Mimo dużych problemów w pierwszej grze, G2 wygrywa z  UoL, zdobywa trzy punkty i przez kolejny tydzień będzie zasiadać na pozycji lidera europejskich rozgrywek LCS

Ostatnia drużyna w tabeli, trzy punkty po czterech meczach i wczorajsza fatalna gra to czynniki, które nie wskazywały, że Unicorns of Love zagrozi zwycięzcom poprzedniego sezonu, którzy przodowali przed meczem w EULCS z jedenastoma punktami na koncie.

Pierwszy mecz zaczął się jednak od dużej przewagi jednorożców. Dwa szybkie ganki Move'a, pozwoliły Exilehowi na przelanie pierwszej krwi i zabezpieczenia drugiego zabójstwa. W kolejnej akcji UoL powiększyło przewagę w złocie, licznik pokazał 6:0, a ich midlaner miał statystki 5/0/1. Tak znaczące prowadzenie zbyt mocno rozluźniło zawodników jednorożców, którzy zlekceważyli przeciwnika. G2 szybko podniosło się z desek, wykorzystali każdy błąd pozycyjny przeciwnego środkowego i byli w stanie kontynuować grę. Najgorszym wyborem Hylissanga i jego drużyny było oblężenie dolnej alei. Nie udało im się zdobyć żadnych struktur i zabójstw, stracili za to Exileha, za którego G2 zgarnęło pokaźną sumkę. Głównym problemem Unicorns of Love jest mierny shotcalling. Podczas walki o Barona wyglądali przy swoich rywalach jak kompletni amatorzy, co z łatwością wykorzystał Move. Po tym ciosie G2 już do końca kontrolowało grę, kończąc ją backdoorem Perkza.

Druga gra wyglądała tak, jak można było się spodziewać po spojrzeniu na pozycje obu zespołów w tabeli EULCS. Szybka, odpowiedzialna i efektowna gra zmyła z graczy G2 plamę po słabym pierwszym meczu. Zwłaszcza Perkz pokazał, że był to tylko wypadek przy pracy, wykręcając niesamowite statystki i w dużej mierze przyczynił się do łatwego zwycięstwa. Nie obyło się jednak bez chwili rozluźnienia, podczas której jednorożce były w stanie zabrać niespodziewanego Nashora. Było to jednak ich jedyne osiągnięcie w tym meczu i nawet ze wzmocnieniem od Barona nie byli w stanie zagrozić faworytom.