Cykl tekstów przedstawiających uczestników EU LCS 2018 nie mógł rozpocząć się od opisu innego zespołu niż Fnatic. Byli królowie Europy zatrzymali większość składu i na pewno będą chcieli odzyskać koronę zabraną im przez G2 Esports.

  • France Toplane: Paul „sOAZ” Boyer
  • Denmark Jungle: Mads „Broxah” Brock-Pedersen
  • Denmark Midlane: Rasmus „Caps” Winther
  • Sweden ADC: Martin „Rekkles” Larsson
  • Bulgaria Support: Zdravets „Hylissang” Iliev Galabov

Historia organizacji Fnatic ciągnie się od początku istnienia profesjonalnego League of Legends. Mistrzowie Świata sezonu pierwszego byli jedną z najmocniejszych drużyn, gdy globalna scena znajdowała się jeszcze w powijakach. Dominacja zespołu w Europie trwała jednak kilka lat – na przestrzeni czasu znalazło się kilku godnych rywali jak Moscow Five czy Alliance, lecz mimo sukcesów tamtych organizacji, to Fnatic pozostało na szczycie Starego Kontynentu przez lata. Po pewnym czasie, drużyna zaczęła być tytułowana mianem królów Europy, ze względu na ciągłość zwycięstw w regionie. Organizacja przeszła w międzyczasie sporo zmian, a skład nie pozostał taki sam, co nie przeszkadzało Fnatic trzymać Europy w szachu.

Sytuacja zmieniła się po dołączeniu G2 Esports do EU LCS i przejęciu pałeczki przez podopiecznych Ocelote'a. Samurajowie szybko wyrwali koronę z rąk rywali i od momentu zwyciężenia swojego pierwszego splitu nie wypuścili jej ani na chwilę. Przejęcie władzy przez G2 Esports szybko odmieniło dynamikę Europejskiej sceny. Od tej pory Stary Kontynent miał nowych królów, którzy zdominowali region, podobnie jak poprzednicy.

Sezon ósmy może jednak przynieść w kwestii europejskiego tytułu zmiany. G2 Esports dokonało dużych roszad w składzie, które zakończyły się budową zespołu z ogromnym potencjałem, lecz nie wiadomo czy zdominuje scenę jak poprzedni. Z drugiej strony, Fnatic dokonało tylko jednej zmiany, biorąc do drużyny jednego z najlepszych wspierających w regionie, co oznacza, że formacja może stać się jeszcze lepsza. Już w poprzednim sezonie można było zauważyc ogromny potencjał zespołu, który wydawał się faworytem do zwyciężenia letniego splitu EU LCS 2017. Mimo porażki w meczu z Misfits, Fnatic zdołało zakwalifikować się na Worlds, gdzie drużyna zaszła aż do ćwierćfinałów turnieju. Biorąc pod uwagę dobre wyniki z zeszłego roku oraz fakt, że Hylissang „na papierze” wydaje się lepszym wspierającym od Jesiza, Fnatic może stać się bardzo wymagającym przeciwnikiem. Czy zobaczymy więc powrót dawnych królów Europy na szczyt?

Fot. Riot Games

Wydaje się, że wyrwanie korony z rąk G2 Esports przez Fnatic jest bardzo możliwe. Zespół ma wszystko czego potrzeba, by osiągnąć sukces. Nowy sezon przyniósł nowe inwestycje, które znacznie usprawniły zaplecze trenerskie organizacji. Dodatek byłego trenera G2 Esports, Youngbucka, w postaci Team Directora z pewnością może tylko polepszyć sytuację Fnatic. Fakt, że skład pozostał w 80% niezmieniony, a kontrakt przedłużył także trener oznacza, że drużyna spędzi kolejny split pracując ze sobą na podobnych warunkach. Wiele zespołów w historii League of Legends bardzo skorzystało na stałości składu i wypracowaniu własnej tożsamości – doskonałym przykładem mogą być zeszłoroczni mistrzowie świata, Samsung Galaxy (obecnie KSV).

Podstawą Fnatic w nadchodzącym splicie może być niemalże każdy z zawodników. Na górnej alei, sOAZ, najdłużej grający zawodnik w historii EU LCS, na pewno będzie chciał udowodnić, że nadal ma to czego potrzebuje toplaner z czołówki. Niejednokrotnie widzieliśmy, że mimo okresowych wahań formy, Francuz jest jednym z najlepszych w Europie. Dodatek Hylissanga może sprawić, że Fnatic nieco lepiej zrozumie środkowe fazy gry i przerzuci część ciężaru gry z bocznych linii na środkową alejkę, co umożliwi sOAZowi większą swobodę. Nowy wspierający jest również bardziej aktywnym graczem niż poprzednik. Jesiz potrafił odwrócić losy spotkania, lecz nie był filarem zagrań Fnatic. W przypadku Hylissanga, przez całą karierę widzieliśmy jak wiele potrafi zdziałać dla swojej formacji, co daje spore nadzieje na zmianę dynamiki odpowiedzialności za playmaking w drużynie. Oznaczałoby to, że Brohax mógłby pozwolić sobie na większy komfort i przenieść uwagę do Capsa, który udowodnił, że jest w stanie iść ramię w ramię z najlepszymi midlanerami w Europie, ale również na świecie. Jedyne czego brakuje młodemu Duńczykowi to doświadczenia i ogrania, gdyż jego styl bywa czasem binarny, a zagrania lubią się mścić. Uważam jednak, że zeszły rok mógł nauczyć Capsa bardzo dużo, a dojrzałość Hylissanga oraz Youngbucka powinny pomóc mu lepiej zrozumieć swoją rolę.

Ostatnim kluczowym zawodnikiem Fnatic jest wizytówka organizacji – Rekkles. Szwedzki strzelec miał w zeszłym sezonie swoje wzloty i upadki, lecz przeniesienie odpowiedzialności za podejmowanie decyzji na barki nowego wspierającego i umiejętności mechaniczne Hylissanga mogą sprawić, że dolna aleja Fnatic będzie w 2018 r. jeszcze straszniejsza niż była. Odejście Zvena i mithy'ego do NA LCS oznacza, że kwestia najtrudniejszego wyzwania dla szwedzko-bułgarskiego duetu została rozwiązana.

Wszelkie próby scharakteryzowania stylu Fnatic przed zobaczeniem drużyny w akcji są absurdem, lecz biorąc pod uwagę poprzedni sezon oraz fakt, że większość składu pozostała ta sama, zespół może być bardzo groźny. Rekkles i spółka doskonale rozumieli jak dobrze rozłożyć ciężar gry na mapie, lecz czasem brakowało komunikacji i decyzyjności. Brak uwagi poświęconej środkowej alei często dawał oponentom Fnatic szansę na odzyskanie części złota, lub powiększenie przewagi. 2018 wydaje się jednak doskonałą szansą na udowodnienie, że praca z tym samym składem pozwala wyeliminować błędy i usprawnić działanie zespołu jako jednego organizmu. Jeżeli Hylissang oraz zaplecze trenerskie będą mieli zbawienny wpływ na zgrzyty w makro grze Fnatic, to organizacja z pewnością będzie pretendentem do tytułu.