie, czego przykładem może być Misfits czy G2 Esports, które po wejściu do EU LCS stały się wręcz potęgami. Origen także miało swoje dni chwały, ale tamte dwa zespoły świetnie poradziły sobie z wpasowaniem nowych graczy do reszty układanki. Przed nami cztery ostatnie mecze najgorszej drużyny w historii przed Turniejem Promocyjnym, w którym na pewno się znajdą. Do pierwszego składu pozyskano Cinkrofa, który ma pomóc organizacji pozostać w najwyższej klasie rozgrywkowej. Decyzja bardzo dobra, pytanie tylko ile polski jungler może na tym stracić. Owszem, jest to dla niego szansa na pokazanie się światu, jednak mam wrażenie, że reszta „Legionu Samobójców” nie pomoże mu dostać się na szczyt. O ile w Hiszpanii łatwiej było mu wygrywać gry samemu, tak tutaj nie ma co na to liczyć.

Narzekać na Origen można naprawdę długo. Od fatalnych wyników, przez idiotyczne transfery, aż po dziwne decyzje xPeke. O przyszłości zespołu zadecydują najbliższe tygodnie, bowiem w przypadku spadku do Challenger Series rozsądnym byłoby zastanowienie się nad sprzedażą swojego miejsca komuś, kto będzie w stanie zbudować solidną drużynę z marzeniami o grze na najwyższym poziomie.

Get Rekd to cykl artykułów komentujących wydarzenia esportowe na świecie. Autora tekstu znajdziecie na Facebooku oraz Twitterze