FlyQuest w końcu zdobyło upragnione drugie zwycięstwo, a pozornie najlepsza drużyna LCS, Team Liquid, zawiodła fanów w starciu z Cloud 9.

Przed rozpoczęciem piątego tygodnia LCS, który jest półmetkiem Summer Splitu amerykańskiej ligi, nie było bardziej zdesperowanej i walczącej o wygranej drużyny, niż FlyQuest. Po pierwszych czterech weekendach rozgrywek, ekipa WildTurtle'a posiadała na lokacie wynik 1-7. To jednak zmieniło się po sobotnim starciu z Echo Fox, gdzie najlepszą grą mógł popisać się właśnie strzelec zwycięskiego zespołu. Kolejne starcie czeka ich z Golden Guardians, formacją, która również nie radzi sobie obecnie najlepiej. Sprawia to, że wydają się oni łatwym oponentem do pokonania. Taki zastrzyk morale i pewności siebie, na pewno pomoże FlyQuest.

Za to w drugim starciu pierwszego dnia, mierzyły się ze sobą drużyny, które dopiero co brały udział w Rift Rivals. Mowa tutaj o Team Liquid i Cloud 9. Po wynikach osiągniętych na międzynarodowej arenie, wydawało się, że to finaliści tegorocznego MSI są wciąż najlepszą drużyną w Ameryce. Wielu ludzi stwierdzało wręcz, że odstają oni dość mocno poziomem od reszty. Cloud 9 jednak obaliło tą tezę. Musieli grać z zastępczym zawodnikiem, jako że Licorice musiał zrobić przerwę od profesjonalnej gry, ze względu na zraniony nadgarstek. Kumo, jego zmiennik, udowodnił jednak, że potrafi grać na najwyższym poziomie. Wiele razy zdominował swojego liniowego przeciwnika w pojedynkę. Same zwycięstwo opierało się głównie na współpracy i synergii Cloud 9. Było one pewnie prowadzone przez Nisqy'ego – mid laner również wiele razy dał popis swych umiejętności.

Amerykańskie rozgrywki można zobaczyć na oficjalnej transmisji Riot Games.